Tajemnica znikającego strachu

Wystarczyło kilka dni, żeby na Ukrainie zniknęło z cokołów trzydzieści pomników Lenina. Zwalili je mieszkańcy miast i miasteczek wschodniej i południowej części kraju. Na Zachodniej Ukrainie stało się to już dwadzieścia lat wcześniej, mówiło się wtedy o Leninopadzie.

Dzień wcześniej, gdy trwała jeszcze obrona Majdanu, a snajperzy strzelali do ludzi, celując w głowę, szyję i klatkę piersiową, ze sceny Majdanu padały słowa przypominające o obowiązku „suchowo zakona”: Naszą walkę prowadzimy na trzeźwo.

Dziś kieruje się do nas wielkie słowa zachęty, byśmy modlili się „o pokój” w kraju naszych sąsiadów, ale jakoś dyskretnie nie wymienia się nazw własnych. Z kim mianowicie ten pokój i w imię czego. Bo na pewno nie w imię prawdy. Tymczasem na Ukrainie ludzie przestali się bać. Myślą prawidłowo i widzą rzeczy takimi jakie są, tak jak myśli i widzi człowiek, który się nie boi. Jest wolny. Paniczna ucieczka i ukrywanie się niedawnego dyktatora i innych oligarchów pokazuje, że nikt tu nie bawi się w jakieś cieniowanie. Okrągłego stołu na Ukrainie nie będzie. Nie będzie fraternizowania się przy kieliszku w podkijowskiej Magdalence. Nie będzie kompromisów z dawną władzą, bo nie zostało po niej nic. Nikt nie będzie mógł powiedzieć „ludzie honoru” o aparatczykach, którzy mają ręce zbrukane krwią protestujących na ulicach cywilów. Bo zostanie wyśmiany.

Coś się gwałtownie zmieniło.

Nastąpiło przebudzenie ludzi, którzy do tej pory nie wierzyli w siłę swojego ducha. A tego najbardziej boi się wielki brat szantażujący Zachód swoją potęgą. Boi się tych, którzy patrzą mu w oczy i mówią prawdę, kim jest. Tak jak bał się marszałka Piłsudskiego i trząsł się na wspomnienie polskich oficerów. Musiał ich wymordować, jednego po drugim, gdy tkwili w jenieckim obozie. Nie próbując ucieczki, łudząc się, że tu obowiązują prawa, jakie przyjął cywilizowany świat.

Pokój to nie jest słowo na miejscu. Jest okrągłe jak bańka mydlana i puste w środku.

Pokojowe za wszelką cenę załatwianie spraw prowadzi nieuchronnie do naiwnego pacyfizmu, a ten nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. Jest utopią, jak przypomniał niedawno jeden z komentatorów „Gazety Polskiej”, i zazwyczaj prowadzi do triumfu barbarii.

Co będzie, zapytajmy raczej, gdy i w Rosji ludzie dojdą do wniosku, że się nie boją? Bo strach ma wielkie oczy. Bo ten, który robi wszystko, by się go bano, sam jest człowiekiem przenikniętym wielkim lękiem. Najgorszym z możliwych. Jak Nabuchodonozor, który z powodu mieszaniny pychy i strachu znalazł się na skraju szaleństwa. Jak inni pogańscy władcy: rzymscy cesarze, którzy uważali, że są bogami, jak Hitler, Stalin. On drży dziś o swoją pozycję półboga tak, że trzęsą się ściany jego wykładanych złotem komnat.

Mój strach niech się strachem odciska, to główne, choć nigdy nie wypowiadane, hasło całej tej formacji. Główna jej idea, upiększana pracowicie przez całe orszaki nadwornych filozofów, historyków idei i innych myślicieli z generalskimi szlifami.

Procesja w Fatimie w Portugalii ku czci Matki Bożej, która objawiła się trojgu dzieciom

Procesja w Fatimie w Portugalii ku czci Matki Bożej, która objawiła się trojgu dzieciom

Już starożytne Chiny znały najskuteczniejszy rodzaj broni, broń psychologiczną. Niektóre wielkie bitwy toczone były nie przy pomocy oręża, ale poprzez wywoływanie uczucia strachu. Powalić wroga można było nie wymierzając ani jednego ciosu, nie wypuszczając ani jednej strzały. Chińczycy po prostu stali naprzeciw obcej armii i wydawali przerażające okrzyki. Ich twarze zasłaniały potworne maski. Nie ruszali się. Wróg uciekał w splątaniu i nieładzie. Strach zwalał z koni i z nóg.

Opętać kogoś strachem to zawładnąć jego duszą.

Jak Ukraińcy poradzili sobie ze strachem?

Głębokie zmiany zachodzą w ukraińskiej świadomości, piszą enigmatycznie gazety i portale. Coś zupełnie nowego rysuje się na horyzoncie… Jedna z symbolicznych scen ukraińskiego powstania: 22 lutego demonstranci i dziennikarze pojawiają się po raz pierwszy w willi zbiegłego W. Janukowycza. Można obejrzeć kolekcję luksusowych jachtów, samochodów, monet z podobizną wodza państwa i kijów do golfa ozdobionych jego nazwiskiem. Jedni oglądają, drudzy pilnują. Nic nie może być zniszczone, nawet trawnik nie może być podeptany. Nie powinno zdarzyć się nic, co mogłoby kojarzyć się z barbarzyństwem i dzikością, niskim instynktem, zemstą i odwetem, które wolna Ukraina chce odrzucić. Bo tu o wszystkim ma decydować sumienie.

Historia wielkiego odrzucenia strachu na Ukrainie, na oczach oniemiałego świata, zaczęła się tak naprawdę 13 maja i 13 października, kiedy w Kijowie, gdzie istnieje znacząca grupa katolików, zwłaszcza obrządku greckiego, i w innych ukraińskich miastach, ruszyły na ulice wielotysięczne procesje z różańcami. Procesje fatimskie. Modlitwa zgodna z intencjami Matki Bożej, która objawiła swe prośby w 1917 roku na drugim krańcu Europy, w portugalskiej wiosce trójce małych dzieci. Chodziło o pokutę, nawrócenie i poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Rosji, której błędy zagrażają całemu światu.

Cud słońca w dolinie Cova da Iria potwierdzający prawdziwość objawień w Fatimie, 1917 r.

Cud słońca w dolinie Cova da Iria potwierdzający prawdziwość objawień w Fatimie, 1917 r.

 

Modlitwa z różańcem w ręku powtórzyła się w grudniu ubiegłego roku, tym razem u stóp Pani Fatimskiej na Majdanie. Figurę przywiózł ks. Waldemar Pawelec z Dowbysza (parafię prowadzą tu pallotyni). Modlitwa przyniosła walczącym na Majdanie nadzwyczajne siły, determinację, przekonanie, że zwycięstwo jest możliwe. I absolutną bezkompromisowość wobec zła i wszystkich, którzy mu służą.

Warunek był jeden:  trzeba walczyć, nie można się cofać.

W nocnej scenerii spowitego przez dymy Kijowa miała miejsce scena zaskakująco podobna do tej z Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Uwiecznił ją Jan Henryk Rosen na fresku w siedzibie papieża w Castel Gandolfo. Gdy na niebie ukazała się Matka Boża, wywołując przerażenie żołnierzy Czerwonej Armii i paniczną ich ucieczkę, a jednocześnie w polskich ochotników, dzieci prawie, i w regularne wojsko zmagające się z przeciwnikiem – dużo silniejszym, bezapelacyjnie pewnym zwycięstwa u bram Warszawy – wstąpiły nagle nowe siły. W tej samej chwili oddał życie biegący na czele Polaków, w stule i z krzyżem w ręku, dwudziestoośmioletni ksiądz Ignacy Skorupka.

18 lutego (wg relacji „Gościa Niedzielnego”), w czasie ataku Berkutu na Majdan figurę Matki Boskiej Fatimskiej wyniesiono z płonącego namiotu modlitwy (postawionego przez grekokatolików) i umieszczono na głównej scenie. Ocalała z pożaru, który zniszczył inne przedmioty kultu. I stoi do dziś w tym samym miejscu. Katolicy i prawosławni modlą się przed nią. Właśnie w tym czasie, gdy Berkut szturmowal Majdan, księża rozdali kilka tysięcy różańców – według szacunków biskupa pomocniczego diecezji kijowsko-żytomierskiej. „Bp Stanisław Szyrokoradiuk przypomniał w niedzielę [23 lutego], że rozpad Związku Sowieckiego oraz obalenie pomnika Lenina w Kijowie miało miejsce 8 grudnia, właśnie w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Skłoniło go to do wezwania, aby na cokole dawnego pomnika Lenina, postawić figurę NMP. Majdan przyjął te słowa burzliwymi oklaskami oraz okrzykiem >Mołodiec<…”.

23 lutego Kościół obchodzi święto Katedry Św. Piotra Apostoła. Katedra to symbol władzy nauczania pierwszego papieża i jego następców.

„…jednym ze skutków Majdanu jest dekomunizacja ukraińskiej przestrzeni publicznej”, pisze ten tygodnik, ubierając niesłychaną w swej śmiałości myśl w dość nieporadne słowa. Przyczyną nie jest Majdan, bo Majdan to ludzie, słabi jak wszyscy, przyczyną jest nadprzyrodzona interwencja, odpowiedź na modlitwę mieszkańców Kijowa i wszystkich, którzy tu przybyli, by ich wspierać w walce. Znakiem tej interwencji było uleczenie ze strachu ludzi przybywających na Majdan wieczorem 20 lutego, tego samego dnia, gdy snajperzy strzelali do demonstrantów jak do kaczek. Ci ludzie, którzy zaczęli napływać na Majadan nieprzerwanym strumieniem nie mieli broni. Przeważały wśród nich kobiety. Stanęli w obliczu śmierci swoich rodaków i nie cofnęli się. To było zwycięstwo czysto duchowe. Zwycięstwo wolnego ducha i czystego serca, które wie z kim walczy i w imię czego. Sprawozdawcy „Gazety Polskiej” tak opisali ten moment:  „20 lutego. Wieczór. (…) Wracając na scenę spotykamy Andrzeja, wiceszefa ochrony [Majdanu]. >To chyba koniec. Nie mamy sił zdolnych obronić Majdan. Wśród nas jest wiele tituszek. Ta noc może być ostatnia<. To, co jednak widzimy pod sceną zaskakuje nas. Okazuje się, że ludzi wciąż przybywa. Modlą się i śpiewają hymn. Scenę otoczyły starsze kobiety…”.

Relacjonując wydarzenia następnego dnia rano sprawozdawcy nie wahają się użyć podniosłych słów: „Ukraina powstaje. Na scenę Majdanu wchodzi 50 milicjantów z Radechowa”. Ukraińcy nie chcą stać po dwóch stronach barykady.

Jaka jest istota wojny psychologicznej toczonej dziś w małych i większych środowiskach, zwłaszcza tych mocno prawicowych, narodowych, tradycyjnych? Wzbudzanie histerycznego lęku przed ukrytą lub jawną siłą przerażającego wroga i wymuszanie na Polakach bierności. Okopać się i trwać. Nie robić nic. Najlepiej nie oddychać. Pamiętać cały czas o potworze, który czyha (masonerii, instytucjach międzynarodowych, światowym żydostwie, środowiskach propagujących gender, ukraińskich faszystach i nacjonalistycznych diabłach itd.) – i jego potędze. Mieć przed oczyma nieustannie festiwal chińskich masek, które nacierają zewsząd. Oto strategia wrogów polskości – taka sama jak, do niedawna, wrogów Ukrainy. Stawiając  Polakom ustawicznie przed oczami np. zbrodnie popełnione w czasie wojny przez banderowców na Wołyniu, wzbudzając psychozę nieufności wobec przywódców i uczestników powstania ukraińskiego, podważyć dobre intencje walczących o wolność i prawość w swojej ojczyźnie, by utrzymać nas w paraliżu psychicznym – oto cel.

Łucja Dos Santos, Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci, którym objawiła się Matka Boża w Fatimie w 1917 roku

Łucja Dos Santos, Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci, którym objawiła się Matka Boża w Fatimie w 1917 roku

„Czego mam się lękać?”, pisała Służebnica Boża Ludwika Małgorzata Claret de la Touche po przyjęciu Komunii św. ”Ten, który ma w swych rękach cały świat, trwa we mnie. W moich żyłach płynie Boska Krew. Nie lękaj się, duszo moja; Bóg całego świata wziął cię w swe ramiona i pragnie, abyś w nich odpoczęła”.

Tej przełomowej nocy na Majdan przybywało coraz więcej duchownych. Wśród nich polski dominikanin, ojciec Jacek Dudka, przełożony Wikariatu dominikanów w Rosji. Do Warszawy dotarł tamtego wieczora jego esemes: „Wzięliśmy stuły i idziemy na Majdan”. Wielka zagadka Majdanu i całej Ukrainy, pokonanie bariery strachu, zaczyna się rozwiązywać. Zakonnicy i księża przybywają z krzyżami i różańcami, klękają przy umierających, biegną za rannymi. Pobliska konkatedra św. Aleksandra staje się szpitalem polowym. Księża i wolontariusze bronią dostępu do drzwi milicyjnym bojówkom. W środku lekarze, którzy przybiegają z ulicy opiekują się dwoma tysiącami rannych. Ludzie na Majdanie nie zaprzestają walki. Na scenę wskakują młodzi ludzie z barykady. Słychać słowa: „Sława Bohu, Sława Isusu Chrystu!”. Ktoś z nich tłumaczy się, przeprasza, że może mówić tylko po rosyjsku, ale chce też wykrzyczeć wzruszenie i radość, która go rozpiera: „Sława Bohu!”. Krążą z rąk do rąk obrazki z patronem Ukrainy Św. Michałem Archaniołem. Wielki brat to dla tych ludzi już przeszłość. Zawalidroga. Czują się wolni. Pokonali strach.

A tymczasem na Euromajdanie we Lwowie Berkut pada na kolana. Obecny jest przy tym greckokatolicki kapłan. Oddział do zadań specjalnych na scenie przeprasza uroczyście za udział w akcjach przeciw narodowi. Ksiądz, który przemawia do nich i do zgromadzonych lwowian prosi, by przeprosili za swoje czyny i by im po tych przeprosinach wybaczono, bo pomiędzy braćmi nie może być nienawiści.

W Kijowie podczas pogrzebu ludzi upominających się o wolność Ukrainy, nad ich trumnami „politycy i bojownicy Majdanu ślubują. Padają słowa o potrzebie odnowy moralnej. Ofiara życia poległych ma stać się zaczynem duchowej przemiany”. („Gazeta Polska”)

W odróżnieniu od wyznań protestanckich z ich sola fide (tylko wiara), Kościół katolicki zawsze głosił syntezę wiary, wiedzy, rozumu i rozsądku. (Erik von Kuehnelt – Leddihn, „Wiara i zabobon)”. Wszystkie te cnoty sprzeciwiają się nienawiści. I bierności – także w imię pokoju. Duchowni katoliccy, także i wielu prawosławnych odgrywają ważną rolę w wydarzeniach na Ukrainie. Są z ludźmi, nie chowają się w klasztorach i na plebaniach. Trzymają w ręku krzyże. Służą posługą duchową.

Matka Boża Fatimska

Matka Boża Fatimska

Na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku, w czasie, gdy kijowski Majdan dzień i noc czuwał i walczył, przyjechał tu greckokatolicki ksiądz Petro Kobal. Propagator różańca z Zakarpacia. Z jego doświadczeń wynikało, że modlitwę różańcową najszybciej za swoją przyjmują chorzy, więźniowie, ludzie na różny sposób doświadczeni. Ten ksiądz przyjechał z tysiącami różańców, które specjalnie zamówił i z ulotkami o modlitwie różańcowej. Znaleźli się chętni, którzy różańce wraz z modlitwami rozprowadzali. Akurat tego dnia na Majdanie był olbrzymi tłum, protestowano przeciwko pobiciu studentów. „Nie było wtedy wielkich haseł politycznych, tylko jeden postulat: nie pozwolimy bić naszych dzieci”, pisze reporter „Gościa Niedzielnego”. „W klimacie oburzenia na jawną niesprawiedliwość, propozycja modlitwy różańcowej przyjęła się doskonale.

(…) wielu prosiło o wyjaśnienia, jak mają się modlić. Wtedy ks. Kobal zorganizował grupę wolontariuszy, która chodziła po Majdanie, rozdawała różańce oraz uczyła jak się modlić. Za jego przykładem poszli inni duchowni, i tak różaniec stał się najważniejszą modlitwą Majdanu. W ocenie ks. Kobala rozdano tam co najmniej 700 tys. różańców.”

Ks. Petro Kobal chciał, by modlitwa różańcowa w tym miejscu, w sercu Ukrainy, była spełnieniem próśb Matki Bożej z Fatimy. Z Fatimy, z której w 1917 roku popłynęło wezwanie do Kościoła o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, by wyjednać jej nawrócenie.

Poświęcenie Rosji, warunek jej nawrócenia, miało być, według słów Matki Bożej, ratunkiem dla świata. Miał go dokonać papież wraz z biskupami. Ta prośba do dziś nie została spełniona. 

Przed wojną wiele zamożnych polskich rodzin zatrudniało panny służące. Kontrwywiadowi znana była pewna grupa tych kobiet. Na pozór niczym nie różniły się od pozostałych. Nienagannie ubrane, pracowite i dobrze ułożone. Oprócz zwykłych swych zajęć miały jedno dodatkowe: kłaść niepostrzeżenie na stoliku pana domu nielegalnie wydane pismo pornograficzne lub dokładać do ulubionych lektur pani domu bezwstydną książkę. Tylko tyle. Nikt nie podejrzewał układnych pomocy domowych w białych fartuszkach. A one pobierały wysokie wynagrodzenie za te usługi poza domem chlebodawców. O tym, że mimo łudzących pozorów nie były Polkami, a obcemu wywiadowi opłacało się utrzymywać ich możliwie jak największą grupą – zwłaszcza w środowiskach szczycących się dawnymi tradycjami i kulturą – wiedzieli tylko najbardziej zaufani rezydenci obcego wywiadu. Ludziom nie sprawiało trudności – tak jak wielu niestety naszym rodakom dzisiaj – ustalenie bezpośredniego związku między zdolnością narodu do obrony niepodległości, a moralną kondycją jego rodzin i elit.

Jednym z charakterystycznych zjawisk epoki, jaka nastała tuż po roku 1989 w naszym kraju, była inwazja pornografii w miejscach publicznych, trwająca bez przeszkód do dziś, pod hasłem braku cenzury, wolności. Wszelkie próby mówienia o tym jako o patologii, która może przynieść katastrofalne rezultaty w szerszej skali, były natychmiast ośmieszane (przypomnijmy tabuny ekspertów z profesorskimi tytułami udowadniających, że pornografia to dobrodziejstwo). Walka o wolną Polskę, tak jak walka o wolną Ukrainę nie może przebiegać inaczej jak pod hasłami odnowy moralnej, o wolną przestrzeń dla ducha, o czystość serc. My także nie możemy pozwolić, by bito nasze dzieci, by zabijano w nich duszę, która należy do Boga.

Co najbardziej wymowne: prasa rozchodząca się dziś w Polsca, która zamieszcza te najbardziej jadowite pociski (niekiedy wprawną ręką maskowane i cieniowane) przeciw narodowi ukraińskiemu – a jest ich wiele także na skądinąd szacownych łamach – robiąc z niego naród bandytów i wyśmiewając jego aspiracje do wolności, to prasa, w której nie istnieje coś takiego jak poczucie wstydu. To jej znak firmowy, hasło rozpoznawcze. Ocieka obrzydlistwem. Błędy Rosji, o których mówiła Matka Boża w 1917 roku, to nie tylko terror i zsyłki, zbrojna agresja na państwa ościenne, wyrok śmierci głodowej dla ukraińskich rodzin, które chciały tylko jednego – uprawiać swoją ziemię. Nie tylko mordowanie jeńców w obozach i strzelanie do ludzi na ulicach. To także niszczenie sumienia dzieci i dorosłych. 

Na tych łamach polskie orły towarzyszą rysunkowym dowcipom tak nieudolnym, że aż śmiesznym; muszą one realizować jeden jedyny postulat: wyśmiać miłość, upokorzyć człowieka. Zniszczyć obraz kobiety. Bo obraz kobiety, z tym wszystkim, co niesie kobiecość, jest groźny. Jest odbiciem obrazu Tej Kobiety, przed którą potęga, której służą, cała drży.

Tej, Która Zdepcze Głowę Węża.

Wassilij Maximow - Chory mąż

Wassilij Maximow – Chory mąż

________

Możliwość komentowania jest wyłączona.

  • Kalendarium wpisów

    Listopad 2017
    N P W Ś C P S
    « paź    
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    2627282930