Ten najgorszy na świecie kraj

Posted on 9 kwietnia 2016 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Pokaż mi swoich wrogów, a powiem ci, kim jesteś. Dziś, przed szóstą rocznicą narodowej tragedii, jaką przyniósł 10 kwietnia 201o roku, brzmi to szczególnie aktualnie.

Adam Mickiewicz uczynił to, pokazał wrogów Polski – i idee, którym służyli – w wykładach, które prowadził w Paryżu w latach 1841 – 1843.

Ukazywał w nich w sposób bezkompromisowy Polskę zmagającą się na przestrzeni swoich ośmiuset pięćdziesięciu istnienia, z żywiołami politycznymi obcymi i wrogimi sobie.

Jego wnioski są właśnie takie, jakie moglibyśmy wysnuć dziś patrząc na całą naszą historię z perspektywy 10 kwietnia 2016 roku. Czy to nie dziwne, że choć w historii Europy i świata wydarzyło się od połowy XIX wieku tak wiele, nic, zupełnie nic, pod względem jakościowej oceny, nie ulega zmianie?

Kim zatem jesteśmy, że od tylu lat – nie dziesiątków nawet, ale setek – jesteśmy wytykani palcami, zniesławiani, pomawiani o najgorsze zbrodnie. Zohydzani, wyszydzani… Czym naprawdę zawiniliśmy wobec świata, my, Polacy?

 

Jan Matejko - Uczta u Wierzynka (obraz zaginiony w czasie II wojny)

Jan Matejko – Uczta u Wierzynka (obraz zaginiony w czasie II wojny)

Adam Mickiewicz przywołuje w pierwszym kursie swoich wykładów mało dziś znany fakt, kiedy to Fryderyk Wielki, ten, który zainicjował rozbiory Polski, człowiek o wielkich aspiracjach intelektualnych i artystycznych, meloman (grywał z wielkim upodobaniem na flecie, nawet koncertował) już po pierwszym rozbiorze, „oderwawszy od Polski kilka prowincji, poświęcał jeszcze ostatnie lata swego życia na oczernianie Polaków i naigrawanie się z nich. Ułożył nawet błazeński poemat o nieszczęściach Polski. Mordy i grabieże w czasie konfederacji barskiej zdały się temu królowi stosownym tematem do poematu komicznego”. Caryca Katarzyna nie obnosiła się na zewnątrz ze swoimi uczuciami wobec upadającej Rzeczpospolitej. Równą nienawiść okazywała jednak w listach i prywatnych rozmowach.

Głowom koronowanym szli w sukurs najsłynniejsi myśliciele epoki, stojący, jak przypomina Mickiewicz „na czele ruchu europejskiego i będący przedstawicielami materialistycznej filozofii”. Ci nie mieli żadnych hamulców – tak samo jak, nie przymierzając, dzisiejsi nasi lewaccy, ale też i skrajnie prawicowi krytycy, wykorzystujący znajomości w międzynarodowych mediach i politycznych klubach, wśród unijnych urzędników i senatorów amerykańskich – i „zwalczali Polskę z takąż samą nienawiścią, z takąż samą gwałtownością”.

Co takiego uczyniliśmy na przykład Wolterowi, najsławniejszemu myślicielowi XVIII wieku, że posunął się nawet do fałszowania naszych dziejów aby usprawiedliwić rozbiory Polski? (Tak samo jak  w XV wieku Jan Falkenberg produkujący na zamówienie Krzyżaków oszczercze „satyry”, jak Otto von Bismarck porównujący Polaków do wilków „które zabija każdy kto tylko może”, jak dzisiejsi autorzy określenia „polskie obozy koncentracyjne” i ci którzy imputują nam antysemityzm).

Wolter stylem to podniosłym, to krotochwilnym winszował królowi pruskiemu, Carycy i rządowi austriackiemu, „że zburzyli to królestwo”. Nie szczędził bon motów i drwił z nas w nastroju iście szampańskim.

Tymczasem najwybitniejszy pisarz katolicki Francji, Paul Claudel, wyraził się sto lat później, że rozbiory Polskisą „są grzechem śmiertelnym Europy”. I nie zazna ona pokoju dokąd grzech ten nie zostanie odpokutowany. To, co obserwujemy od I wojny światowej aż do dzisiaj może być uznane za spełnianie się tego proroctwa.

 

Józef Brandt - Wyjazd na polowanie

Józef Brandt – Wyjazd na polowanie

„Oskarżano Woltera”, mówił Mickiewicz w Paryżu 29 czerwca 1941 roku, „że był zaprzedany Rosji; myślę jednak, że jego nienawiść była bezinteresowna, że była logiczna i że jego projekt zagłady Polski wywodził się stąd, skąd i projekt odbudowania królestwa jerozolimskiego”.

Ten podziw ludzi o wybitnych umysłach dla ślepej siły, dla dzikiej furii, z jaką państwa ościenne rzuciły się na Polskę, by ją rozszarpać, świadczy o głębokiej chorobie duchowej, jaka już w tamtej epoce toczyła organizmy państwowe tej części świata i przekształcała ich życie intelektualne i polityczne pchając je w kierunku Azji.

Adam Mickiewicz poświęca nieco miejsca dwóm jeszcze przedstawicielom ówczesnych elit intelektualnych, których sposób rozumowania i bezinteresowne uwielbienie kierowało ku najbardziej despotycznym potęgom kontynentu: Gibbonowi i Heglowi.

Przykład Edwarda Gibbona, cieszącego się wielką sławą brytyjskiego historyka jest bardzo wymowny. „Gibbon, który nie może być pomówiony o osobisty interes w tej sprawie i z pewnością nie otrzymał podarunków od dworu rosyjskiego ani nie miał żadnych stosunków z królem pruskim, podziwia przecież Dżingis-chana i Tamerlana, podziwia system mongolski”.

Mickiewicz dowodzi, że Europa po traktacie westfalskim niezwykle szybko przekształcała się, odrzucając zasady chrześcijańskie.

Polska, ta „osobliwość”, ten „staroświecki przesąd”

Wtedy to „wszystkie oczy obracają się z konieczności na Moskwę, albowiem traktat wypowiada nieśmiało zasady, które już istniały i były w całej pełni realizowane przez gabinet moskiewski. Pomiatanie człowiekiem, pomiatanie wszystkim, co jest opinią, wszystkim, co jest legalnością, siła materialna powołana na najwyższego sędziego we wszystkich sprawach, wszystkie te pojęcia były podstawą potęgi Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Idea mongolska, idea zniszczenia, przewyższała nawet wszelkie idee, które dyplomaci traktatu westfalskiego wysunęli na czoło, także gabinet moskiewski ujrzał się przedstawicielem nowoczesnej polityki europejskiej, opinia filozofów, knowania wszystkich dyplomatów przyzywały go nieuchronnie ku Europie. (…) Od tej chwili Polska, zapomniana całkowicie, ukazuje się politykom europejskim jako jakaś osobliwość, jako staroświecki przesąd rzetelności chrześcijańskiej”.

 

Antoni Kozakiewicz - Króliki

Antoni Kozakiewicz – Króliki

Nasi dzisiejsi krytycy, ludzie, którzy gardzą polskością, mimo, że niektórzy z nich się tutaj urodzili, oszczercy, felietoniści, nadęci pychą przewodniczący i międzynarodowi biurokraci, pamfleciści, blogerzy i anonimowi hejterzy życzący nam, Polakom i naszym obecnym władzom politycznym wszystkiego najgorszego, szydzący z naszej żałoby, zaśmiewający się do łez, gdy czcimy naszych bohaterów poległych sześć lat temu pod Smoleńskiem – czy różnią się od tamtych, opisywanych przez Poetę w 1841 roku „podrzędnych pisarzy, którzy zapełniali księgarnie wszelkiego rodzaju poematami i Rusjadami”, jak ich nazywa Adam Mickiewicz?

„Tych poetów i filozofów niemieckich, włoskich, angielskich i wszelkich innych narodów pociągała jakaś tajemnicza siła, urzekała straszliwa owa potęga objawiająca się w Rosji”.

Gdy więc czcimy pamięć ludzi, którzy być może z drżeniem serca wsiadali do samolotu o świcie sześć lat temu, by dolecieć tam, gdzie blisko już było, drogą przez las, do grobów tysięcy innych Polaków, zamordowanych w sposób bestialski, z zimną krwią, przez wrogów Polski, równie cynicznych, zimnych i bezwzględnych jak ci, którzy rozszarpywali nasze państwo w XVIII wieku, warto pamiętać, kim byliśmy i kim jesteśmy dla świata, który nie chce się opowiedzieć za Chrystusem. Mimo, że protestantyzm i prawosławie nie zamyka świątyń, nie znosi krzyży z dachów kościołów. Dusze jednak wielu ludzi są tam zamknięte i zimne, zobojętniałe, jakby pozbawione życia.

Państwa te nie zabiegają już o to, by mogli w nich wychowywać się i wzrastać duchowo nowonarodzeni młodzi chrześcijanie, pamiętający o celu swojego życia, o swoich najważniejszych życiowych zadaniach. Ocalić wiarę, wspierać państwo, nie utracić więzi z tradycją własnego narodu, duchowo wzrastać – to nie są ich dążenia, to nie ich strategia. Są inne priorytety, inne cele.

Nie inaczej było w czasach, gdy Mickiewicz trudził się, by w Collége de France przedstawić syntezę naszych dziejów, wpisując w nie główne nurty literatury słowiańskiej, która zresztą – nawet wbrew jego rzetelnym studiom i wielu staraniom podjętym podczas prelekcji – okazywała się zawsze przede wszystkim literaturą polską, bo tylko literatura polska miała coś istotnego Zachodowi Europy do powiedzenia.

 

Teodor Axentowicz - Dziewczyna w stroju krakowskim

Teodor Axentowicz – Dziewczyna w stroju krakowskim

 

Mickiewicz nie zapewnia swoich słuchaczy, że jest dumny ze swojej Ojczyzny, bo odnieśliśmy międzynarodowy sukces. Przeciwnie, przyznaje, że choć nazwano nas „przedmurzem chrześcijaństwa”, choć walczyliśmy zawsze „o sprawę Zachodu”, nie szczędząc krwi, zostaliśmy wyrzutkami Europy.

„Tak tedy cały pochód polityczny i filozoficzny Europy jest wręcz przeciwny politycznemu i religijnemu pochodowi Polski [po traktacie westfalskim]. Cóż więc dziwnego, że ten naród, rozbratany z wszystkimi państwami, obstający przy rozwijaniu własnych zasad, nie mogący zdobyć żadnej siły, żadnej pomocy ani z Rzymu, ani z Paryża, zwalczany nawet przez całą filozofię – cóż dziwnego, że wszystkie siły tego narodu zaczynają słabnąć i chwiać się, że Polska odczuwa potrzebę skupienia się w sobie, aby rozpoznać nieprzyjaciół…”

Mickiewicz jednak nie wątpi ani przez chwilę w zwycięstwo idei wolności i wierności wierze katolickiej – wraz z przywróceniem do codziennej praktyki całego świata zasad, jakie muszą być stosowane także w polityce – w zwycięstwo państwowości naszego kraju, w której odrodzi się źródło i siła Europy chrześcijańskiej. Będzie to wielki powrót do prawdy i zasad moralnych w polityce.

„Będzie to może rzeczą zajmującą dla Panów”, kończy swój czerwcowy wykład dla publiczności paryskiej polski emigrant w znoszonym surducie, zaproszony przez rząd francuski do głoszenia nauki o kulturze narodu zbyt mało znanego Francuzom, „…jak Polska, nie tylko zapomniana, ale nawet z nieubłaganą koniecznością zwalczana przez systemat panujący obecnie w Europie, stawi przeciw temu naporowi ze wszech stron ideę dobytą z wnętrza swej narodowości”.

Słuchali go w ogromnym skupieniu i wśród żywiołowych przejawów największego uznania. Sala wykładowa pękała w szwach. Prelekcje były natychmiast wydawane drukiem w języku  francuskim i niemieckim, rozchodziły się po całym kontynencie.

Minęło prawie dwieście lat i dziś możemy na własne oczy to oglądać, jak „idea dobyta z wnętrza” naszych dziejów, naszej kultury stopniowo budzi coraz większy szacunek, uznanie, podziw we własnym naszym kraju, choć przy akompaniamencie iście piekielnych wrzasków, i przedostaje się na zewnątrz. I możemy uczestniczyć w tym rodzaju cudu, na skalę nie lokalną wcale, ale właśnie europejską, a nawet ogólnoświatową. W tym mężnym stawianiu czoła przez nasze odradzające się państwo wszelkiej zmowie, potwarzy i kłamstwu. Kłamstwu o Bogu, który przyniósł światu zasady chrześcijańskie, kłamstwu o Polsce, która te zasady chroni. Stawianiu czoła pomimo wszystko. Pomimo zmowy naszych nieprzyjaciół. Pomimo siły żelaznych pięści. Pomimo obojętności i dyplomatycznego chłodu, jaki nam towarzyszy także ze strony przyjaciół. Pomimo obietnic bez pokrycia. Pomimo azjatyckiego podstępu, który jest coraz bardziej wyrafinowany. Stawianiu czoła rujnującym Zachód i Wschód Starego Kontynentu błędom, zaniechaniom, fałszywym ideom, pierwotnym instynktom, pazerności i pospolitym zdradom.

 

Leon Wyczółkowski - Rybak

Leon Wyczółkowski – Rybak

 

Jesteśmy szczęśliwym krajem, że mamy tych, którzy pracę tę w naszym imieniu prowadzą i biorą na siebie wszystkie ciosy, ludzi o mężnych sercach. Jesteśmy szczęśliwym narodem, że doczekaliśmy tej chwili.

Oni – ci których zniekształcone ciała odnaleziono w błocie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku – mają w tym swój wielki udział. Oni  zwycięstwo to w dużej, w ogromnej mierze zapewnili, przelewając swoją krew. Trzeba im za to umieć podziękować.

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.