Synod i ksiądz-samozwaniec

Posted on 24 października 2019 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Co ma wspólnego bohater filmu Boże Ciało, chłopak, który sam siebie „uczynił” księdzem, nabierając parafian, że nim jest nim, oraz trwające podczas toczącego się obecnie synodu dla Amazonii przygotowania do wprowadzenia żonatych mężczyzn do posługi, jaką spełniali dotąd tylko kapłani?

Czy postulaty synodu to wyraz twardego pragmatyzmu we wdrażaniu nowej „praktyki duszpasterskiej”, bezradności wobec dramatycznego braku kadr w Kościele? Czy czegoś jeszcze? Zbiegiem okoliczności – ale czy istnieją zbiegi okoliczności? – film Komasy wszedł na ekrany w czasie, gdy już pełną parą szły przygotowania do amazońskiego synodu i stało się jasne, że papież Franciszek szykuje kolejną (po synodzie poświęconym rodzinie) rewolucję. Film został od razu uznany za godny Oskara.

Rzuciło mi się w oczy, że recenzenci filmu Boże Ciało uparcie określają jego bohatera – przebranego w sutannę i szaty liturgiczne niedawnego pensjonariusza domu poprawczego – słowem „kapłan”. A przecież z kapłaństwem nie ma on nic wspólnego! Czynienie naśladowczych gestów, pełnienie czynności, jakie przepisowo wykonują księża, nie oznacza jeszcze, że jest się kapłanem. Kapłaństwo jest sakramentem. Kapłaństwa nie można sobie przywłaszczyć. Sakrament kapłaństwa oznacza, że na duszy człowieka odciśnięte zostaje niezatarte znamię. Kapłaństwo to nie tylko znak, symbol, a tym bardziej „funkcja”, rola społeczna. Kapłanem nie jest się tylko w czasie ziemskiego epizodu, zostaje się nim na wieczność. Bohater filmu jest oszustem w sutannie. Może budzić sympatię jako ktoś, kto się angażuje w życie małej miejscowości, w dramaty rodzinne parafian, chce ludziom pomagać – jest, jak to się mówi, „typem empatycznym” – jest jednak przede wszystkim świętokradcą i mistyfikatorem. W filmie ukazany został w sposób tak przekonujący, że zapomina się o tym. Taki jest zamysł filmu – pokazać jako „nowego, lepszego kapłana” groźnego kłamcę. Filmowi towarzyszy bezkrytyczny zachwyt, opinie o nim są niemal bez wyjątku entuzjastyczne. I to głównie dlatego, że jego bohater jest tak porywający. Jak napisał jeden z recenzentów, film Komasy, to „historia owieczki, od której pasterze mogliby się uczyć fachu”. Inny pochwalił bohatera, że to człowiek do bólu „szczery i wolny od uprzedzeń, niezaczadzony pragnieniem władzy”, choć „świadomy absurdu sytuacji, a jednak głoszący dobrą nowinę ponad zasadami kanonicznymi, w poprzek instytucjonalnego Kościoła (…) Ten film powstał wyłącznie z serca i miłości”. A przecież wszystko, co ten fantastyczny, kochający ludzi, pełen energii i dobrych chęci chłopak robi przy ołtarzu – także w konfesjonale – jest, obiektywnie, profanacją i świętokradztwem.

Dyskusja o filmie uprzytamnia, że mamy podstawowe trudności z odróżnieniem funkcji od istoty kapłaństwa. Kapłan dla wielu to ten, kto pełni funkcję księdza w parafii i kropka. Sprawa powołania przez Boga jest nieistotna (także kwestia święceń!).  A przecież „powołanie religijne, określa relacja z Bogiem, nie zaś odniesienie do ludzi” *).

 

św. Ludwik Grignon de Monfort

 

To wszystko wynika z założeń nowej teologii i postanowień ostatniego Soboru: przed Soborem główną czynnością kapłana było „składanie ofiary za żyjących i umarłych w Imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”, jak głosił Sobór Florencki. Dziś, „zgodnie z progresistowską mentalnością prezbiter nie jest już »kapłanem Boga«, jest »kapłanem Ludu Bożego«, który desygnuje go do tej funkcji. Jest to sprzeczne z całą Tradycją Kościoła i jego Boskimi konstytucjami”. Kapłan nie jest już uznawany za pośrednika między ziemią i niebem, pomiędzy wiernym ludem a Zbawicielem. Jego głównym zadaniem – tak jak i pastorów protestanckich – jest „głoszenie Słowa”, pocieszanie ludzi w ich utrapieniach, bycie animatorem wspólnoty. Jest on więc, jak precyzuje prof. Romano Amerio, „przewodniczącym zgromadzenia, działającym w jego imieniu i z jego upoważnienia. To już nie alter Christus, ale »człowiek jak każdy inny«, pełniący funkcje czysto reprezentacyjne”.

Siłą rzeczy na pierwszy plan wybija się jego aktywność społeczna, jego „skuteczność”. Właśnie tak, jak założyli twórcy instrumentum laboris, dokumentu przygotowującego obecny synod. Nie ma księży, którzy by udzielali sakramentów mieszkańcom Amazonii, bo jest zbyt mało powołań, bo misjonarze zostali w większości wypadków sprowadzeni do pracowników socjalnych? – to stwórzmy odpowiednik kapłana, weźmy miejscowych, którzy nie będą mieli kłopotów z dojazdem, z adaptacją do trudnych warunków, z utrzymaniem, bo są tu na stałe. Mają żony, dzieci, są więc stabilni psychicznie, nie będą wierzgać. Niech się wezmą do roboty, niech zajmą się tym, czym się zajmować mieli księża, których nie ma; dajmy im pełnomocnictwo, papier, przynależność do stanu duchownego. Proste i genialne. Tak jak bohater filmu Boże Ciało, który z dnia na dzień, bez seminarium, bez święceń, „stał się” na użytek zaniedbanej parafii „księdzem” – i to nawet o niebo „lepszym”, niż znużony, „mało empatyczny”, starszawy proboszcz z problemami, bo „świeżym” i pozbawionym rutyny.

Obradujący na synodzie amazońskim biskupi przekonują, że potrzebny jest w Kościele nowy, świeży element społeczny, zaangażowani świeccy. Oni będą decydować o „odnowionym obliczu Kościoła”. Nie jest to jednak dla wszystkich hierarchów oczywiste. Słychać głosy sprzeciwu. „Widać, jak pokutuje do dziś przekonanie, że Kościół to kapłani”, poskarżył się jeden z postępowych jezuitów z Ameryki Południowej, komentując dyskusję podczas synodu (przytoczyło tę wypowiedź 21 października Radio Watykańskie).

Kim jest kapłan? O co toczy się dziś gra?

Trzeba przyznać, że niejeden autor popularnych felietonów, rozpisujący się ostatnio na temat nadużyć moralnych wśród duchowieństwa, wielokrotnie kwestionujący, że można skutecznie im zapobiec, przyczynił się do takiego pojmowania posługi kapłańskiej: ksiądz równa się jego funkcja. Dobry ksiądz, to ten, który ma sukcesy we wspólnocie. Ksiądz jest w tym ujęciu przede wszystkim pracownikiem. Księży trzeba umiejętnie „zagospodarować”. Dlatego także mechanizm obrony przed deprawacją w Kościele musi być mechanizmem czysto administracyjnym. Najbardziej znany w Polsce pogromca „księży – pedofilów”, Tomasz Terlikowski, płonący od dłuższego czasu najszczerszym oburzeniem, odrazą i moralnym niepokojem o stan duchowny, został doceniony i nagrodzony wywiadem w najbardziej antyklerykalnej gazecie wydawanej w Polsce. Po paru komentarzach kolegów – dziennikarzy, którzy przyjęli to wydarzenie z niesmakiem, pouczył swoich polemistów, że jest od nich lepszym chrześcijaninem, bo nie brzydzi się „inaczej myślących”. Wziął też w obronę Olgę Tokarczuk, pod hasłem, że o literaturze tak wysokiej próby, że aż nagrodzonej Noblem, się nie dyskutuje. Po prostu trzeba ją oklaskiwać, gdy chce się być człowiekiem kulturalnym, a nie małpoludem. Ta retoryka, tak wyraźnie nawiązująca do stylu ulicy Czerskiej, jakoś wyjątkowo pasuje do niepohamowanych oskarżeń tego autora wobec ludzi Kościoła.

 

 

O wiele bardziej niż słowa zgorszenia i oburzenia wobec skandali pedofilskich w Kościele, które tak zagęszczają się w tej jednej rubryce, że aż zakrawa to na obsesję, przekonuje mnie wypowiedź starszej pani, która telefonując do znanej rozgłośni radiowej, stwierdziła: „Nie wierzę i nigdy nie uwierzę, że ksiądz, który poszedł do seminarium z powołania, mógłby skrzywdzić dziecko. Ci, którzy to czynili, to ludzie, którzy zostali do stanu duchownego nasłani. Mieli za zadanie skompromitować Kościół”. Ten prosty i oczywisty wniosek nie nasuwa się jakoś większości komentatorów.

Vittorio Messori przytoczył w jednym ze swoich tekstów rozmowę z dziennikarzem ze Stanów, który wyjaśnił mu, że tak jak jeszcze do niedawna w amerykańskiej prasie obowiązywała reguła pięciu „W” (who? what? when? where? why?), której każdy dziennikarz musiał przestrzegać, dziś obowiązuje odmienna norma, „cicha, ale wyrazista”, określana jako ABC – All But Catholicism („wszystko z wyjątkiem katolicyzmu”). „Także gwałtowna kampania mediów przeciw »pedofilii« (w rzeczywistości: pederastii) wśród księży, jest – przynajmniej w części – aspektem tego rodzaju nowego, społecznego obowiązku zniesławiania”, stwierdza pisarz. Warto spojrzeć na kampanie prowadzone także po naszej stronie przez „przerażonych” i „oburzonych” w kontekście tej socjotechniki najnowszej próby. Jest dużo więcej, niż można by sądzić, ludzi zainteresowanych, by kapłaństwo sakramentalne w oczach opinii publicznej kompromitować, by mogło być ono zdegradowane w oczach wiernych do roli społecznej, funkcji administracyjnej, czy posługi charytatywnej, a księży rozliczało się z tego, czy się podobają swoim parafianom.

Showman czy święty?

„W postmodernistycznym społeczeństwie, które utraciło niemal wszystkie swe fundamenty, kapłan potrzebny jest bardziej niż kiedykolwiek. Musimy jednak pamiętać, że posiada on prawdziwie ponadczasowy charakter. Kapłan jest drugim Chrystusem, ambasadorem Boga, Boga, który nadaje swoim stworzeniom wieczne prawo, obowiązujące przez wszystkie wieki, który ofiaruje się i wynagradza za grzechy ludzi, abyśmy mogli dostąpić zbawienia. Dzisiejszy świat potrzebuje przede wszystkim kapłanów”, ta wypowiedź jednego z katolickich duchownych wiernych Tradycji Kościoła, bp. Bernarda Fellay`a, może dla kogoś brzmieć nieco patetycznie. Ukazuje ona jednak prawdę o istocie kapłaństwa. Te słowa ujawniają jak wielka przepaść dzieli konsekwentnie budowany dziś w kulturze masowej wizerunek kapłana jako jednego ze zwykłych ludzi wykonujących swój zawód, który może zostać zaakceptowany przez współczesny świat, jeśli okaże się równym gościem, będzie dowcipny podczas nagrania telewizyjnego, zrobi jakąś ciekawą akcję z młodzieżą, zabłyśnie pomysłem jeszcze bardziej ekscytującej zabawy w Lednicy, od rzeczywistej jego roli – a właściwie urzędu, władzy – od istoty jego posługi. Kapłaństwo zwykłych, szarych księży nuży dziś, jeśli nie denerwuje. Jest takie nieefektowne! Natomiast ksiądz ćwiczący karate, pielgrzymujący do Rzymu na rolkach, ksiądz namiętny fotografik, modelarz, hodowca miniaturowych krokodyli, ksiądz – licencjonowany terapeuta obdarzony „charyzmatem”, przyprawia o dreszczyk emocji. To naprawdę dobry ksiądz! Presja, pod którą żyje dziś wielu kapłanów, którym daje się do zrozumienia, że będą zaakceptowani, jeśli zdobędą popularność w jakimś show, czy złoty medal w skokach na spadochronie, a zostaną odrzuceni i wyśmiani, jeśli pozostaną „tylko” nieefektownymi szafarzami sakramentów, jest czymś zupełnie niebywałym. Nieznanym dotąd w historii. Ale być może dziś niejednego kandydata do stanu duchownego  pociągnęło do Kościoła fałszywe wyobrażenie o nim zbudowane na parafialnych „akcjach”, „promocjach”, katolickich „wesołych miasteczkach”? Na wszystkim – tylko nie na odkryciu prawdy o tym, że człowiek jest zdolny do „połączenia absolutnego aktu woli z czymś, co jest samo w sobie absolutne” (Romano Amerio). Jeśli zapomnimy, że kapłan jest człowiekiem ze świata, jednym z nas, ale zarazem kimś „nie z tego świata”, znajdziemy się w sytuacji ukazanej w filmie Jana Komasy, w którym grupa parafian jest oszukiwana i uwodzona skutecznie przed pozbawionego skrupułów ignoranta w sprawach wiary – choć uczuciowego i wrażliwego. Naiwni? Oszukani? Wierzący tylko w to, w co chcą wierzyć, o ile ma pieczątkę „najnowsze”?

 

 

Warto też przypomnieć, że w historii Kościoła było wielu świętych kapłanów, którzy w ogóle nie zajmowali się tym, co dziś nazywa się „głoszeniem Słowa”. Zajmowali się wyłącznie posługą sakramentalną: spowiadali i sprawowali Najświętszą Ofiarę. Nie wygłaszali kazań. Jednym z najbardziej znanych był św. Leopold z Padwy, innym św. o. Pio, czy bł. Honorat Koźmiński (carski więzień, wybitny teolog, założyciel kilkunastu zgromadzeń zakonnych). Brak zewnętrznej aktywności w niczym nie umniejszał ich wielkości, nie przeszkodził w osiągnięciu świętości. Bardzo daleko im było do dzisiejszych ulubieńców publiczności, wodzirejów w sutannie, których okazem jest bohater filmu Komasy.

*) por. Skarb w niebie. O braciach Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. (Wiadomości Tradycji Katolickiej, 22 X. 2010)

_______

Tekst (w nieco krótszej wersji) ukazał się w dzisiejszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie.

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.