W krainie sprzeczności (list Czytelnika)

Posted on 16 maja 2018 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Dziś przedstawiam Państwu list Czytelnika, pana Józefa Gorczańskiego, jaki nadszedł po ostatnim wpisie.

„Dziękuję za kolejny tekst i za przypomnienie prawdy o grzechu i braku logiki w pojęciu wolności religijnej. Domaganie się „prawa do życia” dla nienarodzonych, przy równoczesnej rezygnacji z uznania źródła prawa – muszą prowadzić do oczywistych paradoksów. Zdetronizowaliśmy Chrystusa w naszych państwach, więc siłą rzeczy prawa stanowione są tylko protezą uzasadnień. Szukamy więc uzasadnień w pojęciach, które na dłuższą metę są nie do utrzymania: w godności ludzkiej, czy w humanizmie. Proszę zauważyć, że w języku Kościoła dziś nawet nie pojawia się pojęcie grzechu i obrazy Boga.

Identycznie sprawa się ma z homoseksualizmem. Odmawiamy prawa do stosunków homoseksualnych, ale akceptujemy pojęcie niezmiennej czyli wrodzonej „orientacji” homoseksualnej. To sprzeczność, gdyż te stosunki są wyrazem, ekspresją tego co jest od człowieka (rzekomo) niezależne. “Orientacja seksualna” zakłada bowiem materialistyczne i pozbawione Boga oraz rozumu pojęcie natury, ponieważ wychodzi z założenia, że naturalne jest wszystko co występuje w świecie, jak przypomniał Tomasz Rowiński w „Christianitas”. Skoro zatem, ktoś jest homoseksualny, to znaczy, że stworzył go takim Bóg, a jeśli tak jest, to powinien realizować swoją seksualność w swojej “homoseksualnej naturze”, bo ta jest dobra. Bóg stał się w ten sposób zakładnikiem „orientacji”, pojęcia oświeceniowej proweniencji.

Kościół od dawna – od czasu ostatniego Soboru – nie mówi swoim językiem, tylko uznaje język świata. Za chwilę będziemy zmuszeni przetrawić te wszystkie, idące jeszcze dalej, marksistowskie farmazony, którymi jesteśmy karmieni z najwyższych ambon. Celem Kościoła staje się walka z ubóstwem, jak Pani zauważyła, a nie zbawienie dusz. Ewangeliczne ubóstwo (ducha) zostało zastąpione błogosławieństwem ubóstwa materialnego. Diabeł nie mógł tego lepiej wymyślić…

 

Vlastimil Hofman – Przebieranka

 

Jakie są konsekwencje? Przez kilka ostatnich lat, odkąd odprawiana jest Msza trydencka w mojej parafii, mam okazję obserwować Kościół od „kuchni”; przebywam w zakrystii i obserwuję księży. Wnioski nie są, niestety, pocieszające. Kapłani (nie bez wpływu posoborowych zmian, a może przede wszystkim dlatego) nie bardzo wiedzą kim są. Stracili tożsamość kapłańską, co szczególnie widać podczas koncelebry, która zaciera (z pełną premedytacją, choć wbrew deklaracjom) aspekt Jednego Ofiarnika i zarazem Żertwy, czyli Chrystusa. Taka „wspólnota” przesuwa też całą liturgię w kierunku uczty, zacierając ofiarę. Kapłan nie jest już samotnikiem wybranym przez Boga, skrytym za pancerzem (humerał) i związanym z Chrystusem w męce (na co wskazuje manipularz, choć ma on też inne znaczenie od pojęcia manipuli co oznacza ofiarowanie). Kapłan jest tylko przewodnikiem liturgii, i w tej nieszczęsnej roli, przy wydatnej pomocy dewastacji zasad liturgii ma się odnajdywać – ale jak długo można improwizować (czyli udawać!) przy ołtarzu? W końcu cena okazuje się być bardzo wysoka, wielu księży nie dojrzewa wewnętrznie, i w efekcie zastyga w jakimś schemacie. To, że nie upadają zupełnie wynika z faktu, że żyją już bardziej w świecie, mają znajomych, bywają, wyjeżdżają tu i tam. Wszystko to pozwala zachować jakiś pozór aktywności, a nawet misji. Ale misjonarzami już nie są.

Misje są zakazane, gdyż są utożsamiane są z prozelityzmem (nawet desygnat słowa został zmieniony, gdyż zeloci znaczy gorliwi – i takie były bractwa [zeloci] w Kościele przedsoborowym). Jest jeszcze gorzej, bo tej wewnętrznej pustce towarzyszy fasada, a nawet uzurpacja władzy. Mówił o tym wprost ks. prof. Staniek, od którego odcięli się pryncypialnie wszyscy. To jest dramatyczne rozejście się władzy i autorytetu. Ksiądz, który nie głosi już prawdy Kościoła w autorytecie Chrystusa, uzurpuje sobie tylko Jego władzę. Cała hierarchia, poczynając od papieża, oparta była zawsze na autorytecie Chrystusa. Oderwanie władzy od tego autorytetu, poprzez zaprzeczanie temu, co Chrystus głosił (tak jak w przypadku zgody na przyjmowanie Komunii w stanie grzechu, zaprzeczanie wielu prawdom, jak chociażby tej o jedyności i jedności Kościoła; w zasadzie nie ma prawdy, która by nie była dziś w Kościele podważana czy wyszydzana) – wszystko to musi powodować żałosną imitację (władzy) kapłaństwa. Oczywiście, odpowiedzialność ponoszą ci, którzy władzą stanowiska, jak papież, wprowadzają takie zmiany. Ci księża na samym dole wpychani są już tylko w ramy niekatolickiej tożsamości.

Z drugiej strony, dopóki uznajemy że Msza zawiera ważną konsekrację, a nauczanie Kościoła obowiązuje (choć, co czyni z nim dziś papież?!) – to ci ludzie mają obowiązek poszukiwać prawdy w swoim życiu. Ciągle dawane są im łaski. A jednak w czasie tych kilku lat żaden inny kapłan w parafii, poza naszym celebransem, nie tylko nie zainteresował się Mszą trydencką, ale wielokrotnie spotkałem się z ich strony z dowodami lekko tylko zawoalowanej pogardy wobec Mszy Wszechczasów.

Podsumowując: to co było zawsze siłą Kościoła – posłuszeństwo – okazało się śmiertelną pułapką. Widoczne jest to, jak dobrze Pani zauważyła, po nonsensach konkretnych decyzji, przy równoczesnym pogardliwym traktowaniu wielu mądrych i spostrzegawczych świeckich – w imię zasady posłuszeństwa właśnie. Ksiądz Murziński twierdzi, że ta ostatnia bitwa o Kościół i w Kościele rozegra się w taki sposób, że karki łamać się będzie wiernym powołując się na zasadę posłuszeństwa. Dlatego tak ważne jest abyśmy potrafili „ćwiczyć się” w posłuszeństwie (za św. Pawłem) każdemu z przełożonych, o ile ten wierny jest nauczaniu Chrystusa. Nie jesteśmy, tak jak kiedyś – uzupełnieniem „Ecclesia docens”, stajemy się często, siłą rzeczy, przypomnieniem i walką o Magisterium.

Cóż, znajomy poeta o dzisiejszych „rybakach ludzi” mówi wprost:

…Czasem Bóg niespodzianie obciąża sieci mrowiem ludzi.
Należy wówczas cierpliwe tłumaczyć złapanym tłumom,
możliwie logicznie, to nowe skomplikowane położenie.
Wszystko da się jakoś wyjaśnić, mówią o tym stare teksty.
Jonasz w brzuchu wielkiej ryby też nie był całkiem realny…

Bywa, że nad ranem czerwienieją twarze rybaków
może ze wstydu, że przegapili cud, choć prawdopodobnie
był to, na szczęście, tylko pierwszy promień
Słońca nadchodzącego ze Wschodu.”

 

Józef Gorczański, 14 maja 2018

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.