„Usunąć ten naród, będzie wreszcie spokój i porządek”, czyli dlaczego warto głosować na Andrzeja Dudę

Posted on 18 maja 2015 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Jednym z najskuteczniejszych narzędzi polityki Rosji względem Polaków było ustawienie od połowy XVIII w. i umacnianie stronnictwa realistów, entuzjastów ugody, i ich oponentów, rzeczników innego zdania, jako insurekcjonistów, histeryków, głupców. (Wojciech Stanisławski, Fronda). 

Debata czyli zakłamany język

Gatunkiem czego jest przedwyborcza debata telewizyjna? Dziennikarstwa? Polityki? Teatru? Sportu? Sztuk walki? Metod psychomanipulacji, w których liczy się przede wszystkim „mowa ciała”? Atrakcyjnym widowiskiem, któremu towarzyszą emocje jak podczas pogańskich igrzysk? Popisem odporności psychicznej? Teleturniejem, w którym nagroda ma przypaść temu kto jest bardziej opanowany? A może agresywny?

Najzabawniejsze, że wkrótce po zakończeniu debaty Duda – Komorowski w portalach lewicowych i prorządowych rozpoczął się długi ciąg przepytywań ekspertów: no kto zwyciężył? Gadajcie! Oczy i uszy widzów i słuchaczy nie dawały pewności – bo nie mogły, gdyż cały pomysł tego typu starć oparty jest na wywoływaniu silnych emocji. Jak na meczu piłkarskim, jak na corridzie. Silne emocje zaciemniają umysł – oczy i uszy mogły się mylić, więc wynik jest niejasny, werdykt „opinii” zawieszony. Kto zna odpowiedź, kim jest zwycięzca? Trzeba powołać nowy autorytet, niech on to wyjaśni, my zawieszamy sąd. I te odpowiedzi: „Był słabszy…”, „Poległ”, albo reminiscencje z poprzednich debat, kiedy to „Tusk rozjechał Kaczyńskiego”. „Jak wypadli?” Właśnie, wypadli. Bo istniało domniemanie, że obaj „wypadli” z normy zachowań międzyludzkich przyjętych tu, w Polsce. To byłby dopiero news. „Odpadli” od zasad normalnych ludzi, którzy dyskutują, nawet ostro. Ale w tym wypadku, ponieważ reprezentują najwyższy urząd państwa – pan Komorowski – i dużą część społeczeństwa o patriotycznych, tradycyjnych i katolickich przekonaniach – pan Duda – to dyskusja powinna toczyć się na najwyższym poziomie kultury. Niestety, nie była taka. Dlatego tak wielu ludzi po zakończeniu debaty mówiło o pierwszym wrażeniu: „Porażająca różnica, to było zderzenie dwóch światów, dwóch kultur”.

Debata „polsko-polska”, czyli dzikość, nokaut i cios

Starcie dwóch mężczyzn w pojedynku o najwyższą stawkę ma długą tradycję. Mężczyźni walczyli w turniejach na kopie, pojedynkowali się przy użyciu białej broni, albo nawet pistoletów – przez Kościół i wiele rządów tego typu pojedynki były jednak zakazane – publicznie stawali w szranki dysput teologicznych i filozoficznych. Ale nigdy nie mogło być mowy o używaniu demagogii, czy argumentów ad personam, o kłamstwach na użytek lepszego efektu, ani też o insynuacjach typu:„Siedzisz pan na dwóch posadach a walczysz o biednych”. Tego rodzaju zachowania były dyskwalifikujące.

 

Ilustracja z XVI- wiecznego traktatu o szermierce Joachima Meyera (za portalem Onet)

Ilustracja z XVI- wiecznego traktatu o szermierce Joachima Meyera (za portalem Onet)

W wojnie polsko-polskiej (nazwa została starannie obmyślana i wykuta w semantycznych kuźniach) stroną posługującą się prowokacją i atakującą ad personam jest obecny prezydent RP. I o to chodziło Katarzynie II w jej dalekosiężnej wizji dotyczącej przyszłości naszego kraju. Caryca wiedziała bowiem dobrze, że sam zabór naszych ziem nie rozwiąże sprawy, nie gwarantuje uporania się z polskością. A to polskość jest groźna. Polskość to siła duchowa, to wiara katolicka. To także kultura, takt, kurtuazja. W Instrukcji, dotyczącej postępowania wobec Polski, której autorstwo jej właśnie się przypisuje, padają następujące zalecenia:

Trzeba rozłożyć ten naród od wewnątrz, zabić jego moralność. Jeśli nie da się uczynić zeń trupa, należy przynajmniej sprawić, żeby był jak chory ropiejący i gnijący w łożu. Trzeba mu wszczepić zarazę, wywołać dziedziczny trąd, wieczną anarchię i niezgodę. Trzeba nauczyć brata donoszenia na brata, a syna skakania do gardła ojcu. Trzeba ich skłócić tak, aby się szarpali, zawsze szukając arbitra. (…) Stworzymy tam nową oligarchię, która będzie okradać własny naród nie tylko z godności i sił, ale po prostu ze wszystkiego, głosząc przy tym, że wszystko co czyni, czyni dla dobra ojczyzny i obywateli. (…)

Nie utonąłem, nie uwierzyłem…

W normalnym kraju niektóre rzeczy powinny być zabronione. Zabronione powinno być skakanie sobie do oczu osób publicznych ubiegających się o najwyższy urząd w państwie na oczach społeczeństwa. Granie na emocjach widzów, upokarzanie, obrażanie, podważanie intencji konkurenta. „Ja mogę teraz wszystko wygarnąć…”, ośmieszanie, szydzenie. Cierpi na tym autorytet państwa. Nie tak się zwycięża. Nie zwycięża się będąc „mocnym w gębie”. Mocny w gębie podczas jednej czy dwóch godzin spektaklu, przy obecnych możliwościach technicznych, nie musi być wcale mocny na umyśle i sercu. Nie musi być bystry i posiadać szybki refleks.

Człowiek, którego zadaniem jest bronić autorytetu, godności i powagi państwa, bo ma je reprezentować, musi być natomiast, co do manier, rycerzem. Bo jesteśmy w Polsce. W Polsce, gdzie wciąż najpopularniejszą książką jest „Trylogia” Henryka Sienkiewicza.

O autorze „Trylogii” pisze Bolesław Wieniawa-Długoszowski w swoich wspomnieniach z czasu odwiedzin patrolu Beliny – Prażmowskiego w Oblęgorku Sienkiewicza w 1914 roku, gdy kilku legionistów wjechało w kraj okupowany przez Rosję, jako pierwsza jaskółka zapowiadająca rychły powrót polskiego wojska:

„Przez niego brałem dwóje z niemieckiego i greki, przez niego przesiedziałem tyle razy w karcerze za czytanie tych rycerskich opowieści podczas nauki, ale dzięki niemu – przede wszystkim dzięki niemu – nie utonąłem w szarzyźnie i miałkości uczuciowej, nie uwierzyłem, że najpiękniejszym czynem patriotycznym jest podwojenie dochodów, a jedynie mądrymi radami są wskazania w tak popularnych u nas przysłowiach, jak te, które uczą, że pokorne ciele dwie krowy ssie, (a ćpały nas wtedy trzy świnie), że czasem i diabłu trzeba zapalić świeczkę – i w to rozgrzeszające wszystkie podłości i wszystkie słabości trudno, mój kochany, cóż robić – życie to jest życie”. *)

Był to czas wyjątkowy. Beliniacy byli pierwszymi polskimi żołnierzami na naszych ziemiach od czasów powstania styczniowego. Z tego powodu doświadczali niewysłowionego szczęścia. Jak pisze Wieniawa, „radości z tego powodu i prostej, zrozumiałej dumy, że my właśnie, byliśmy pierwszymi żołnierzami zmartwychwstałej z grobu niewoli Polski, nie odbierze nam nikt, a zazdrościć nam będą wszyscy, zwłaszcza zaś… ale niech ich tam – Bóg z nimi”. To zawieszenie głosu, bo nie chce się zmieszać z błotem innego Polaka, brata, który błądzi, to właśnie jest kultura. Kultura polska – nie do podrobienia. Nie znają jej stepy Azji.

 

Józef Simmler - Szlachcic z papugą

Józef Simmler – Szlachcic z papugą

 

Nie zapomnieć, że tu Polska

Świat, w którym odbyło się starcie Andrzeja Dudy i Bronisława Komorowskiego – w zamyśle coś na kształt meczu bokserskiego, tyle, że panowie są w garniturach i krawatach, a mecz jest starciem na słowa: zaczepki, podkopywania, chwytania za słówka – jest obcy, z niczym dobrym się nie kojarzy. Jeśli z czymś, to ze starannie zakomponowanym i dobrze ukrytym kłamstwem. Jeden uczestnik starcia czuje się tu jak u siebie w domu, drugi jest lekko spięty, bo do tego domu go się nie zaprasza. Ta sytuacja jest wymuszona. Jest tu nowy. Nie przyjmowany życzliwie.

Widowisko ma być odpowiednio atrakcyjne. Publiczność liczy na zakrwawione nosy i przetracone szczęki. Jak ktoś tak ułożony jak Andrzej Duda miałby tego dokonać?

Dlatego w sposób nieunikniony pojawia się zarzut ze strony spragnionych mocnych wrażeń: „Był za grzeczny”. „Zbyt nerwowy… Nie zmiażdżył rywala”. Oczekiwano igrzysk, otrzymano dyskusję, żywą, ale nieustannie temperowaną – o wiele bardziej przez zasady kandydata PiS na urząd prezydenta niż wcinanie się prowadzących.

Czy debata prezydencka mogła w tych warunkach stać się swobodną, poważną dyskusją o problemach państwa polskiego? Nie, bo była medialnym produktem technologicznym, wystawionym na sprzedaż. Bo terytorium, na którym się toczyła nie było terytorium neutralnym. Bo interlokutor nie przebierał w środkach, nie liczył się z powagą i godnością urzędu, który sprawuje.

Deficyt uczuć, brak akceptacji, pragnienie miłości bliźniego, tęsknota za zwykłą życzliwością to dzisiejsza najpoważniejsza i najbardziej rozpowszechniona choroba. Żle się czujemy w tym społeczeństwie, często także źle we własnych rodzinach. Pamiętamy ze swojego życia, wiemy, że może być inaczej. Doświadczyliśmy kiedyś życzliwości, bezinteresowności, pomocy – także w dobrze funkcjonujących instytucjach państwowych, które zawdzięczały to uczciwości, patriotyzmowi pracujacych tu ludzi.

Oni, nasi przeciwnicy – nie tylko polityczni, ale duchowi – wykorzystują z wielką wprawą zło, wszelkie jego odmiany – jako swój arsenał. My powinniśmy wykorzystać dobro.

Interes Rosji to rozbudzić  w Polakach wzajemną nienawiść, posługując się hasłami typu: grożą nam Żydzi, marzenia o wolnej i silnej Polsce to rzecz godna pogardy, prywata PiS-u jest nie mniejsza niż PO, polityka to brud, wszystko jest medialną i wizerunkową grą, wszyscy politycy to aktorzy, pazerność na władzę, wpływy i pieniądze to ich jedyna motywacja.

Jak przeczytać można dalej w Instrukcji przypisywanej carycy Katarzynie II: (…) Trzeba ogłupić i zdeprawować, zniszczyć ducha, doprowadzić do tego, by przestali wierzyć w cokolwiek oprócz mamony i pajdy chleba. (…) Niższe szczeble tych krwiopijców [oligarchii – EPP] będą uzależnione od wyższych w nierozerwalnej strukturze formalnej i nieformalnej piramidy. Trzeba będzie starać się, by w piramidę był wpisany każdy zdolny i inteligentny człowiek, by zechciwiał w niej i spodlał. Niedopasowanych szaleńców, nieuleczalnych fanatyków, nałogowych wichrzycieli i każdą inną wartościową jednostkę wyeliminujemy operacyjnie. Polska zniknie w samych Polakach wtedy właśnie, gdy będzie im się wydawało, że mają wolność.

Interes nas, Polaków, to szukać w innych dobra, szukać przyjaciół – wszędzie, także w szeregach nieprzyjaciół. (Albo tych, którzy nie potrafią zachować się jak przyjaciele, bo brakuje im duchowej kultury). Ludzi traktować jak bliźnich. Niezależnie od tego, jak bywają przykrzy, jak bardzo błądzą. Jak bardzo potrafią dokuczyć. (A może są tylko nieludzko zmęczeni, może wszystko im się zawaliło, może się boją…)

 

Leon Wyczółkowski - Powrót z pola

Kazimiera Iłlakiewiczówna już w latach 30. XX wieku była świadoma jak niszczy nas to napadanie na siebie przy byle okazji. I jak łatwo, niezwykle łatwo rozniecić można u nas – od czasów zaborów, gdy szerzenie antagonizmów wewnętrznych było tajną bronią przeciwko znienawidzonym Polakom – wzajemną zawiść, złość, niechęć, strach jednych przed drugimi. Oto znamienna scenka ze wspomnień Poetki: w czasie pogrzebu Marszałka Piłsudskiego znalazła się wśród tłumu w Alejach Ujazdowskich; uczynny żandarm z Ministerstwa Spraw Wojskowych wyniósł jej krzesło, na którym mogła stanąć, by zobaczyć kondukt. Musiała wszakże przejść na drugą stronę ulicy do tego krzesła. Pomachała legitymacją do posterunkowego. Tłum był zbity jak beton, nie puszczał. „Przebijałam się jak przez skałę. Ustępowali każdy o pół milimetra, żyd chałaciarz, robociarz, baba, gruba, w chustce, z koszykiem. Przeszłam.

Dziękuję, panie władzo.

N a m   pani podziękuj – warknęła baba – że my panią puścili.

Pokłoniłam się jej i jej sąsiadom prawie w pas:

Dziękuję z całego serca, dobrzy ludzie.

No to już dobrze – zakiwała z nagłą dobrocią, głową i ręką, baba i zapłakała”. (K. Iłlakowiczówna, Ścieżka obok drogi)

Dlaczego ta scenka staje przed oczami po wczorajszej debacie w studio telewizyjnym?

Jednym z bohaterów debaty był człowiek, który – jak zgrabnie ujął to jeden z Czytelników tej strony, autor poniższej Rymowanki – jest zdania, jak wszystko na to wskazuje:

(…) że najlepszą Polski siłą

jest więc to by jej nie było

(…) jest tu koncept przemyślany

bo od dawna omawiany

że odnaleźć masz swe serce

w zagranicznej poniewierce

by umocnić w tym twą wolę

wszystkie znane ci symbole

w tym i orła co był w bieli

wykonywać będą chcieli

byś zrozumiał raz swą małość

z czekolady oraz z guano…  **)

„Księża na księżyc”, godło Polski z rozmazującej się lepkiej substancji wystawiony w narodowe święto przez pierwszą osobę w państwie, młodzi i starzy Polacy na emigrację – bo przeszkadzają władzy… Te wszystkie pomysły mają jedno źródło. To źródło zakłada, że mamy sami sobą pogardzać. Polska ma zniknąć w samych Polakach. Pan profesor od mediów i socjologii wypowiedział po pierwszej turze wyborów, w chwili nagłej szczerości, intencję, która zapewne towarzyszy nie jednemu i nie jednej z obozu władzy: Niech młodzież jedzie masowo na emigrację, będzie wreszcie w kraju porządek. Takie hasła nie są niczym nowym, transformacja wszak na tym polega, by było nas mniej i byśmy byli lepszymi niewolnikami. A dobrym niewolnikiem człowiek się staje, gdy zapomina o swojej wierze. Zapomina, że po tych „moich własnych” pięciu minutach na ziemi przychodzi cała wieczność: w niebie albo w piekle. I gdy potrafi plunąć na święte symbole. Na krzyż. Na orła w koronie. I potrafi zachować się jak zwierze wypuszczone z klatki, wtedy, gdy każą. Gdy się to komuś opłaca. Albo, gdy się po prostu zapomni. Zapomni, że tu Polska. Tak jak zapomniała przez chwilę baba z koszykiem w Alejach Ujazdowskich.

 

Juliusz Kossak - Generał Dąbrowski, dowódca Legionów Polskich

Juliusz Kossak – Generał Dąbrowski, dowódca Legionów Polskich

Andrzej Duda, człowiek, który w studio telewizyjnym – a było ono niczym arena, na którą wypuszcza się dzikie zwierzęta, by się kąsały i szarpały – nie zmienia swoich zasad, jest kulturalny, uprzejmy i szanuje drugiego człowieka, z którym przyszło mu toczyć spór, niezależnie od tego kim jest ten człowiek –  szanuje go i jako prezydenta i jako człowieka – już zwyciężył. Pokazał, że nikt nie może dyktować mu reguł zachowania. Jeśli regułą jest tu wściekła szarpanina, a prowadzący tylko udają, że do tego nie dopuszczają, to on tę regułę łamie. Pozostaje sobą.

Takiego prezydenta warto mieć, gdy jest się Polakiem.

Na takiego człowieka warto zagłosować.

Ten głos nie będzie stracony.


*) Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Wymarsz i inne wspomnienia. Zebrał Roman Loth, LTW. Wytłuszczenia w cytacie – EPP

**) Dziękuję Panu Wojciechowi za nadesłanie Rymowanki.

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.