Pokusa imitacji

Posted on 28 maja 2020 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

List Czytelnika

 

„Dziękuję za ten kolejny piękny opis – życia które jest ideałem, ale nie poprzez brak trosk, lecz poprzez zaangażowanie w życie. Wydaje się, że tym, co rzeczywiście pozwalało naszym przodkom przekraczać bariery własnej warstwy była świadomość odpowiedzialności. Świadomość tego, że musimy zdać rachunek z własnego życia. Protestantyzm, który był konstytutywny dla stratyfikacji społecznej na zachodzie Europy, dawał teologiczne – choć zdawałoby się, nie wprost – uzasadnienie barier i rozgrzeszenia z  marnotrawionych chwil życia.

Duma i uprzedzenie” wg Jane Austen (film, który lubimy z żoną oglądać) pokazuje brutalny świat zasad dziedziczenia i ożenku, które pozbawione waloru sakramentu, sprowadzały matrimonium do gier dynastycznych i targów majątkowych. I choć w książce jest piękny motyw miłości, która gotowa jest zaakceptować ubóstwo, to raczej odpowiada to wzorom XVIII – wiecznej idylli, która rozwinięta została później w cały nurt romansideł  (w okresie romantyzmu), by ostatecznie zatrzymać się w naszych czasach na poziomie „literatury kobiecej” czyli harlequinowskich szmir.

Pokusa imitacji życia jest wieczną pułapką, wpadali w nią nawet królowie, a obecnie, zaryzykowałabym twierdzenie, że i nawet papieże. Tym, co chroni nas przed tą pokusą, jest świadomość celu (wiecznego) i narzędzi, bez których zbawienia osiągnąć niepodobna. Pełnia tej świadomości płynie tylko z przywiązania do Boga w jedynej prawdziwej religii – katolickiej. Dystynkcja i splendor, niewykorzystane  w służbie drugiemu człowiekowi, mogą przywieść tylko do zguby.

Jakiż to pastor angielski będący „na pensji” – czyli zależny od możnowładców (zgodnie z protestancką uzurpacją władzy religijnej cuius regio eius religio) – mógłby wydusić z siebie:śmiejąc się, pamiętajcie na to, aby drudzy przez was  n i e   p ł a k a l i ! Aby ludzie przez Opatrzność pieczy waszej powierzeni, za których Bogu odpowiedzieć kiedyś macie, z winy waszej szwanku na zdrowiu i siłach nie ponieśli. Zdrowie i siły są ich całym majątkiem.

A umiłowanie ojczyzny? Ileż rodów zachodnich gotowych by było poświęcić majątki jako cenę oporu jakiemuś carowi – satrapie? I choć w Polsce ta groźba hamowała zapał niejednego arystokraty, to ostatecznie poświęcenie, zagrożenie wywózką kibitką na Wschód, czerpało moc z racji wyższej, niż tylko kalkulacja polityczna. I choć poświęcenie nieobce było wielu ówczesnym zrywom (Wiosna Ludów – choć temu zrywaniu pęt społecznych i narodowych towarzyszył stały już model walki z „opresją religii”) to jednak tak pielęgnowana i tak systemowa „ofiara” tylko w Polsce nieodmiennie związana była z Ofiarą Chrystusa.

Z kolei zabiegi wokół domu, oparte były o traktat moralny, by „raczej tylko pamiętać o tym, aby świetne pochodzenie żadnym brudnym czynem nie zeszpecić„. Życie zatem miało swoją wartość nie dzięki splendorowi, ale pomimo niego. Wynikało to ze świadomości, że jesteśmy tylko rządcami wynajętymi do pomnożenia danych nam w pieczę własności. Ten rodzaj świadomości stawał się przyczyną continuum pokory, ciągłego przypominania sobie: „Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszystko Twoje /Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje”.

 

Stanisław Kamocki – Łąka

 

Gdzież możliwe było tak nieustanne formowanie sumienia i wynikających stąd obowiązków jeśli nie w konfesjonale?  Bóg jest nie tylko odpowiedzią na indywidualne rozterki, ale prowadzi też społeczeństwa i narody dając im radość życia, udział w zbawczym trudzie ofiary, z których ostatecznie rodzi się tęsknota za ojczyzną, do której zdążamy.

Różnice stanowe są czymś, zdaje się, naturalnym. Europa i świat odziedziczyły je bezpośrednio po systemie feudalnym. A głębiej idąc – i Stary Testament i Nowy Testament także uzasadniają położenie człowieka, którego wyzwolenie nie polega na urawniłowce społecznej, tylko na odrzuceniu grzechu. Dopiero utopia socjalizmu (i wszystkich jego protoplastów, z protestantyzmem na czele) chciała to znieść, tyle że ze względu na autorytet i dystynkcję, której nie mogła ścierpieć.

Cała bajka o niesprawiedliwości społecznej jest ułudą, która organizuje zarówno ferment rewolucji, jak i fałszywą obronę społecznego status quo. Nie popieramy jednak ani rewolucji, która znosi autorytet, który jest gwarantem dystynkcji (stąd atakuje się obecnie różnice płci, które są oczywiście „niesprawiedliwe”). Nie popieramy jednak tego, co nas zatrzymuje tylko na pięknu formy, które oglądamy chociażby patrząc na dzieje bohaterów powieści Jane Austen, czy obecnej grotesce „monarchii brytyjskiej” (raczej antymonarchii ufundowanej na zbrodni zasad).

W Polsce również wytworzyły się naturalne warstwy i klasy społeczne. Tym jednak, co nas różni od krajów Zachodu (czy Rosji, ale to trochę inna sprawa) to właśnie owe nie zastygnięcie w formie, choć i u nas wytworzył się system obrony, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, kastowych interesów (zabiegi u carycy Katarzyny aby „przywróciła spokojność obywatelom naszym” nie były niczym innym niż obroną status quo dzisiejszej nadzwyczajnej kasty sędziów). Nie byliśmy wolni od zapatrzenia się w obce wzorce, ze szkodą dla Polski. Słowacki w „Grobie Agammemnona” pisał: „Polsko! Lecz ciebie błyskotkami łudzą;/ Pawiem narodów byłaś i papugą,/ A teraz jesteś służebnicą cudzą”.

Także przekraczanie barier społecznych nie odbywało się w Polsce gładko; wspomniana w Pani tekście Wiosna Ludów miała w Polsce twarz Jakuba Szeli i rzezi galicyjskiej. Jednak motorem, który pozwalał tworzyć naród, mimo blizn (wspominanych choćby w „Weselu„), była wiara katolicka.

 

Józef Brandt – Rozmowa przy studni

 

Roli Opatrzności zawdzięczamy to, że tyle pomysłów i idei wrogich co do zasady sprawie katolickiej było wykorzystywanych ostatecznie ku naszemu dobru. Znamy poglądy osób skupionych wokół Komisji Edukacji Narodowej czy twórców Konstytucji 3 Maja. Fascynacja Napoleonem to był hołd Rewolucji Francuskiej (proszę spojrzeć na okoliczności jego koronacji, której cały entourage oddał Jacques-Louis David). Jednak ów ferment porewolucyjny stał się w Polsce zaczynem wolności. A przez to obrony sprawy katolickiej.

Przedziwnie owo „niezastygnięcie” w formie i etykiecie Karoliny Nakwaskiej, odradza się w całym poświęceniu dzisiejszych elit patriotycznych.

Dzisiejszą wersję ugodowej polityki Wielopolskiego, czy krakowskich Stańczyków (z bliskimi mi wieloma poglądami konserwatywnymi) realizuje natomiast Konfederacja, która w grotesce obrony imponderabiliów ośmiesza nawet zasady „polityki realnej” Dmowskiego i w efekcie gotowa jest poprzeć nawet Trzaskowskiego przeciwko Dudzie (zrobili to już przy wyborach do sejmu i senatu). Sam zapisałem się kiedyś do Klubu Zachowawczo Monarchistycznego, więc wiem jak cmoka się tam nad europejskimi rodzinami królewskimi, nawet ze szkodą dla interesu Polski. Dzisiejsze środowisko Tradycji, które ulega „urokowi” Grzegorz Brauna, hołduje darwiniście i deiście Korwinowi, zdaje się odtwarzać ten sam fałszywy dylemat: albo rewolucja – albo obrona przywilejów stanowych.

Ta korwinowsko-braunowska nienawiść wobec „socjalistów”, z listkiem figowym tradycjonalizmu i monarchizmu, jest tego najlepszym przykładem. Tymczasem meandry naszej historii gwarantują nam trwanie, nie poprzez obronę tradycyjnej formy (której gwarantami w Polsce byli najczęściej zaborcy), ale przez poddanie się Bogu. Jednego z drugim nie należy mylić…”

 

Wojciech Miotke

28 maja 2020

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.