Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Polska…

Ale czy rzeczywiście Krym nie ma z nami nic wspólnego? Ziemia odległa, kraj na wpół orientalny, o zawiłej historii, ukraińsko-tatarski, przesiąknięty rosyjskimi biznesami. Krym kojarzy się nam zwykle, niezbyt jasno, z zesłanym do Rosji Mickiewiczem. Ale Krym i Mickiewicz to nie tylko „Sonety krymskie”, a w nim romantyczny opis Bakczysaraju, Bajdarów, Czufut-Kale, Ałuszty, czy widoku ze szczytu Czatyr-Dahu. I nie tylko wątek Potiomkina – któremu Rosja Krym zawdzięcza – w prelekcjach paryskich poety…

 

Mickiewicz na szczycie krymskiego Judaha – skały; portret pędzla Władysława Wańkowicza

Czy ktokolwiek dziś pamięta, że Adam Mickiewicz napisał ostatni swój wiersz właśnie wtedy, gdy wybuchła wojna krymska, w 1853 roku? Znacznie wcześniej złamał pióro i postanowił zamilknąć. A jednak, gdy flota francusko-angielska, zmierzając ku wybrzeżom Rosji zdobyła rosyjską twierdzę Bonasund na Wyspach Alandzkich (na terytorium należącym obecnie do Finlandii), napisał po łacinie odę ku czci Napoleona III. Cesarz wobec Polaków deklarował sympatię i pomoc; znane było jego powiedzenie: „Polska to taki kraj, dla którego każdy chciałby coś zrobić i nikt nie robi nic” (w czym zawarł także niestety autokrytykę). Nawet Szwecja rozważała wtedy przyłączenie się do sprzymierzonych. Mickiewicz w swoim ostatnim wierszu Rosję nazywa „ryczącą poczwarą”  i wieszczy, że rychło nadejdzie moment, gdy połączone siły Polaków, Szwedów i Finów zdobędą ją od północy. Czy nie przepowiedział naszego przyszłego sojuszu z tymi północnymi krajami w NATO? W nieco amatorskim przekładzie Wiktora hr. Baworowskiego ten zupełnie dziś zapomniany wiersz brzmiał tak:

 

Jak pierzchliwego Kakusa w pieczary

Gnał mężny Alcyd i miotał kamienie,

I w paszcz ryczącej poczwary

Tłoczył wybuchłe dymy i płomienie

Tak, o Cezarze! Pod Twoimi skrzydły

W kraje Boota, Gal zwycięzca bieży,

Kędy rozbójnik obrzydły

Kryje się, tylą mordów i łupieży

Napiętnowany; i oto narody

Widząc krwi wroga zemszczone podboje,

Fin, Szwed i Polak w zawody

Przybywa, każdy odwetować swoje.

O, czują oni, że wskrzeszone ramię

Stryja Twojego, Romulowej siły,

Zuchwalcze zamachy łamie

I nieszczęśliwym dni lepsze wróciły.

 

We wrześniu 1854 roku sprzymierzeni byli już na Krymie. Sześćdziesiąt tysięcy żołnierzy francuskich i angielskich przybyło na czterystu statkach. Krym został błyskawicznie zajęty, walki o Sewastopol, który Rosjanie zdołali zamienić w twierdzę, trwały jednak ponad rok. Tę wojnę porównuje się nieraz z dzisiejszą wojną na Ukrainie, bo dysproporcje między uzbrojeniem i wyszkoleniem sprzymierzonych a Rosjan były ogromne. Po wojnie car Aleksander II zniósł poddaństwo chłopów upewniony aż nazbyt boleśnie, że wojsko składające się z niepiśmiennych wieśniaków nie jest w stanie stawić czoła nowoczesnej armii świata zachodniego, wyposażonej w znakomitą broń, sprawne i szybkie okręty, a nawet telegraf.

Sprawa polska stawała tymczasem w centrum wojny krymskiej. Gra była o wielka stawkę. Środowiska emigracyjne miały nadzieję, że po zdobyciu Krymu i wybrzeży czarnomorskich, Francuzi i Anglicy ruszą wraz z Turkami na północ, zostanie odwojowana ziemia dzisiejszej Ukrainy; niepodległość Polski będzie w zasięgu ręki. Tatarzy krymscy wspierali nader gorliwie sprzymierzonych, logistyczne i wywiadowczo.

 

Wybrzeże Krymu – Ferdynand Ruszczyc

 

W Turcji przygotowywano tymczasem za zgodą sułtana polskie oddziały. Mickiewicz z garstką przyjaciół przybył z Paryża do Stambułu zamierzając nieść im pomoc. “We trzech z Lêvy`ym i Służalskim zamieszkali w jednej izbie w klasztorze lazarystów, śpiąc na materacach rozciągniętych na ziemi i okrywając się płaszczem. Kufer służył za kanapę, sławetne siodło, zawleczone aż z Paryża, zastępowało – w bliżej nieokreślony sposób – stolik nocny. I zaraz stało się tłoczno od znajomków. Nad Bosfor pościągało moc rodaków z Paryża, uciekających od emigracyjnego rozkładu. «Mickiewicz!» «Mickiewicz!» – powtarzali sobie, cieszyli się, biegli. (…) Delegat Kozaków niekrasowców zbiegłych z Rosji pod opiekę turecką, sędziwy esauł Ganczarow witał go chlebem i solą, kłaniał się w pas, prosił do siebie na żołnierski, kozacki obiad…” (Ksawery Pruszyński, “Opowieść o Mickiewiczu“).

Michał Czajkowski (Sadyk Pasza) tworzył nad Bosforem oddziały tzw. kozaków osmańskich, a generał Władysław Zamoyski – reprezentant sprawy polskiej z ramienia Hotelu Lambert – dowodził II Pułkiem Kozaków Sułtańskich (na żołdzie brytyjskim). Czajkowski przebywał w Turcji od kilku lat jako wysłannik księcia Czartoryskiego; miał działać na rzecz zwalczania wpływów rosyjskich. Niestety, obaj polscy dowódcy rywalizowali ze sobą; Zamoyski nie był w stanie wybaczyć Czajkowskiemu jego konwersji na islam, uważał go za błazna i intryganta.

Mickiewicz starał się nie dostrzegać konfliktu, żył nadzieją, że polskie wojsko uratuje kraj. Był szczęśliwy, odmłodniały. Zaledwie po dwóch miesiącach,  26 listopada 1855 roku został niespodziewanie powalony śmiertelną chorobą. Mówiono, że to cholera, a przecież o epidemii nikt w Stambule nie słyszał… Nie dowiedział się już, że nagły zwrot Austrii (pod wpływem argumentów Bismarcka), dotąd przychylnej Polsce i zamierzającej wspierać sprzymierzonych oraz zmiana nastawienia do wojny Prus, przesądziły przedwczesne jej zakończenie i upadek polskich nadziei. Krym wrócił do Rosji, ale sprzymierzeni poszerzyli swoje wpływy na Bałkanach. A jednak historycy podkreślają, iż mimo, że car rosyjski nie zapomniał Prusom tej przysługi i sprawa polska zawsze już jednoczyła Niemcy i Rosję, pęknięcie między Petersburgiem a Wiedniem okazało się trwałe. W przyszłości zaowocowało naszą niepodległością

By czasem Turcy „nie sięgnęli do naszego serca”

Na Krymie pod koniec X wieku ochrzczony został książę Rusi Kijowskiej Włodzimierz. Półwysep podbili Mongołowie i to od nich, choć z wieloma domieszkami etnicznymi, m.in. Greków i Włochów, a także starożytnych Gotów, wywodzili się Tatarzy krymscy. Ich stolica, Bakczysaraj, miasto w sercu gór, to jedno z piękniejszych miejsc w tej części świata. Niezrównani jeźdźcy, znani z waleczności, wyprawiali się ze swojej niedostępnej twierdzy („Kirim”) setki kilometrów po bydło i niewolników; w 1571 roku dotarli do Moskwy, którą spalili – i wrócili do siebie z tysiącami niewolników. Chanat tatarski na Krymie aż do XVIII wieku funkcjonował jako protektorat Imperium Osmańskiego. Z Turkami Tatarom było zwykle “po drodze”.

 

Jarmark w Bałcie – mal. Józef Brandt

 

Wojna Rosji z Turcją 1768-177, w efekcie której Tatarzy krymscy bezpowrotnie utracili swoją ziemię, rozpoczęła się, gdy wycofujący się oddział konfederatów barskich schronił się w miasteczku Bałta, po stronie tureckiej, a ścigający ich Kozacy zapędzili się na terytorium tureckie i spalili Bałtę. Zakończyła się zaś zdobyciem południowej Ukrainy, dorzecza Dniepru i północnego Kaukazu przez Rosję. W 1774 roku Turcja została zmuszona do podpisania niekorzystnego dla siebie pokoju i zrzeczenia się praw do Chanatu Krymskiego. Na wieść o podpisaniu traktatu pokojowego Katarzyna II wyznała w przypływie szczerości: „Sądzę, że to najlepszy dzień w moim życiu”. Krym został następnie „aksamitnie” wchłonięty przez Rosję. By wszystko odbyło się comme il faut – Katarzyna  wszak była władczynią wielce oświeconą i zadającą szyku w Europie jako reprezentantka postępowych poglądów – nadano aneksji  pozory dobrowolnej daniny. Był to swoisty majstersztyk. Zasadniczą rolę w tym przedsięwzięciu odegrał Grigorij Potiomkin, druga osoba w państwie carów. Ten niedawny oficjalny faworyt Katarzyny usilnie ją przekonywał, że Krym musi być rosyjski. Ostrzegał, że Ottomanowie panując na półwyspie mogą „sięgnąć do naszego serca”.

O Potiomkinie głośno w Europie pod koniec XVIII wieku. Nazywano go „wielkim wezyrem”, albo nawet „carem pod każdym względem, z wyjątkiem nazwy”. Pozostał potężny i wpływowy, nawet gdy stał się dla Cesarzowej nieco nudny.

Zdobycie „raju dla Rosji”

Poufną misją Potiomkina była praca nad stopniowym  przesuwaniem granic Rosji na południe. Przejęcie Krymu w rozmowach z carycą nazywał poetycko „zdobyciem raju dla Rosji”. Chanat Krymski w ciągu trzystu lat istnienia nie był nigdy przyjaźnie usposobiony wobec Moskwy, współpracował za to chętnie z Kozakami (mimo, że obie strony nie szczędziły sobie najazdów i rabunków wytworzyła się jakaś szczególna więź oparta na szacunku wzajemnym). Gdy po wojnie z Turcją na tronie w Bakczysaraju zasiadł Szachin Girej, człowiek wykształcony na Zachodzie, snob i lekkoduch, Rosji udało się go pozyskać pochlebstwami i przekupić. Bywając wcześniej gościem carycy – która zachwycała się, że Chan pisze wiersze, mówi po włosku, jest przystojny i elegancki – przyjmując od niej kosztowne podarunki (jak choćby szczerozłoty miecz), potem zaś stałą pensję, zażywając wyrafinowanych dworskich rozrywek, zrzekł się władzy w 1783 roku – zyskując u swoich rodaków opinię kłamcy, tchórza i kolaboranta. Dla zachowania pozorów przetrzymywano go jeszcze w Petersburgu w areszcie domowym, podczas gdy szlachta tatarska (mirzowie) otrzymała zapewnienie, że może być spokojna o przyszłość swojej własności, tradycji, obyczajów i religii.  Łapówki i seria intryg rozmiękczyły do końca część elit tatarskiej społeczności. Przejęcie Krymu dawało wyjście Rosji na Morze Czarne, mogło być wstępem do przepędzenia Turków z Konstantynopola.

 

Pejzaż krymski – Władysław Jarocki

 

Zdobycie, a właściwie przywłaszczenie sobie Krymu przez Rosję wzbudziło podziw francuskich oświeceniowych „filozofów”. Wolter wypisywał egzaltowane traktaty, gdzie usiłował udowodnić, że dokonało się epokowe cywilizacyjne dzieło: „Rosjanie zwyciężyli Turków i Tatarów, podbili Krym i ustanowili tu prawa”, a także „wśród dwudziestu innych ludów ich prawodawczyni stała się prawodawcą narodów, których Europa nawet nie znała z nazwy”. Autor tych pompatycznych frazesów nie miał pojęcia o wysokiej kulturze rdzennych mieszkańców Krymu, mylił ich z Nogajami, traktował jak nieokrzesanych dzikusów.

Początkowo zasiedlanie Krymu przez Rosjan wyglądało sielankowo. Tatarzy jednak zostali szybko zmuszeni do przyjęcia do wiadomości, że Krym im ukradziono. Opuszczali coraz liczniej swoją ziemię uciekając przed represjami. Wielu z nich powracało po latach i znów musiało uciekać. Trwało to z niewielkimi przerwami dwieście lat. Za czasów sowieckich kultura tatarska na Krymie była potępiona jako „burżuazyjny nacjonalizm”, jej pozostałości niszczone.

Dlaczego pomniki Potiomkina są dziś targane z Ukrainy do Moskwy?

Gdy Grigorij Potiomkin zyskał tytuł Księcia Taurydzkiego (Krym nazywany był w Rosji Taurydą) i został szczęśliwym posiadaczem ogromnych dóbr na Kijowszczyźnie i Bracławszczyźnie, jego zadaniem było dbanie o dobry nastrój Imperatorowej. O rozrywki, doznania artystyczne i intelektualne, marzenia, pragnienia. Choć Krym był już rosyjski, trzeba się było postarać, by także na drodze wiodącej z Sankt Petersburga na Krym, a zwłaszcza na terenach nadczarnomorskich, wydartych z rąk Tatarów, wszystko lśniło, kwitło i śpiewało, jakby ta ziemia od zawsze była rosyjska. Folklor z reguły robi korzystne wrażenie na władcach. Potiomkin wiedział, że aby zadowolić Imperatorową trzeba uczynić lud szczęśliwym. Ten syn niższego oficera z okolic Smoleńska sam był przecież kiedyś „ludem”. Pamiętne zatem były podczas „wielkiej inspekcji” carycy w 1778 roku – jej uroczystej podróży na Krym wraz z monumentalnym orszakiem – festyny ludowe pełne muzyki i śpiewów. Postojów – według kronikarzy, do których należał Georg von Helbig, autor pierwszej wydanej na Zachodzie biografii Potiomkina – było siedemdziesiąt sześć. Miejscowości, które odwiedzano po drodze doprowadzone zostały do stanu wręcz idealnego. Naprawiono drogi i płoty, świeżo bielono domy. Cieszyły oko rozkwitłe kwiaty przytargane w wiadrach prosto z pałacowych oranżerii i wsadzone do ziemi. Na gałęziach i parkanach porozwieszano dzwonki.

Kwitł w miasteczkach przy krymskiej trasie handel, na drogach turkotały raźno wozy pełne zboża. Nikt nie kradł, nikt się nie zataczał, nie złorzeczył, nie przeklinał, dobrobyt zaglądał ludziom w oczy. Sto pięćdziesiąt lat później, w 2014 roku jechały tymi drogami „konwoje sanitarne”. Drogi trzeszczały i uginały się pod ciężarem „bandaży” i „plastikowych strzykawek”. Tak to zawsze wygląda w tamtej cywilizacji. Wiedza o tym, czym były Wioski Potiomkinowskie stała się dostępna w Europie dzięki Georgowi von Helbigowi, radcy w poselstwie księcia Saksonii w Petersburgu. Przeczytał uważnie jego książkę także Adam Mickiewicz.

Teatralna pasja księcia Potiomkina

Mawiano, że ten zręczny kuglarz „przemienił w rzeczywistość i przełożył na powieść przygodową” jedno z najśmielszych marzeń Katarzyny. Działał zawsze z rozmachem. Był nie tylko jednym z najbogatszych ludzi w Rosji – pałace, gdzie wydawano słynne przyjęcia na cześć carycy stawiał na stepach ukraińskich na jeden nocleg – ale wielbicielem teatru; na brzegu Dniepru wzniósł wiele przenośnych konstrukcji. Gdy statek Imperatorowej pojawiał się na horyzoncie, milczący dotąd aktorzy, ludzie udający wieśniaków, zdzierali gardła w okrzykach na cześć władczyni. Cudzoziemcy we frakach,  wśród nich najbliżsi jej przyjaciele, ambasador Francji Louis-Philippe de Ségur i dyplomata austriacki, książę Charles-Joseph de Ligne, najczęściej dotrzymujący towarzystwa Katarzynie na jej statku, nie bez lekkiej zazdrości spoglądali na te spontaniczne wybuchy radości ludzi w rubaszkach i czerwonych butach na tle zasobnych siedzib (z tektury). Cóż za szczęśliwy kraj, mówili półgłosem, co za uroczy lud!

Nadzwyczajny orszak wodny składał się z siedmiu ogromnych galer, prawdziwych pływających rezydencji wykończonych z niespotykanym przepychem, za nimi zaś podążało około osiemdziesięciu małych statków z trzema tysiącami załogi. Pierwszą galerę zajmowali więc Katarzyna, jej faworyt i dama do towarzystwa; drugą książę Potiomkin (…), jeszcze inną austriacki i angielski ambasador”, wylicza włoska pisarka Benedetta Craveri. De Linge zostawił opis tej podróży w obszernych listach, Ségur uczynił to samo w swych pamiętnikach. Pisząc do zaprzyjaźnionej arystokratki, książę liczył, że listy będą czytane na głos w paryskim towarzystwie; chciał nie tylko, by mogło ono śledzić jego przygody, zależało mu, by jego kraj uświadomił sobie bezgraniczną władzę Katarzyny. Przestrzegał. Pod koniec podróży na Krym, która trwała pół roku, obydwaj dyplomaci pokrywali maską uśmiechu przerażenie; nie byli naiwni, doskonale rozumieli, że ta eskapada była gigantycznym spektaklem obliczonym na efekt propagandowy. Na wywołanie nie tylko podziwu i respektu, ale grozy. Miała za zadanie przekonać władców Zachodu o nowym porządku w Europie środkowo‑wschodniej. „Jaka inna monarchia mogłaby sobie pozwolić na podobną rozrywkę?”. Tak jak Bernard Fontenelle, francuski filozof w 1725 roku wychwalał Piotra Wielkiego „nazywając go cudotwórcą, demiurgiem, niemal Bogiem, który ex nihilo stworzył Rosję. Wydobył ją z mroków!” (Krzysztof Bielecki), tak teraz Katarzyna udowadniała światu, że ma on dziś do czynienia ze zjawiskiem z innego porządku, o kosmicznej wręcz sile i wymowie. I to ona jest tą potężną samotną władczynią (jak niegdyś Piotr I), która wiedzie lud od dzikości ku wzniosłości, przez sam fakt, że w jej głowie – i w umysłach jej zaufanych – rodzą się tak nieprawdopodobne wizje, które jest w stanie z łatwością zrealizować. „Raj dla Rosji” był tylko pretekstem, by świat zachodni rzucić na kolana, psychicznie obezwładnić.

*   *   *

Niewielu dziś pamięta, że najsłynniejszy pałac na Krymie, pałac w Liwadii, ma polskie pochodzenie. Leon Potocki kupił kawałek wybrzeża Krymu od rządu rosyjskiego w 1834 roku i wzniósł tu niewielką rezydencję oraz założył park. Rozpoczął jednak to dzieło od wybudowania kaplicy, w której odprawiane były Msze św. To miejsce przyciągało wzrok swoim urokiem, malowniczością, powściągliwą elegancją.

Po śmierci właściciela posiadłość odkupił od Potockich car Aleksander II. Rezydencja Potockich przy udziale setek ton marmurów carraryjskich osiągnęła dzisiejszy swój monumentalny, przytłaczający kształt i zaczęła służyć rodzinie carskiej. Kaplicę przebudowano i zamieniono na prawosławną

Na „czarnym szlaku”

Warto wiedzieć, że porzekadło Gdzie Rzym, gdzie Krym… ma rodowód literacki, ale i historyczny. Jest parafrazą fragmentu poematu „Mohort” Wincentego Pola, wielkiego polskiego patrioty, pisarza i geografia, pochodzącego z prusko-francuskiej rodziny

 

Portret Wincentego Pola – mal. Jan Styka

 

“…Bo tam na wschodzie, od wioski Bachłaje
Już ów tatarski „Czarny-Szlak” nastaje.
I wieją wschodnie wiatry ukraińskie,
I w trawnych stepach buja sobie oko,
I pierś oddycha wolno i szeroko:
Hej! gdzie Rzym? gdzie Krym? gdzie Karczmy Babińskie?…”.

(“Mohort“)

„Rzym” to słynna karczma („Ta karczma «Rzym» się nazywa…”), która rzeczywiście istniała; znajdowała się przy „czarnym” szlaku czumackim (czumacy to przewoźnicy, którzy z Krymu i wybrzeży Morza Czarnego dostarczali w głąb Ukrainy sól i inne towary); nieopodal były również trzy inne, nie mniej osławione karczmy, zwane „babińskimi” ze względu na ich nietypowe wygody i luksusowe wyposażenie (ostatnia z nich przetrwała do początku XX w.). Podróżnik i krajoznawca Wincenty Pol, ceniony i lubiany przez Mickiewicza – którego „Mohort” rapsod rycerski, porównywany jest nie bez racji z „Panem Tadeuszem” – musiał znać te miejsca z własnych wędrówek.

 

Ostatnia z “Karczm Babińskich” przy “czarnym szlaku”, fotografia z 1904 r.

 

Rycząca poczwara”, „rozbójnik obrzydły” z mickiewiczowskiej ody właśnie chyliła się ku upadkowi – za ostatniego z Romanowów – by ostatecznie zrzucić skórę i przemienić się w jeszcze groźniejszą i zarazem bardziej obmierzłą bestię.

__________________________

 

Źródła:

Georg von Helbig: Potemkin, der Taurier. Anecdoten zur Geschichte seines Lebens und seiner Zeit, Minerva 1797-1799 Hamburg

Adam Mickiewicz – Literatura słowiańska. Wykłady w Collége de France, Warszawa 1933

Benedetta Craveri, Podróż na Krym, „Zeszyty Literackie” 2017 nr 1/137 tłum. Joanna Ugniewska

Krzysztof Bielecki, Paryż-Pietuszki, Fronda  102/103 rok 2022

Ksawery Pruszyński, Opowieść o Mickiewiczu, Warszawa, 1956

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.