Nasz najlepszy sojusznik

 

Naszym najlepszym sojusznikiem jest prawda. Jest ona wypróbowanym i niezawodnym sojusznikiem naszego państwa. Polska jest krajem, gdzie prawda jest szanowana jak nigdzie, w czasach nam współczesnych, bo istnieje żywa pamięć przeszłości, pamięć utrwalona w historii rodzinnej i państwowej.

Owszem, przez wiele lat ostatnich pamięć ta była źle traktowana. Poniewierana, przenicowywana, oskarżana, pomawiana. A jednak nie udaje się jej zakopać pod ziemię ani wystrzelić na księżyc. Przeszłość jest dla Polaków czymś ważnym, obecnym w ich umysłach. Nawet jeśli w nieistotnych szczegółach mogą się mylić, jeżeli istnieje także grupa ludzi w naszym kraju, która wykazuje niechęć albo całkowitą obojętność wobec niej, ogólny obraz przeszłości historycznej Polski, jaki pozostal w nas, współczesnych Polakach, jest niezmienny, wyrazisty i niezwykle budujący. To, że jesteśmy jako Polacy ludźmi tak dzielnymi zawdzięczmy przeszłości, z którą wciąż obcujemy. Ona wrosła w nas, a my w nią; jesteśmy razem czymś nierozłącznym.

Biedne narody, Niemcy, Rosjanie, Żydzi nie mają przeszłości państwowej, z której mogłyby czerpać dumę i radość, z którą mogłyby się w pełni zidentyfikować, którą chciałyby za wszelką cenę chronić, by nic, zupełnie nic z niej nie uronić, nic nie zaprzepaścić. To zastanawiająca wspólna ich cecha.

Cześć dla historii w naszym społeczeństwie jest w dzisiejszym świecie czymś unikalnym. Dlatego tutaj, drodzy nasi sąsiedzi zza obu granic, wschodniej i zachodniej, oraz przyjaciele z nad Morza Martwego, nic nie osiągniecie swoimi metodami. Metodami, które są dziś takie same jak kiedyś: nie mają nic wspólnego z prawdą. Chcą wylansować zupełnie inną historię, co jest, przyznacie, zajęciem żałośnie nieprzydatnym, celem chybionym, wypływającym z niepohamowanej pychy. Nie tylko nieefektywnym, nie przynoszącym żadnej korzyści, ale wręcz kompromitującym, niepoważnym. Tak naprawdę przeszkadza wam polska historia, która jest historią piękną, porywającą, bo dominuje w niej etos bohaterstwa, poświęcenia dla innych, altruizmu, odwagi, sięganie okiem w odległą przyszłość, nadzieja nadprzyrodzona – wszystko to, co u normalnego człowieka wypływa z wiary, z pojmowania, że cel ludzkiego istnienia znajduje się poza nami, poza doczesnością, poza tu i teraz. 

 

Guercini - Chrystus i Św. Tomasz

Guercini – Chrystus i Św. Tomasz

Gdy długo żyje się w kłamstwie, gdy ludzkie umysły osaczone są przez ideologię lub fałszywą religię – jedno nie istnieje bez drugiego – pojawia się syndrom panicznego lęku przed prawdą. Mamy z tym coraz częściej do czynienia. Ma z tym ostatnio do czynienia premier Mateusz Morawiecki. Wspaniały to widok: ktoś kąsa, gryzie w kostkę, wczepia się zębami w łydkę, warczy, zwija się ze złości w twardą kulę, toczy pianę, syczy – i dostaje zawsze tę samą odpowiedź. Nie zmienia się w niej nawet przecinek. Możemy być spokojni o los naszego kraju.

Wobec potęgi prawdy muszą zamilknąć wszystkie fałszywe argumenty. Muszą pierzchnąć wszyscy fałszywi świadkowie. Tyle razy historia uczyła, że na kłamstwie nie zbuduje się nic. Nauka poszła jednak w las, dlatego trwa na naszych oczach to żałosne widowisko oskarżania Polaków o antysemityzm. To nie przypadek, że prawdziwy, złowrogi antysemityzm, rodzący zbrodnie na ludziach, miał ojczyznę w państwach, których władza odznaczała się nieludzkim traktowaniem własnego społeczeństwa, czynieniem z niego narodu niewolników – w Rosji carskiej i bolszewickiej i w protestanckich Niemczech (w czasach Hitlera – choć pierwszym antysemitą w tym kraju był Luter). Dla tego rodzaju władzy było czymś wygodnym wylansować grupę „jeszcze gorszych”, by na nich zwalić całą winę za zło i zniewolenie, którego doświadczają jej poddani. Ta postawa nie umarła, przeciwnie, „antysemityzm Polaków” starają się propagować właśnie oba te kraje. W dobie kryzysu, jaki jest ich udziałem, ma im to zagwarantować polityczne korzyści.

Będąc mężni w obronie prawdy, bądźmy też cierpliwi. Kłamstwo żywi się tylko samym sobą, jego żywot jest krótki. Słowo „narracja”, które wywodzi się z żydowskiej haggady miało zastąpić prawdę historyczną, nie tylko materialną, zwłaszcza tę o przebiegu ostatniej wojny. Niektórym ludziom wydaje się, że przyszedł już czas, gdy nie ma żadnych barier dla kłamstwa, także tego pod słodką nazwą „narracji historycznej”, może ono rozlewać się szeroką strugą, może zalewać świat niczym cuchnący ściek, bo ma miliony głośników o wielkiej mocy. Zapominają, że prawda zawsze znajdzie drogę do ludzkiego serca. Prawda ma dla człowieka niewysłowiony, nigdy nie przemijający urok. Tak jesteśmy zbudowani, tak stworzeni, nie zmieni się to nigdy. Stworzono nas nie dla kłamstwa, ale dla prawdy. Ona jest naszym celem. Obcowanie z nią czyni nas lepszymi, mądrzejszymi, doskonalszymi. Ona daje ludziom i narodom prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, jakiego nie zapewnią arsenały najnowocześniejszych broni.

 (…) Ja go wybawię, bo przylgnął do mnie,/osłonię go, bo poznał me imię./Będzie mnie wzywał, a ja go wysłucham i będę z nim w utrapieniu./ Wyzwolę go i obdarzę sławą,/długimi dniami go nasycę/i ukażę mu moje zbawienie. (…).

Czy słowa o ufności pokładanej w Bogu – w niezrównany sposób przetłumaczył je Jan Kochanowski  – nie powinny nas, ludzi, zbliżać do siebie? Nie powinny przypominać im o ich pozaziemskim celu? Nie powinny przypominać Żydom o konieczności nawrócenia z fałszywej wiary? Tak jak napomina ich i przynagla do nawrócenia ich własna historia, ta niezakłamana, prawdziwa. Niewypowiedzianie tragiczna. Naród żydowski zapomniał jednak o psalmach, bo zapomniał o Bogu. Nie może więc także pamiętać o własnej historii.

Alexander_Voet_I_-_St_Stanislaus_KostkaMęstwo nie polega na zbrojnej walce czy traktowaniu innych jako nieprzyjaciół, ale na tym, że my sami pozostajemy wierni i pomagamy innym trwać w wierności. Z im większą obojętnością lub nienawiścią spotyka się chrześcijańska miłość i prawda, tym gorliwiej powinniśmy nimi żyć, napisali polscy biskupi ogłaszając rok 2018 Rokiem Świętego Stanisława Kostki.

Czy któryś z narodów, których przedstawiciele prześcigają się dziś w publicznym zniesławianiu nas mógłby powiedzieć nam, Polakom: „Patrzcie na nas, naśladujcie nas! Możemy być dla was wzorem, nasza historia jest piękna i budująca, nawet jeżeli składa się z wielu cierpień i klęsk. Poznaliśmy Boga, który jest Prawdą i pozostaliśmy Mu wierni. Otrzymaliśmy od Niego błogosławieństwo. Jednoczy nas nasza wiara w Boga. Idźcie naszą drogą!”?

Św. Stanisław Kostka potrafił żyć na ziemi w niezgodzie z kłamstwem, w cudownej harmonii z Prawdą. Jej uosobieniem, najpiękniejszym obrazem była dla niego Matka Boska. Pięćdziesiąt lat po jego śmierci, jego współbrat, o. Gulio Mancinelli wyruszył piechotą z Neapolu do Krakowa, by powiadomić króla polskiego, że Matka Boża jest także Królową Polski – zostało mu to objawione – i Jej pragnieniem jest, by została za taką przez króla uznana. Doszedł na miejsce 8 maja 1610 roku.

Ten fakt jest także częścią naszej historii.

Dziś doczekaliśmy się czasów, gdy suwerenne władze Rzeczpospolitej zabiegają bez hipokryzji o poprawę losu najbiedniejszych Polaków, tak jak zadeklarował w Ślubach Lwowskich Jan Kazimierz, król Polski, który przyjął orędzie Maryi przekazane przez Manicinellego – przyjął, ale nie był w stanie go wypełnić. Nie uczynili tego także jego następcy.

I oto Polska, która dźwignęła się wreszcie z porozbiorowej nędzy materialnej oraz komunistycznej nędzy duchowej i materialnej, odrzucając klamstwo ideologii – stała się znów, jak w XVII i XVIII wieku wyzwaniem dla świata. Groźnym wyzwaniem, bo okazała się radykalnym burzycielem mitów o osiągnięciu trwałej potęgi państw na fundamencie kłamstwa, krzywdy ludzkiej, chciwości, zbrodni, przemocy i niesprawiedliwości. Przykład jej determinacji, także jej sukcesy polityczne ostatnich dwóch lat, jej wpływ moralny na inne społeczeństwa i na polityków europejskich budzą trwogę tam, gdzie siłę czerpie się z ludzkiego upadku.

„I tu jest sedno sprawy”, pisał w swoich wspomnieniach, w latach 60. ub. wieku, Henryk Józewski, przedwojenny wojewoda wołyński, szef KN III POW w Kijowie, inżynier, malarz, muzyk i polityk. „Chodzi o istnienie człowieka w Rosji sowieckiej, o kompozycję istnienia obejmującą wszystko. Z istnieniem tym nie możemy się pogodzić i nie pogodzimy się nigdy, pomimo niewątpliwych i olśniewających rosyjskich sukcesów. Nie pogodzimy się ze względu na zaborczość Rosji i nieustanny wysiłek ujarzmiania własnych obywateli oraz innych narodów. Nie pogodzimy się, ponieważ zagraża moralnej naturze człowieka, urodzie życia, temu, co nazywamy człowieczeństwem, co jest ludzką twórczością we wszystkich wymiarach, a w pierwszym rzędzie twórczością społeczną, stosunkiem człowieka do człowieka, miłością. (…) Bieg wypadków zaszedł jednak tak daleko, że dzisiaj obecność Rosji ciąży nad całym światem ludzkim, olbrzymiejąc. Sprawa Rosji wysuwa się na pierwszy plan. Świat zmuszony jest sprawę tę załatwić albo stoczy się w mrok upadku, bez nadziei i wiary, że warto żyć. (…) Swój >sukces< Rosja zawdzięcza umiejętności budowania siły z procesów rozkładowych i z ludzkiego upadku. Wszystko to dziś jest jasne i bezsporne. Z podźwignięciem się człowieka i społeczeństw z nędzy automatycznie nastąpi zmierzch sowieckiej Rosji. Wtedy przed Rosją pojawią się perspektywy i możliwość odrodzenia, możliwość pojawienia się rosyjskich walorów wzbogacających istnienie człowieka w Rosji i poza jej granicami”.*)

O. Gulio Mancinelli SJ

O. Gulio Mancinelli SJ

Rosja ma zostać poświęcona Niepokalanemu Sercu Matki Boskiej – takie jest życzenie Matki Bożej wypowiedziane w Fatimie i kilkakrotnie przypominane siostrze Łucji, karmelitance, po śmierci Hiacynty i Franciszka. Ma je wypełnić Ojciec Święty z wszystkimi biskupami. To jest warunek nawrócenia Rosji. Bez nawrócenia jej na wiarę katolicką nie będzie ludzkiego szczęścia i spokoju w kraju naszych wschodnich sąsiadów, ani też pokoju na świecie. Św. Stanisław Kostka może być orędownikiem w tej sprawie. Gdyby polscy biskupi zechcieli podjąć wobec Ojca Świętego wyjątkową a tak potrzebną  misję, misję prowadzącą do poświęcenia Rosji – może bardziej niż ktokolwiek, z uwagi na swoją polskość, świadomi, czym Rosja jest – doceniając zarazem rolę Stanisława Kostki… Rolę tego, który będąc niespełna dwudziestoletnim młodzieńcem, cieszył się tak wielkimi względami Niepokalanej; miał specjalną, niepowtarzalną drogę prowadzącą wprost do Serca Matki Boskiej.

Moment jego śmierci, a raczej zabrania go z ziemi do nieba, pozostał na zawsze w pamięci Gulio Mancinellego, który jako młody zakonnik stał wtedy przy jego łożu.

Tak mógłby wyglądać rok św. Stanisława Kostki. Polska złożyłaby wtedy temu Młodzieńcowi, Patronowi młodzieży, prawdziwy hołd. Polski Kościoł udowodniłby, że jego maryjność nie jest pustym słowem, że potrafimy uczynić coś dla naszej Królowej. Ktoś musi wreszcie podjąć wezwanie z Fatimy, poważnie potraktować słowa wypowiedziane przez Matkę Boską z tak wielkim bólem z powodu ludzkiej niewdzięczności i niewierności Bogu. Narody nam bliskie – z racji sąsiedztwa, jak Rosja i Niemcy, bliskie z racji zamieszkiwania na naszej ziemi, jak Żydzi – uzyskałyby darmo szansę odrodzenia duchowego, którego potrzebują.

„(…) Aniołom swoim każe cię pilnować,/Gdziekolwiek stąpniesz, będą cię piastować/ Na ręku nosić, abyś idąc drogą/Na ostry kamień nie ugodził nogą./Będziesz bezpiecznie po żmijach zjadliwych/ I po padalcach deptał niecierpliwych;/Na lwa srogiego bez obawy wsiędziesz/ I na ogromnym smoku jeździć będziesz (…)”. 

 

Jacek Malczewski - Anioł i pastuszek

Jacek Malczewski – Anioł i pastuszek

 

Smok nie może być jednak środkiem lokomocji, wygodnym pojazdem, dokąd nie przestaje być dla niektórych punktem odniesienia. 

Przypomnijmy na czym polega fenomen duchowy Polski, z perspektywy dziejów naszego kontynentu, kolebki chrześcijańskiej cywilizacji. Gdy począwszy od połowy XVII osiągnięty został w Europie kompromis religijny – państwa katolickie i protestanckie zawarły w 1648 roku polityczny układ, „pokój  westfalski” – nie ustały brutalne prześladowania katolicyzmu. Ich ofiarą stała się Irlandia, a wkrótce Polska – pod zaborami Niemiec i Rosji. Stawały się one w obu krajach coraz brutalniejsze.

O tym, co działo się w tym względzie na ziemiach polskich ówcześni najbardziej wykształceni Europejczycy wiedzieli niewiele, wiedza ta była mglista i zresztą niewielu obchodził stan faktyczny na wschodniej połaci kontynentu.  Lepiej znana była sytuacja katolików irlandzkich. „Cała władza, prawie cała ziemia i większość płynnego bogactwa Irlandii znajdowały się w rękach nie tylko protestantów, ale ludzi zdeterminowanych, by zniszczyć katolicyzm”, przypomina Hilaire Belloc. „Przez długi czas miało to wyglądać tak, jakby Irlandia była sprawdzianem, jakby destrukcja Kościoła katolickiego w Irlandii miała stać się symbolem triumfu protestantyzmu i upadku wiary katolickiej. Tę destrukcję miemal udało się osiągnąć – ale nie całkiem. Taka była mapa Europy po remisowej bitwie wojen religijnych. Jednak opócz podziału geograficznego, skutek długiej walki, a w szczególności fakt, że była ona nierozstrzygnięta, okazał się gruntowniejszy pod względem moralnym niż geograficznym.

Gołym okiem widać było, że kultura europejska w przyszłości pozostanie podzielona na dwa obozy, ale jedynie stopniowo docierał do umysłów Europy fakt, że ze względu na ten trwały podział ludzie będą uważać religię za rzecz drugorzędną. (…) Było tak, jakby ludzie powiedzieli sobie, nie otwarcie, ale na wpół świadomie: Ponieważ cała ta ogromna walka nie dała żadnego rezultatu, to przyczyny, które wiodły do konfliktu, prawdopodobnie zostały wyolbrzymione„.**)

Tak też z pewnością postrzegano samotną walkę społeczeństwa polskiego z zaborcami, toczoną, z przerwami, niemal przez cały XIX wiek, jako sprawę dla Europy marginalną, podczas, gdy była to walka o rzecz fundamentalną, tak jak ta w Irlandii, o przetrwanie tożsamości narodowej – katolickiej, o zachowanie części kontynentu dla wiary. Dziś, po przetoczeniu się dwóch totalitaryzmów przez obszar Polski i część terytorium Europy widać to jaśniej i wyraźniej. Polska walczyła nie tylko o ocalenie państwowości, o suwerenność. Ta walka nie mogła się udać bez bezwzględnego boju o niezmienność prawdy, o jednoznaczność słów, o uznawanie zasad moralnych bez żadnego aneksu, czyli o katolickie oblicze państwa, nawet, gdy wiara wielu Polaków była już w wielu punktach zachwiana. 

Dziś wraca stary konflikt, który podzielił Europę począwszy od XV wieku, wypłynął bowiem na jedną z głównych pozycji politycznych kraj, który chce zachować stare dziedzictwo katolickiej Europy, mimo, że nie deklaruje tego w sposób werbalny. Potęgi, które osiągnęły swoje bogactwa i wpływy na zdeptaniu znaczenia katolicyzmu w Europie, bardzo dobrze zdają sobie z tego sprawę. Polska będzie znaczyła coś w Europie dotąd, dokąd jej mieszkańcy, a zwłaszcza rządzący, nie będą uważali swojej katolickiej wiary za rzecz drugorzędną. Świat przeżywa szok w związku z uświadamianiem sobie tej prawdy. Jest ona bolesna, dla wszystkich, którzy osiągnęli pozorny spokój i pozorną stabilizację porzucając „stare wyobrażenia i mity”, za jakie uznali wiarę i kulturę katolicką. Lub tak jak Żydzi – odrzucili ją, gdy tylko pojawiła się, gdy przyszedł na ziemię Odkupiciel.

Nie dziwmy się dzisiejszemu szaleństwu wymierzonych w nasz kraj oskarżeń. Ich absurdalność pokazuje na czym ufundowane zostały znaczenia i przewagi jednoczących się przeciw Polsce podmiotów politycznych.

Nie zapominajmy, że Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie nastąpiły właśnie wtedy, gdy Polska nie miała już żadnej nadziei na wskrzeszenie. Był to czas kiedy upadek Polski sięgnął chyba dna. Klęska militarna trzech powstań, kasaty, wynaradawianie Polaków, opuszczenie Polski przez naturalną warstwę przywódczą (Paryż albo Sybir). Pozostała reszta niezdolna, zdawało by się, do zapewnienia ciągłości bytu Polski, nie została opuszczona przez Królową Polski. I od tego zaczęło się podnoszenie upadłego ducha Polski, jak przypomniał w liście jeden z Czytelników.

 

AN00786038_001_l

 

Obietnica objawiającej się w Gietrzwałdzie Matki Boskiej jako Królowej, związana z odzyskaniem wolności dla Kościoła katolickiego na obszarze Polski, oznaczała także odzyskanie niepodległości polskiego państwa. Nie wolno zapominać, że Matka Boża nigdy nie rzuca słów na wiatr. Wszystko co zapowiada spełnia się z największą dokładnością, co do joty; wszystko ma też niewyobrażalnie wielkie znaczenie dla historii świata. Całej historii – nie jej wycinka. Wszystko powiedziane jest też z niezrównaną delikatnością, w taki sposób, by ludzki rozum pojął, że jest szanowany i – zarazem – że ma do czynienia z wielką tajemnicą, która przekracza po wielokroć jego zdolności pojmowania. Ale nie oznacza to, że człowiek, czy społeczeństwo, może nie umieć, czy nie być w stanie odpowiedzieć na wezwanie, które usłyszał. Będzie potrafił to uczynić, jeśli zachował katolicką wiarę w całej jej integralności.

Pamiętając o słowach wypowiedzianych w Gietrzwałdzie i o potężnej symbolice Maryi jako Królowej ukazanej nam w tym miejscu, nie możemy zapominać o Fatimie – coraz mniej rozumianej właśnie tam, gdzie przesłanie fatimskie powinno być usłyszane w pierwszym rzędzie, w Rzymie. Byłoby to ogromną niewdzięcznością wobec Matki Boskiej, która przywróciła nam Polskę.

Pamiętajmy, że Gietrzwałd (1877 r.) bezpośrednio poprzedził Fatimę (1917 r.). Między obydwoma faktami historycznymi, które nazywamy objawieniami, zachodzi ścisły związek, który powinniśmy odkryć.


*) Henryk Józewski, Zamiast Pamiętnika, Paryż – Kraków 2017

**) Hilaire Belloc, Wielkie herezje, Kraków 2017

Możliwość komentowania jest wyłączona.