Ukazała się moja nowa książka “Ekscelencja jest szalony!”

Posted on 24 listopada 2025 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Różne

Drodzy Państwo, miło mi zawiadomić, że w wydawnictwie Fronda (seria Ora pro nobis) ukazała się moja najnowsza książka pt. “Ekscelencja jest szalony!  Arcybiskup Marcel Lefebvre i czasy, które przewidział”.

Książka poprzedzona jest wstępem autorstwa ks. Roberta Skrzypczaka.

Poniżej tekst z okładki i fragment jednego z rozdziałów.

 

“Ekscelencja jest szalony! to pierwsza książka polskiego autora o arcybiskupie Marcelu Lefebvre. Jej bohater to dla jednych zdrajca i schizmatyk, dla coraz większej grupy katolików bohater, przywódca i ojciec, dzięki któremu odkryli Tradycję katolicką. Ewa Polak-Pałkiewicz, znana z odważnego podejmowania tematów nielubianych przez salon i z ostrego pióra, przedstawia sylwetkę francuskiego hierarchy stosując oryginalne połączenie szkicu biograficznego, reportażu i eseju historycznego. Pomaga zrozumieć fenomen „Żelaznego biskupa”, przywołując wątki polskie i analogie historyczne. Książka imponuje bogatą faktografią i precyzją wywodu. Zaciera białe plamy w najnowszej historii Kościoła. Pisana z pasją i swadą – może zaboleć, ale i głęboko poruszyć”.

 

 

Praktyczny jak Lefebvre

Kiedy w latach 80. XX wieku mknął przez Francję w towarzystwie swoich kierowców z kantonu Valais, spiesząc na spotkania z księżmi czy ze świeckimi, przekraczał czasem dozwoloną prędkość i bywało, że zatrzymywała ich żandarmeria. „Czy wiecie, kogoście zatrzymali?!”, pytali wtedy zgorszeni kierowcy, „To arcybiskup Lefebvre!”. Żandarmi zazwyczaj salutowali i organizowali eskortę z dźwiękiem klaksonów, „by Ekscelencja mógł zdążyć na umówioną godzinę”. Był znany w całym kraju.

Miał zwyczaj zapraszać swoich kierowców po drodze do wybranych przez siebie przydrożnych restauracji. Sam polecał dania – znał się na kuchni, podobnie jak na historii regionów, przez które przejeżdżali, tak że podróż z nim nigdy nie była nużąca. Miał w tych gospodach swoich starych przyjaciół, wpuszczano ich zatem nawet poza godzinami otwarcia. Potrafił być szarmancki, po posiłku gratulował szefowi kuchni i wpisywał w księdze gości: „Dobra, szampańska kuchnia i prawdziwie francuska obsługa!”.

W Gabonie jeszcze dziś jego wychowankowie pamiętają go jako rzutkiego młodego księdza, który nie bał się żadnej roboty i nieraz całymi dniami zwyczajnie harował. Kupował pierwsze lodówki dla misji, własnoręcznie doprowadzał prąd – tak jak wtedy, gdy jako szesnastolatek uczynił to w rodzinnym domu w Tourçoing, tuż po I wojnie – reperował samochody, zawiadował budową dróg, organizował nie tylko szkoły, ale i przedsiębiorstwa, gdzie młodzież mogła zarabiać. Był wymagający, nie tolerował lenistwa i nieuczciwości. Surowo piętnował brak szacunku wobec przełożonych.

Chłopak, który dostał od niego lanie za kradzież mango, jest dziś ministrem spraw wewnętrznych Gabonu i wspomina go z atencją. Pére Marcel był dla prostych ludzi z Czarnego Kontynentu uosobieniem porządku, ale przede wszystkim logiki, konsekwencji, stałości, wspartych zdrowym rozsądkiem, których tak bardzo potrzebowali. Ta uderzająca cecha nauczyciela wiary w buszu nie uleciała jak eter w dalszych latach. Gdy młodzi księża Bractwa św. Piusa X, z którymi pod koniec swego życia przebywał przez jakiś czas w Gabonie, poprosili go o najważniejsze wskazówki, jakie pomogłyby im zaaklimatyzować się w Afryce, otrzymali cztery strony zapełnione drobnym pismem. Trzy z nich zawierały praktyczne rady, jak się chronić przed jadowitymi stworzeniami, co jeść, co pić, jakie zioła parzyć, gdy boli żołądek etc. *

To nie przypadek, że gabinet arcybiskupa Marcela Lefebvre’a mógł uchodzić za gabinet lekarza lub adwokata. Stół uprzątnięty, archiwa zamknięte w szafce, książki poukładane na półkach. „Pod ręką oczywiście Biblia, słownik Larousse’a, by uniknąć błędów ortograficznych; podręcznik Angielski bez bólu, żeby powtórzyć język przed podróżą do Wielkiej Brytanii lub Stanów Zjednoczonych, Atlas świata, by przygotować podróże”, dodaje jego dawny student z Ecône, biskup Tissier de Mallerais. Powyżej łacińsko-francuska Suma teologiczna wraz z komentarzami wyjętymi z Kajetana, potem dokumenty papieskie, chronologiczny zbiór Bonne Presse i kolekcja tematyczna mnichów z Solesmes. Nie zapominał o „L’Osservatore Romano”, „Le Figaro”, „La Documentation Catholique”; chciał być na bieżąco z wydarzeniami w Kościele i na świecie.

Biograf Arcybiskupa podkreśla tę jego cechę, którą nazywa cnotą porządku. Miał pewien naturalny smak porządku, czerpał przyjemność z organizowania ceremonii, z wizytacji domów (które sprawdzał od piwnicy po strych), z budowania swojego seminarium, z zebrań z architektem i wykonawcą… Lubił przywracać do stanu funkcjonowania domy, które kupował, redagować statuty – zrobił to dla Rycerzy du Rouve w Belgii, sióstr Bractwa, oblatek czy braci.

Jego seminarzyści nieraz natykali się na niego wczesnym rankiem, gdy zamiatał korytarze domu. Nie, nie był pedantem i nie miał przesadnych wymagań, ale także jego nienaganny strój duchowny, wypastowane buty mówiły, że jego natura nie tolerowała zaniedbania i niechlujstwa; kłóciło się to z jego wewnętrznym poukładaniem.

Porządek i organizacja wymagają myślenia i wspomagają je. Arcybiskup mawiał, że łaska Boża nikogo nie zwalnia z organizacji. Miało to odzwierciedlenie zarówno w planie jego dnia, kalendarza, jak i zasad życia duchowego seminarzystów i księży Bractwa. Troska o porządek oraz skuteczność były widoczne już w pierwszych listach duszpasterskich Arcybiskupa Dakaru.

Czy to wszystko może zaskakiwać u człowieka, który dał się poznać w czasie obrad soboru jako ten, który piętnuje bezkompromisowo dwuznaczne i fałszywe sformułowania schematów („[ten] głos nie jest głosem Pasterza, lecz może być głosem wilka”)**, który żarliwie, w sposób dramatyczny, a czasem cięty i dowcipny musiał spierać się w pałacu Świętego Oficjum czy w Castel Gandolfo z Pawłem VI, kardynałem Ratzingerem i innymi purpuratami, który umiał swoich adwersarzy zbić z tropu i wyprowadzić z równowagi? Nie był barankiem w zderzeniu z błędem i nieprawdą. Walczył jak lew. Biskup Tissier widzi związek jego umiejętności zaprowadzania porządku w rzeczach i ludziach z darem mądrości Ducha Świętego, „o którym filozof mówi, że mądrość ma sądzić i rozkazywać”.

Nie bujał w obłokach, ale i – w miarę jak mnożyły się jego batalie – nie gorzkniał, nie wdawał się w jałowe pojedynki słowne ze swoimi antagonistami, w niekończące się dyskusje i swary, tak często owocujące zajadłą nienawiścią. Powściągliwość w słowach i czynach jest czymś nader praktycznym. Widząc pogłębiający się z roku na rok kryzys ogarniający Kościół, a także wymierzoną w niego osobiście kampanię ze strony ludzi usytuowanych wysoko w strukturach Kościoła i polityki, działał rozważnie i spokojnie.

To nie znaczy, że nie miał okresów wątpliwości i wahań. Gdy musiał podejmować najważniejsze decyzje, szukał potwierdzenia słuszności zamiarów nie tylko u bliskich przyjaciół czy poważnych autorytetów, ale u studentów. Przed konsekracjami biskupimi podpytywał nawet swoich kierowców (zaufanych przyjaciół), kogo by rekomendowali. Przyjaciel ze studiów w Santa Chiara ks. Victor-Alain Berto, znany ze starannego wykształcenia – którego Arcybiskup uczynił swoim prywatnym teologiem w czasie soboru (gdy Coetus prowadził najważniejsze batalie), by mieć dostęp do bezstronnych opinii – powiedział o tej współpracy z najaktywniejszym chyba z ojców soboru ze strony tradycyjnej: Miałem wielki i niezasłużony zaszczyt – a mówię to w obliczu Boga – być jego teologiem. Pracę, którą wykonywałem dla niego, okrywa tajemnica, której przysiągłem dochować, ale nie zdradzę żadnego sekretu, mówiąc wam, iż arcybiskup Lefebvre był teologiem, i to o wiele znakomitszym od swego teologa osobistego. Oby spodobało się Bogu, aby wszyscy Ojcowie Soboru byli teologami w takim stopniu, w jakim on był! Posiadał niezawodny i subtelny habitus teologiczny, który jego wielki szacunek wobec Stolicy Apostolskiej dopełniał ową naturalną zdolnością, który pozwala, zanim jeszcze uruchamiał habitus logiczny, intuicyjnie odróżnić, co jest, a co nie jest zgodne z prerogatywami Opoki Kościoła. (…) W niczym nie przypominał tych Ojców Soboru, którzy brali tekst gotowca swego wystąpienia w auli z rąk jakiegoś peritusa dopiero w samochodzie po drodze do Bazyliki św. Piotra – jak miał czelność chełpić się publicznie jeden z nich*** (…) tak naprawdę pracowałem pod jego nadzorem, kończy ks. Berto, przypominając zarazem, że jako ojciec soboru abp Lefebvre był z definicji „Sędzią i Doktorem Wiary w łączności z Papieżem”.

Tak, był praktyczny, praktycznością dobrze wyposażonego intelektualnie katolika, przecież niejako z definicji kogoś, kto musi być przygotowany, by stanąć do walki w sprawie, którą przyjął za swoją, bez względu na okoliczności. Katolicyzm to religia rozumu. (…)

Bardziej papieski od papieża?

Nieraz podkreślał swoje przywiązanie do Rzymu. Czuł się rzymianinem i działał jak rzymianin. Podziwiamy, w jaki sposób drogi Bożej Opatrzności i mądrości wiodą przez Rzym. Rozmyślając nad tym, dojdziemy do wniosku, że nie można być katolikiem, nie będąc rzymianinem. Odnosi się to również do katolików, którzy nie znali łaciny ani liturgii rzymskiej. Jeśli pozostali oni katolikami, stało się tak dlatego, że pozostali rzymianami – jak np. maronici, przez więź z katolicką i rzymską kulturą francuską, która ich uformowała, podkreślał w ostatniej książce, napisanej tuż przed śmiercią****, . „Romanitas” to nie jedynie puste słowo – język łaciński jest tego dobrym przykładem. Poniósł on wiarę i katolicki kult aż na krańce ziemi, a nawróceni ludzie szczęśliwi byli, że mogli śpiewać „Credo” w języku symbolizującym jedność Kościoła.

Jeśli mówi się o kimś, że „jest bardziej papieski od papieża”, żeby go wykpić, to do Arcybiskupa te słowa pasują jak ulał; ironia byłaby tu nieporozumieniem. Jego rzymskość to także niezłomna obrona Stolicy Apostolskiej oraz wielki szacunek należny osobie Ojca Świętego.

Nigdy nie słyszano, by mówił o Pawle VI, którego tak dobrze znał, „Montini”, podobnie o Janie Pawle II nie powiedział nigdy „Wojtyła”. Potrafiąc być hardym, stanowczym i ciętym w dyskusjach z liberalną hierarchią, nigdy nikogo nie nazwał heretykiem; ta pozornie drobna rzecz zawsze uderzała jego seminarzystów i wszystkich, którzy go bliżej znali*****.

Gdyby chciało się dokonać pewnego bilansu i określić, co stanowi jego największą zasługę dla Kościoła – a zatem dla ludzi wiary – to jest nią bez wątpienia ponowne ukazanie zeświecczonemu światu, czym jest kapłaństwo, a dzięki założeniu seminariów Bractwa – ocalenie ideału katolickiego kapłaństwa. Dziś, gdy kapłana często trudno rozpoznać nie tylko po wyglądzie, słowach, gestach, sposobie życia, ale przede wszystkim po mentalności, jest to nieoszacowana zasługa. W jego przeświadczeniu i nauczaniu to właśnie święci kapłani uratują świat – odprawiając Najświętszą Ofiarę. Msza Święta była celem wcielenia Chrystusa. „Wy, księża, jesteście powołani, by sprawować ją jako ofiarę Chrystusa każdego dnia”, mówił. Czy może być większe powołanie?

Głęboko przeżywał dramat kapłaństwa zdegradowanego po soborze; jako biskup nie potrafił przejść obok niego obojętnie, zdając sobie zbyt dobrze sprawę z tego, czym kapłaństwo jest. (…) W postmodernistycznym społeczeństwie, które utraciło niemal wszystkie swe fundamenty, kapłan potrzebny jest bardziej niż kiedykolwiek – dodaje bp Bernard Fellay FSPPX******, który przez dwadzieścia dwa lata pełnił funkcję Przełożonego Generalnego Bractwa. (…).

„Pragnę odnowienia prawdziwego kapłaństwa, ukształtowania prawdziwych kapłanów”, pisał w liście do bp. Antonio de Castro Mayera już na trzeci dzień po uruchomieniu seminarium w Ecône. „To dla mnie źródło pocieszenia, kiedy obserwuję szaleństwa naszych czasów”. Ten zamiar wprowadzał w życie w sposób naturalny, płynny. Nie istniał żaden naszkicowany plan, nie było obmyślanej wiele lat wcześniej strategii.

Arcybiskup pozwalał się prowadzić okolicznościom, sam to przyznawał. Nie forsował swojej idee fixe. Kolejne wyzwania pojawiały się zazwyczaj, gdy był przeświadczony, że właśnie coś już definitywnie zakończył i musi spakować walizki. „Na początku nie chciałem iść, opierałem się, ledwo powłóczyłem nogami”, wspominał moment, gdy przynaglony radami przyjaciół i rodzin, które chciały pozostać w Tradycji katolickiej, obligowany głosami studentów, którzy rozczarowani i przygnębieni opuszczali francuskie i europejskie seminaria diecezjalne i zakonne – bo właśnie stały się one uniwersytetami modernizmu – i przyjeżdżali do niego, prosząc o pomoc, zdecydował się powołać zalążek seminarium, Międzynarodowy Konwent św. Piusa X we Fryburgu w Szwajcarii, który potem znalazł swoje docelowe miejsce w kantonie Valais, w wiosce Ecône. (…).

_____________________

*Relacja ks. Karola Stehlina FSSPX, Przełożonego Dystryktu Polski (wcześniej Dystryktu Europy Środkowo-Wschodniej) Bractwa św. Piusa X. W skład Dystryktu Polski wchodzą państwa Europy Wschodniej (Białoruś, Rosja i Ukraina), bałtyckie (Estonia, Litwa i Łotwa) oraz skandynawskie, które do tej pory stanowiły część Dystryktu Wielkiej Brytanii (Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja).

** Z wystąpienia Arcybiskupa na temat schematu XIII, przyszłej konstytucji Gaudium et spes, 9 września 1965 roku.

*** Abp Maziers z Bordeaux [za: B. Tissier de Mallerais, Marcel…]. Autor biografii Arcybiskupa dodaje w tym miejscu: Sam arcybiskup Lefebvre był natomiast świadkiem wykładu ojca Yves’a Congara OP dla francuskich Ojców Soboru. Arcybiskupa zaszokowała dezynwoltura, z jaką prelegent rozdzielał słuchaczom role po zakończeniu wykładu. Ekscelencjo X, będzie ksiądz arcybiskup przemawiał na ten temat. A ksiądz biskup Y zabierze głos w następującej sprawie… Proszę się o nic nie martwić. My przygotujemy Ekscelencji tekst, który ksiądz biskup jedynie odczyta.

**** Abp M. Lefebvre, “Podróż duchowa”.

***** Mówił o tym bp Bernard Tissier de Mallerais w wywiadzie prowadzonym przez ks. Karola Stehlina FSSPX.

****** B.Fellay, Pour l’amour de l’Église. Entretiens avec Robert Landers, tłum. T. Maszczyk, Le Chesnay 2019, za: „Zawsze Wierni”, IX–X/2019.

Możliwość komentowania jest wyłączona.