Zmowa wielkich liter

Posted on 3 marca 2020 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Jak wygląda Polska z perspektywy szpitala i ośrodka zdrowia? Tak samo, tylko jeszcze bardziej! Jeszcze więcej emocji, jeszcze więcej słów wyrzucanych z szybkością rakiety, potępiających wszystko i wszystkich dokoła, zwłaszcza zaś tych, którzy leczą. Oraz tych, którzy rządzą. Słów, których normalny człowiek szybko żałuje.

Spędzając kilka godzin na izbie przyjęć, a potem odwiedzając kogoś z przyjaciół w stołecznym szpitalu mogłam przekonać się osobiście o sile tych emocji. W tym wszystkim lekarze, ludzie usiłujący zachować przytomność umysłu, a więc przede wszystkim język na wodzy – wobec niezliczonych pretensji i roszczeń pacjentów i odwiedzających.

„O tym nie trzeba nigdy mówić, o tym trzeba myśleć” – taka brzmiała niegdyś przestroga matek i ojców rodu, którzy wiedzieli, że zarówno najważniejsze sprawy kraju, jak i te dotyczące najbliższych, czy też rzeczy tak delikatnej jak czyjeś zdrowie wymagają skupienia i uwagi, dyskrecji, panowania nad słowem, nie wypowiadania się w odruchu pretensji i żalu. Ta maksyma zmienia się dziś w jej odwrotność. Jak najwięcej mówić, narzucać innym swoje zdanie, swój strach i swoje emocje, rzadko kiedy być w skupieniu – to wydaje się być prawdziwym obywatelskim obowiązkiem.

W podobnej sytuacji jak lekarze są rządzący. Wszechobecność kamer i mikrofonów zmusza ich do nieustannego mówienia, podczas, gdy ich powołaniem jest działanie w ciszy. Namysł. Skupienie. Rozwaga. Gdy jednak próbują się odciąć od codziennego krzyku i jazgotu, rozlicza się ich, że się izolują, pogardzają „wyborcami” i „demokracją”. Tłumaczenie się rządzących przed wszystkimi i ze wszystkiego jest wymuszane zewnętrzną presją. W istocie jest absurdem, a nie żadną demokracją.

Warto czasem odwiedzić kogoś w szpitalu, także i po to, by zobaczyć, w jakim napięciu musi działać lekarz chcący ratować czyjeś życie i zdrowie, zmuszony do konfrontowania się z tymi, którzy zawsze wiedzą lepiej jak trzeba leczyć. Tak jak część z nas wie o wiele lepiej od prezydenta i premiera jak powinni się zachować, co mówić i myśleć.

Ta choroba wielkich liter, wielkich słów ma wiele wspólnego z nieobecnością w szkołach łaciny. Tak, łaciny! „Gdzie kończy się łacina, kończy się cywilizacja”, mawiano jeszcze w polskich domach u schyłku XIX wieku, gdy tzw. szkoły realne wprowadzane przez zaborców eliminowały kształcenie klasyczne, oparte m.in. na znajomości ścisłych reguł gramatycznych języków starożytnych na rzecz „przedmiotów praktycznych”. Bo absolwent takich szkół miał być przede wszystkim „użyteczny”. Nie miał prawa myśleć, wartościować, oceniać – nie w oparciu o własne emocje czy wyobrażenia, doraźne potrzeby, ale o jasne, niezmienne kryteria, o reguły odwiecznej filozofii. Bacząc przy tym na rzeczy ponadczasowe. Dobro wspólne, cel życia, przyszły Sąd.

Tak byliśmy wychowywani.

Właściwy wychowawca

„Język łaciński jest, jak żaden inny na świecie, wychowawcą do właściwego i uporządkowanego myślenia”, pisał Friedrich Wilhelm Foerster. „To może właśnie dlatego, że był to język narodu, który nie produkował myśli, ale instytucje, a mianowicie instytucje tak silnie zakorzenione w rzeczywistości życia i natury ludzkiej, że wydają się niezniszczalne, podobnie jak stare kamienie ciosowe rzymskiego Kapitolu. Wielkość i siła wychowawcza języka łacińskiego polega na niezrównanej głębokości i konsekwencji każdej jego wypowiedzi. Każde zdanie wyprowadza się z jasnej i prostej rzeczywistości. Nic nie buja w powietrzu. Zawsze rzecz główna znajduje się na miejscu głównym, wszystkie proporcje są jasno uporządkowane, wszelkie stosunki zabezpieczone przed nieporozumieniem. Nigdzie nie jest trudniej o kłamstwo aniżeli w atmosferze tej wysoko zdyscyplinowanej rzeczywistości, w której się nie utrzyma i nie sformułuje żadna niejasność, żadna niepewność, żaden wybieg. Wszystko jest męskim podziałem, jasnym rozdziałem, niewzruszoną hierarchią przedmiotów. Wszystko jest monumentalnym stylem, tj. wykluczeniem wszystkiego, co zbyteczne.”

Znamienne, że dziś łacina przetrwała – w szczątkowej postaci – tylko w medycynie.

 

Wilhelm Dietrich Foerster

 

Kogoś ulepionego na kształt współczesnych idoli, których lud „kocha”, bo się uśmiechają nadobnie i mówią zawsze to, co chce usłyszeć opisuje w jednej z książek Vittorio Messori. Ten władca wiedział, że Bóg jest. Wierzył, jak najbardziej, ale miał „swoją koncepcję”. Swoją wizję władzy. I w rezultacie faktycznie władzy nie sprawował, choć było to jego obowiązkiem. Wolał „po prostu być kochany”. Wolał marzyć o powszechnej sprawiedliwości, miłości bez granic i mądrości ludu, który jest tak szlachetny, że nie musi odwoływać się do żadnego autorytetu. Miłosierdzie bez sprawiedliwości przyjęte jako dogmat oraz mit powszechnej równości stały się początkiem końca jego królestwa, utorowały drogę rewolucji we Francji i rozpoczęły długi okres kruszenia cywilizacji europejskiej.

„Filozof” na tronie

W gruncie rzeczy był to […] filozof na tronie, wstydzący się rozkazywać ludziom wolnym”, pisze historyk Pierre Gaxotte. „Był tak dalece przejęty zasadami Fénelona i Rousseau, że w rok po wstąpieniu na tron zapisał się do nadwornej loży masońskiej. Ufał w dobroć ludzką i miał odrazę do środków przymusowych. Jako zaślepiony optymista, Ludwik XVI uparcie wierzył, że wszystko ułoży się samo według praw boskiej natury. Nie chciał przewidywać rzeczy gorszych i uciekać się do użycia siły, kiedy jeszcze mógł to uczynić. Jego liberalizm zaszkodził monarchii więcej niż metresy Ludwika XV i bankructwa Terraya”.

Wielu jest dziś na świecie takich papierowych władców zachwyconych sobą, nie koniecznie świeckich. Ludwik XVI swym nieustannym odkładaniem decyzji i uchylaniem się od zajęcia twardego stanowiska „dopuścił do zwyrodnienia Rewolucji i skończył pod gilotyną, pociągając królestwo i całą Francję w ruinę”.

Messori dodaje, że dostrzega coś pokrewnego między dzisiejszymi liberalnymi politykami a tym człowiekiem, którego obowiązkiem było sprawować władzę, a który wstydził się rozkazywać; (…), który szukał przede wszystkim zgody, poklasku świata. „Tego świata, którego przedstawicielami są (lub przynajmniej tak mówią) dziennikarze oraz intelektualiści”.

 

Portret Ludwika XVI

 

Obrońcy cywilizacji

Są dziś tylko dwie strony: za i przeciw Polsce. Nie da się być jednocześnie po dwóch stronach. I rzeczywiście, niektórym ludziom przychodzi z coraz większym trudem utrzymanie się w tej karkołomnej pozycji, nawet, gdy od dawna ćwiczą akrobację. Dlatego ich mowa jest coraz bardziej drętwa. Mówią o konieczności „spokoju” i „pokoju” – jak Jaruzelski w grudniu 1981 roku – przestrzegają przed jakimś bliżej nieokreślonym strasznym niebezpieczeństwem „podziału Polski”, zamiast zachęcać rodaków do wytrwania w obronie państwa, do odwagi i męstwa wobec przeciwności.

Na szczęście większość Polaków nie jest motłochem, jaki planowali sobie tu stworzyć Katarzyna II, Stalin z Hitlerem, Breżniew i jego następcy. Większość Polaków myśli i posiada świadomość, że istnieje Sędzia wszystkich ludzkich czynów. Czas Wielkiego Postu zwieńcza pokonanie ciemności. W Wielkim Poście nie straszna jest więc zmowa wielkich liter. W Wielkim Poście warto pamiętać o cnotach kardynalnych: roztropności, sprawiedliwości, umiarkowaniu i męstwie.

Prezydent Andrzej Duda w swoim pierwszym przemówieniu w ONZ mówił o znaczeniu praworządności jako fundamencie cywilizacji. Jednym z jej warunków jest to, że nie można być sędzią we własnej sprawie. Że sprawiedliwość jest nadrzędną zasadą prawa. Ludzie obecnej opozycji próbują te reguły złamać. Nie pasują im, bo nie pasuje im łacińska cywilizacja.

 

Tadeusz Styka – Portret Adama Ludwika Czartoryskiego

 

A łacińska cywilizacja jest rzeczywiście wymagająca. Choć nigdy nie zagwarantuje idealnego ustroju, choć przeżywa kryzysy, daje jednak ochronę tym, którzy żyją uczciwie, nie trudnią się zawodowo kłamstwem, nie próbują zbijać interesów na zdradzie i oszustwie. Nie kieruje się zemstą. Nie chce zamieniać innych w niewolników. Ludzie jej wierni poważnie traktują obowiązki stanu. Leczą, gdy trzeba leczyć; rządzą, gdy trzeba rządzić.

A starzy lekarze czasem mówią – tak mimochodem – że aby pacjent został przez nich wyleczony musi im także umieć zaufać.

_____

Tekst opublikowany w „Gazecie Polskiej Codziennie”, 13 marca br.

_____

Możliwość komentowania jest wyłączona.