Vivat maj!

Vivat 26 maj! Vivat wigilia tego zwycięstwa – wspomnienie Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych! Ustanowione  w 1815 roku przez papieża Piusa VII po powrocie do Rzymu z pięcioletniej niewoli w Fontainebleau – papież był więźniem Napoleona – jako podzięka za opiekę nad Kościołem. Jednak święto to miało zasięg lokalny, obowiązywało w Rzymie i państwie kościelnym – aż do roku 1959, kiedy to polscy biskupi (z pewnością zainspirowani wcześniej przez kard. Augusta Hlonda, Prymasa Polski, który był wielkim czcicielem Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych) poprosili papieża, by także Polska mogła je obchodzić. I oto w sześćdziesiątą rocznicę tego faktu przyszło zwycięstwo, którego pragnęliśmy, ale chyba nie dowierzaliśmy, że może się spełnić. Zbyt wielkie nagromadzenie przeciwności wydawało się być przeszkodą. I jeszcze ta powódź…

Człowiek zawsze martwi się zbyt wieloma rzeczami na raz. Zawsze głupio wątpi, taka już nasza ułomna ludzka natura. I oto okazało się, że nie pomógł naszym przeciwnikom strajk nauczycieli i cała rozróba wokół matur. Nie pomogły alarmy bombowe w szkołach. Nie pomógł film braci S., który miał rzucić cień na całe duchowieństwo polskie. I na katolików przy władzy, rzecz jasna. Nie pomogło straszenie na potęgę roszczeniami żydowskimi. Nie pomogła cała histeryczna propaganda, lejące się strumieniami oszczerstwa, pomówienia, insynuacje. Nie pomogła bluźniercza „procesja” w Gdańsku, której celem było wywołanie szoku i przerażenia. To wszystko przyniosło efekt przeciwny do zaplanowanego. Nie pomogła nawet powódź – a wydawała się nieoczekiwanym prezentem dla opozycji w kulminacyjnym momencie kampanii – wręcz przeciwnie, przy okazji powodzi ujawniona została krańcowa obłuda i cynizm tej formacji. Nie pomógł festiwal oskarżeń sączonych także z mediów, które chcielibyśmy uważać za nasze – wyjątkowo zresztą perfidnie, z cicha, szeptem, aluzyjnie, z niedomówieniami, dwuznacznościami, zawieszeniem głosu… Obrzydliwie, po moskiewsku. Bo oficjalnie popierając kandydatów Zjednoczonej Prawicy, jednocześnie „rozliczano” tu ludzi obozu rządzącego argumentami Konfederacji.

Gra na emocjach Polaków po prostu nie powiodła się. Zaowocowała sukcesem Prawa i Sprawiedliwości. Przeciwnicy Polski zawsze wykorzystują tę znaną prawidłowość: człowiek o rozchwianych emocjach nie jest zdolny do dokonania prawidłowej oceny rzeczywistości. Jego umysł nie pracuje tak jak powinien. Dlatego usiłują wszelkimi sposobami rozbudzić strach, podejrzliwość, poczucie irracjonalnego zagrożenia – i zwątpienie. Wszystko, co odbiera jasny osąd. Strach, czy może raczej nieokreślony rozlany lęk, że obecna władza polityczna, tak samo jak poprzednie ekipy, nie reprezentuje polskich interesów. Jest podróbką polskiej suwerennej władzy. Nie potrafi odeprzeć hydry zwanej  w skrócie „gender” (tu krytycy władz zapominają o rzeczy podstawowej, że najskuteczniejszy opór to ten, jaki wykazuje każdy człowiek indywidualnie oraz każda rodzina dbająca o swoje dzieci). Dlatego twórcy i animatorzy tej metody usiłują interpretować na opak wszystko, co zdrowy umysł ocenia jako dobre dla każdego z nas, pomyślne dla ogółu, słuszne i sprawiedliwe, co jest bezspornym osiągnięciem rządu. „Nie, to zupełnie nie jest tak jak myślicie, to złudzenie, oni nie są patriotami, sprzymierzyli się z ciemnymi siłami amerykańskimi, jest im blisko do Żydów, grają w inną grę, to co widzicie, czego słuchacie, służy tylko mydleniu oczu. Nie przestawajcie być czujni!”. Tak mówili ludzie, którzy dziś, po spektakularnej klęsce w wyborach europejskich, określili się sami jako „opcja prorosyjska”.

Kiedyś mieliśmy pod ręką odpowiedź sumienia, że tego rodzaju judzenie to nic innego jak odbieranie komuś dobrego imienia, czyli grzech oszczerstwa i obmowy. Ludzie wierzący potrafili sobie radzić z takimi oskarżeniami. Owszem, byli czujni, ale zwłaszcza wobec podobnych nagabywań. Widzieli w nich jątrzenie obcych. Tej prawdziwie katolickiej czujności dziś nieraz brakuje nawet ludziom gorliwie wierzącym.

Ale wszystko to nie zdołało odebrać Polsce suwerennej zwycięstwa. Nagrodzona została wierność prawdzie, sprawiedliwe dążenia, uczciwe wysiłki. Odpowiedzialność rządzących za los Polaków i zaufanie wyborców wobec ludzi, którym powierzyli rządzenie krajem. Chyba jednak przede wszystkim to, co łączy nas wszystkich w Polsce najściślej, nasza wiara. A wiara to coś więcej, o wiele więcej niż największy nawet geniusz polityczny, najlepsza koniunktura, znakomita organizacja i najbardziej wytrwała pracowitość.

 

Matka Boża Wspomożycielka Wiernych – XIX wieczny obraz z bazyliki pod tym wezwaniem w Turynie

 

Wiem, że dużo ostatnio w moich tekstach pojawia się cytatów z G. K. Chestertona, ale ten niesłusznie zapomniany pisarz był wielkim przyjacielem Polski. Jako przedstawiciel kultury Zachodu i katolik rozumiał znakomicie nas i naszą historię. Umarł nie zdążywszy napisać książki poświęconej Polsce, do której się przygotowywał. Dlatego końcowe zdania będą jego widzeniem tych, tak zachwycających, bosko-ludzkich zagadek, z jakimi mamy do czynienia, gdy mówimy o Matce Bożej Wspomożycielce Wiernych:

Bóg to Bóg, Stwórca wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Lecz Matka Boża jest szczególnie związana z rzeczami widzialnymi, ponieważ pochodzi z tej ziemi i to poprzez Jej cielesną istotę Bóg został objawiony zmysłom. Przed obliczem Boga musimy pamiętać o tym, co niewidzialne. Nawet jeśli zawężamy Niewidzialne tylko do tego, co jest po prostu intelektualne; musimy pamiętać o kwestiach abstrakcyjnych; o absolutnych prawach rządzących myślą; o umiłowaniu prawdy; o szacunku dla prawidłowego rozumowania i rzetelnej logiki, które przejawiają się w urządzeniu świata i które sam Pan Bóg uszanował, albowiem, co z naciskiem podkreśla święty Tomasz z Akwinu, nawet Bóg nie jest sprzeczny z zasadą niesprzeczności. Lecz Najświętsza Maryja Panna, przypominając nam w szczególny sposób o Bogu Wcielonym, do pewnego stopnia naprawdę łączy w sobie i uosabia wszystkie te żywioły serca i szlachetnych porywów, dzięki którym możemy zbliżyć się do Bożej miłości dozwolonym skrótem. *).

Gdzie jest szlachetność, prawdomówność, wyobraźnia uruchamiana dla godnych człowieka celów, gdzie jest prawdziwa troska o wspólnotę, chęć pomocy bliźnim, wrażliwość na ludzkie cierpienie i krzywdę, tam jest Ona. Najbardziej zaś tam, gdzie ci, do których należy władza doczesna zabiegają o Królestwo Chrystusa, Jej Syna, Królestwo Prawdy. Matka Najświętsza będzie z nami, dokąd my, Polacy będziemy wraz z Nią o to Królestwo zabiegali, jego strzegli.

Zwycięstwo, jeśli przyjdzie, przyjdzie przez Maryję  – to proroctwo kard. Augusta Hlonda.

____

*) G.K. Chesterton, Maryja i konwertyta, z tomu Źródła i mielizny, przełożyła Jaga Rydzewska, Warszawa 2016

 

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.