Witajcie w dobrych, ciężkich czasach!

Posted on 28 maja 2015 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Z diabłem się nie dyskutuje, tylko mu się sprzeciwia. Natomiast jest możliwy dialog jako wywiedziona z miłości próba dotarcia do umysłów i serc uwiedzionych przez bezbożne ideologie. (ks. Jerzy Szymik) 

Czy oni znali te daty? Wiedzieli, kiedy przypada Zesłanie Ducha Świętego?

Że oba miesiące wyborów, maj i październik są miesiącami Maryi?

Musieli zapomnieć. Ten, kto podpowiada, uznał, że nie ma to znaczenia.

Bo nic nie ma znaczenia.

0000000 sztućceZnaczenie ma tylko forsa. Jest jeden jedyny pan. Wymagający, bezwzględny, zimny. Ten zawsze rzuci na kolana.

A skoro zapomnieli, zostało im przypomniane.

Przypomniał tłum Polaków – przed kościołami, na ulicach, w tramwajach, autobusach, sklepach, kawiarniach. Ludzie świętujący zwycięstwo. Święto. Wreszcie  polskie święto. W Maryjnym maju.

Podstawowa lekcja Benedykta XVI – pisze o teologii poprzedniego papieża ks. Jerzy Szymik – jest taka, że istnieje najgłębszy z możliwych związek Boga, jego obecności bądź nieobecności ze wszystkimi sprawami naszego życia.

Jarosław Kaczyński, któremu Andrzej Duda zawdzięcza swój polityczny sukces, nie zapomniał. W sztabie PiS trwała euforia zwycięstwa, on był na Jasnej Górze. Na Jasną Górę przyjechał Andrzej Duda krótko po ogłoszeniu wyników II tury. Stamtąd przybył do katedry wawelskiej. To były wizyty prywatne. Wokół nich nie było głośno.

Jeśli nam się wydaje, że sprawę możemy odłożyć i przenieść na dalszy plan, a teraz mamy do zrobienia rzeczy ważniejsze niż Bóg – głęboko się mylimy i niszczymy właśnie to, co uznaliśmy za mniejsze od Boga. (…) To Jego obecność bądź nieobecność jest absolutnie decydująca dla wszystkiego w życiu (ks. J. Szymik).

Można mieć pewność, że doczekaliśmy się w Polsce grupy polityków, którzy to rozumieją.

Nie żyją i działają „tak, jakby Bóg nie istniał”. Nie usprawiedliwiają podłości i kłamstwa popełnianych w imię polityki „tak jakby tam nikogo nie było”. Przeciwnie.

Upominając się o godność obywateli państwa polskiego i o miejsce Polski na mapie Europy i świata, zgodne z jej wielowiekową tradycją i kulturą, robią tylko to, co do nich należy.

Ludzie pokroju Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy, Antoniego Macierewicza prezentują po prostu w polityce postawę rzymskich katolików. Zapomnianą w Europie. W Europie towarzyszy jej uniesienie brwi i niedowierzanie.

000000000depositphotos00000_11864900-Door-lattice-France-18th-century

Śmiertelny jak laicyzacja i sekularyzm

Rzymskość to wiedza i odpowiedzialność. Istnienie przez coś więcej niż samych siebie. Rozwijanie tego, co pozwala nam żyć. Bóg chce, żebyśmy żyli. W sensie biologicznym, ale także kulturowym – mówi Rémi Brague, francuski filozof i pisarz, który w ostatnich tygodniach odwiedził Polskę.

Raz jeszcze Polakom przyszli w sukurs Francuzi. (Jest jakaś tajemnica we wzajemnym duchowym dopełnianiu się dwóch narodów). Rémi Brague to laureat Nagrody Ratzingera (2012), autor książki „Prawo Boga. Filozoficzna historia przymierza”, jaka ukazała się właśnie w Polsce. Pisarz odpowiada sceptykom i małodusznym, którzy chcieliby w tym wszystkim co przeżywaliśmy ostatnio widzieć jedynie efekt zręczności politycznej ludzi PiS i morderczej pracy prezydenta-elekta oraz jego sztabu. Akurat w czasie wizyty w Polsce, która miała miejsce w gorących dniach kampanii wyborczej mówi coś, co może być podsumowaniem wypadków politycznych: Rzymskość to także świadomość, że jesteśmy tylko nawróconymi barbarzyńcami. Takimi nie do końca domytymi, którzy potrzebują ciągle mydła. Barbarzyńcami, którzy się sami nie stworzyli, ale zostali stworzeni i kontynuują marsz ku wyznaczonej im drodze.

Nastroje triumfalistyczne są całkowicie obce „nawróconym barbarzyńcom”. Po zwycięstwie Andrzeja Dudy wezwania do kolejnego etapu modlitwy i ciężkiej pracy są jak najbardziej na miejscu.

Dla przeciwnego obozu politycznego największą zagadką jest to, skąd oponenci brali siły – po 2010 roku i uruchomieniu całego przemysłu pogardy wobec Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższego otoczenia – do stoczenia zwycięskiej batalii. Próbowali rozpropagować obraz „ludzi PiS” jako bezwzględnych karierowiczów politycznych i odwetowców, którzy po nocach śnią o zemście.

Berdyczów. Brama triumfalna. Encyklopedia staropolska

Berdyczów. Brama triumfalna. Encyklopedia staropolska

Nie byli w stanie dociec, dlaczego każdego dnia coraz większa liczba ludzi – w tym tak znacząca liczba młodych Polaków – z coraz większą uwagą przysłuchiwała się temu, co mówi Andrzej Duda i znajdowała głębsze motywacje do włączenia się w jego walkę o prezydenturę. Poczuła, że ta walka jest ich walką (stąd m.in. tak wielka liczba ludzi w Ruchu Kontroli Wyborów), a jego zwycięstwo ich zwycięstwem. Wszystkie nici prowadzą do kłębka: do samego aktu rozumowania, nie do afektu. Co jest szczególnie trudne do pojęcia dla ludzi, którym dystynkcję w rozumowaniu zastąpiły czysto naturalistyczne reakcje: prymitywne stadne odruchy i instynkty (w tym instynkt walki przy użyciu wszystkich środków, także tych określanych w europejskiej tradycji jako brudne: kłamstwo, potwarz, obmowa, agresja, zdrada).

Tymczasem, to nie zadecydowały umiejętnie budowane emocje – oczko w głowie wszystkich szefów kampanii wyborczych, które są niczym innym jak popisem sprawności w dziedzinie marketingu politycznego – nie żarty i grepsy, choćby najwyższej próby, ale akt rozumu. Nie frustracja, jak ogłosił niedawno Piotr Semka, wywołana gwałtownym odkryciem, że żyjemy „w kraju pozorów i masek, kraju spod podpalonej rosyjskiej budki”. Zadecydowała wyraźna świadomość, że – jak mówi Rémi Brague – nie jest zasadniczym celem naszej walki zabawa w pokonywanie przeciwników ani przyjemne przeżycia towarzyszące wygranej. Aktowi rozumu, który przywraca człowiekowi świadomość, kim jest towarzyszy zawsze pokora i ufność, że nic co dzieje się w naszych życiu nie może się stać bez woli Stwórcy. Stąd płynie także nadzieja, że warto – właśnie wtedy, gdy wszystkie potęgi świata odmawiają poparcia, demonstrują wrogość. Gdy srożą się i łączą w zwarte koalicje, by zadać cios.

To nie jest jakiś dziwaczny przypadek, że Andrzeja Dudę poparła w wyborach polska wieś. Rolnicy są ludźmi realistycznie myślącymi. Całkowicie odpornymi na retorykę, która nie potrafi posługiwać się kategoriami tomistycznymi. Dlatego są równie dalecy od ulegania sentymentalizmowi, rzewnemu patriotyzmowi na sprzedaż, jak i od nabierania się na liberalną propagandę bogacenia się wszelkimi środkami – w imię bogacenia się – w wydaniu PO, PSL i SLD, dla której najlepsze motto wymyślił niezawodny Janusz Korwin – Mikke: „Pierwszy milion trzeba ukraść”.

00000071088_gas_metal_lg

Tak można myśleć, gdy ponad horyzontem ziemi dostrzegamy jedynie zimną czeluść. Gdy tkanka myśli jest na tyle wątła, że łatwo jest upchać w niej prymitywne przekonanie, że moralność to naiwność, że laicyzacja i sekularyzm są szczytowym osiągnięciem cywilizacyjno – ustrojowym, nie zaś godną ubolewania pomyłką, żałosnym wyjątkiem w dziejach, który musi upaść pod ciosami samego prawa naturalnego.

Polacy okazali się żywi

Istotą modlitwy jest taki oto ruch serca: tak, Ojcze, Ty masz rację, Twoja wola niech się stanie. Niech się dzieje z moim życiem to, co Ty chcesz, mówi ksiądz Jerzy Szymik. Tylko wtedy, gdy przyjmie się, że to nie my decydujemy, można mieć nadzieję. Inaczej wszystko jest tylko bezładną szarpaniną. Walka polityczna przypomina wtedy boks, albo uciążliwą wędrówkę w góry, ze świadomością, że tam, gdzie zmierzamy znajdziemy jedynie ciemność i pustkę. Gdzie spotkać można najprędzej samotną śmierć.

Andrzej Duda, który w czasie kampanii wyborczej znajduje czas, by odbyć pielgrzymkę do miejsca urodzin św. Andrzeja Boboli, który zaraz po wysiłku wyczerpującej kampanii i po ogłoszeniu wygranej, kieruje swoje kroki ku Jasnej Górze, jest w oczach swoich katolickich wyborców człowiekiem, który wie, że by móc uzasadnić kontynuację ludzkiej przygody, potrzeba zewnętrznego punktu odniesienia, punktu podparcia Archimedesa. Inaczej się nie da. (Rémi Brague).

Pisarz, jakby bezwiednie puentując to, co wydarzyło się w Polsce w ostatnich gorących miesiącach walki wyborczej podkreśla, że ów punkt podparcia nie będzie mógł być znaleziony poza Bogiem. W charakterystyczny dla siebie sposób, posługując się metodą analizy tomistycznej, stwierdza, że jeśli społeczeństwo Europy potrzebuje rzeczywistości transcendentnej, która chce naszego dobra, to nie znajdzie niczego innego poza Bogiem. Każda inna forma transcendencji wydaje się wobec Boga radosną drwiną.

Dlatego tak dziwi upór, z jakim niektórzy prawicowi publicyści przypisują zwycięstwo Andrzeja Dudy „zmianie pokoleniowej”, która zarysowała się w PiS i są w stanie jednym tchem wyliczyć wszystkie jego największe atuty: własny styl, opanowanie, grzeczność, takt i umiar. Te wszystke zalety nie są błahe, ale one są jedynie odblaskiem tego, co tkwi wewnątrz. Są zewnętrznym znakiem jakości duchowej kultury. I właśnie to, co tkwi wewnątrz: rozum, wola i charakter, wiara i nadzieja rzymskiego katolika jest budulcem, jakim posługuje się Ten, który poprzez człowieka realizuje swój odwieczny plan. My jesteśmy jedynie narzędziami. Lub kto woli: nieociosanymi kamieniami tej budowli.

Tołoczki Wielkie. Zruinowany dwór. Fot. Piotr Mastalerz

Tołoczki Wielkie. Zruinowany dwór. Fot. Piotr Mastalerz

Powody, by trwać

Radosna drwina – tak można określić nawoływania tych wszystkich, którzy uważają, że Polska może cokolwiek osiągnąć stawiając się poza całą naszą tradycją i duchową kulturą. Że może wspiąć się na wyżyny nowoczesności, postępu, dobrobytu, sprawiedliwości społecznej, podążać ku odegraniu jakiejś roli politycznej w świecie, odcinając się od własnej przeszłości i duchowej tradycji – co tak modelowo przedstawia w swej praktyce partia, której reprezentantem jest ustępujący w niesławie prezydent i skompromitowana szefowa rządu.

Rémi Brague idzie o krok dalej i przestrzega przed utopijnym i naiwnym pokładaniem nadziei w pozytywnej zmianie, którą przynieść mogą nadchodzące pokolenia (wiara „w przyszłość” to zaklęcie, które uczyniło największe spustoszenie w umysłach ludzi ery nowożytnej i zarazem przyczyniło się do największych zbrodni, a zagnieździło się także niestety w posoborowej retoryce wielu ludzi Kościoła): Gdy mówimy o transcendencji horyzontalnej, czyli przyszłych generacjach, to jest to szczególnie zabawne, ponieważ one zależą od nas, a nie my od nich. (…) Społeczeństwa, które stracą kontakt z transcendentnością, znikną, bo nie będą miały powodów, by trwać. 

Francuzi mieli zawsze nosa, by odkrywać, że Polacy ze swoją upartą walką o zachowanie praw Bożych w polityce, a wręcz uczynienia w niej szczególnie szerokiego pola dla ich stosowania – co było powodem takiego zgorszenia już na salonach politycznych XIX – wiecznej Europy – wnoszą w  dzisiejszą rzeczywistość kontynentu powiew świeżości. Wnoszą nadzieję, że Europa się nie zestarzeje na smutno i gorzko i nie zemrze zapomniana przez wszystkich. Zapowiedział to z właściwą sobie fantazją i dozą całkowitej pewności największy zawadiaka intelektualny swojego czasu, Adam Mickiewicz, podczas prelekcjach paryskich w latach 40. tamtego stulecia.

Józef Mehoffer - Majowe słońce

Józef Mehoffer – Majowe słońce

Krocząc szlakiem myśli Mickiewicza – bardzo popularnego we Francji także jako pisarz polityczny – Rémi Brague przestrzega: Uwaga, nie jesteśmy bynajmniej niezależni. W całym tego słowa znaczeniu zależymy od Tego, kto nas stworzył. Jeśli będziemy tę prawdę ignorować, zginiemy. Nie tylko nie znajdziemy żadnego realnego oparcia dla naszych ambicji, ale pozbędziemy się wszelkich motywacji, by nadal żyć.

Dla Polaków święte są te same rzeczy co przed tysiącem lat, gdy przyjmowaliśmy chrzest. W tym sensie komentatorzy prasy niemieckiej uparcie nazywający Andrzeja Dudę przedstawicielem „konserwatystów” nie są w błędzie. Tak jest, macie panowie nowocześni, postępowi i liberalni, sto procent racji.

„Bóg chce żebyśmy żyli”

W Polsce nikt nie wpadłby na pomysł, by solidaryzować się ze szmatą J. Urbana, w imię „wolności słowa”, tak jak uczyniono we Francji i innych krajach Zachodu wobec „Charlie Hebdo” po zamachu islamistów. W Polsce dowcipy z tego rodzaju kanałów nikogo nie śmieszą. …są rzeczy, które sakralizujemy, przestrzega Brague, desakralizując jednocześnie inne. Mamy więc raczej do czynienia z przeniesieniem sacrum. Dziś mamy religię egalitaryzmu, religię praw pozytywnych. Te nowe świętości posiadają zresztą te same właściwości, jakie posiadają te dawne, choćby zakaz śmieszności. (…) Redaktorzy „Charlie Hebdo” śmiali się ze wszystkiego – oprócz nowych bogów. 

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich 2015 w Polsce to jeden z ważnych etapów strącania z piedestałów fałszywych bożków. Bożków, których posągi – odrażające niczym pokraczne krasnale pod muchomorami z olbrzymimi czerwonymi nosami – ustawiły gęsto, jeden obok drugiego, bogate i pyszne społeczeństwa, przekonane, że panowanie ich arbitralnych praw, wyprowadzonych z „filozofii” godzących w rozum, będzie wieczne. Społeczeństwa te przypominają wielkie purchawki, na zewnątrz okrągłe, gładkie i lśniące, w środku czarne, puste i smrodliwe.

Jak powtarza stary francuski profesor, którego przyjazd do Polski zbiegł się niemal ze zwycięstwem Andrzeja Dudy – pogląd, że religia i polityka są sobie przeciwstawne jest mitem. Kościół i państwo rozwijały się przez wieki historii równolegle, współdziałając ze sobą. Nie zaprzeczając sobie. Czysto świeckie społeczeństwo jest produktem nienaturalnym, ekstraktem ideologicznego fałszu, czymś na kształt preparatu chemicznego, i nie ma szans przetrwania. Jak zgrabnie ujął to jeden z recenzentów książki R. Brague „Prawo Boga. Filozoficzna historia Przymierza”: ….laickość i sekularyzm to historyczny wybryk, za który Europie przyjdzie słono zapłacić, jeśli nie zdecyduje się ona zawrócić z drogi od świętości przez świeckość do śmierci.

Potężne zwycięstwo, jakie odniósł Andrzej Duda w tych wyborach oznacza, że odwrót już się zaczął. Wszystkie drogi znów wiodą do Rzymu.


http://tv.niedziela.pl/film/1210/Prezydent-elekt-na-Jasnej-Gorze

*) Rémi Brague, „Prawo Boga. Filozoficzna historia przymierza”, wyd. Teologia Polityczna, Warszawa 2015

Wypowiedzi prof. Rémi Brague  za: Fronda, czerwiec/2015; ks. Jerzego Szymika za: Gość Niedzielny (24 maja 2015)

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.