Pan Bóg i nasze klocki, czyli nauka chodzenia

Posted on 18 marca 2020 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Pierwsza reakcja to zawsze bunt. Jak mógł porozrzucać nam nasze klocki! Tak starannie ułożone! Nie liczył się z nikim i z niczym! Nie tak miało być… Ale za chwilę kiełkuje w głowie zbawienne otrzeźwienie. Czymś głupim i naiwnym jest przypisywanie sobie roli, która nie do nas należy. Nie my, ludzie, jesteśmy tu „panem”. Tym, który wymyślił, stworzył i urządził wszystko nie jest człowiek. Bóg zawsze wkracza w ludzką historię, gdy prawa moralne i naturalne, które nadał całej rzeczywistości są poniewierane. On nie jest nigdy obojętnym widzem.

Nie my decydujemy o kolejach rzeczy, zwłaszcza gdy dotyczą one sprawy tak zasadniczej jak wieczne przeznaczenie człowieka, główny cel egzystencji.

Gdy rozum człowieka działa, nie da się nie uznać, że Bóg jest Panem. Naszym najważniejszym zadaniem na tym świecie jest pamiętać o tym i służyć Mu. Lojalnie, bez wykrętów.

Takie jest zadanie człowieka wierzącego. Taki jest główny cel Kościoła. Takie jest też ostatecznie zadanie państwa. Głosić chwałę Boga, by człowiek zasłużył na zbawienie. Kościół nie jest szpitalem polowym dla człowieka, ponieważ jest nade wszystko miejscem kultu Boga. Szpitale polowe potrafimy wybudować, gdy tylko zajdzie potrzeba, z wyobraźnią i sprawnie – nie koniecznie w Kościele – jeżeli tylko uznamy swoją całkowitą i bezapelacyjną zależność od Boga. Trudno, nawiasem mówiąc, o bardziej jaskrawy manifest niewiary niektórych hierarchów jak zablokowanie w obliczu szalejącej zarazy Mszy św. i udzielania w sposób najbardziej godny Komunii św., Najświętszego Ciała Jezusa Chrystusa.

 

 

Postawić sprawę jasno

Jeżeli filozofowie starają się nas przekonać, poprzez logikę, że przecież nie wiemy o rzeczywistości wszystkiego, by móc ocenić jakieś cząstkowe zło, jakie dotyka świat, albo też próbują udowodnić, że „skończoność”, czyli nasz byt tu, na ziemi, nie może być doskonały i musi mieć domieszkę zła, to tylko teologia, jak podkreśla Romano Amerio, stawia sprawę jasno. Ona rzeczywiście przezwycięża zgorszenie, jakie wywołuje jakaś nagła klęska, która rujnuje plany człowieka. Tylko ona ujawnia związek pomiędzy „tajemnicą ludzkiego cierpienia a tajemnicą Chrystusa, który był niewinny, a przecież cierpiał”.

Jeśli jest to trudne dla umysłu dzisiejszego człowieka, który często stara się abstrahować od przeszłości i nie widzi żadnego związku między tym, co dzieje się teraz, na jego oczach i co dotyczy jego samego, a wydarzeniami z początku dziejów człowieka, to nie jest to jednak „za trudne”. Tym bardziej, że prawda katolicka – dziś często wyśmiewana i lekceważona przez samych hierarchów – jest zawsze niewzruszona w tym punkcie: głosi, że „wszystkie cierpienia natury (a więc: śmierć, choroby, ból) są konsekwencjami zła moralnego”. Co nie znaczy, że płacimy za wszystkie nasze winy dotykającym nas już w doczesności porażkami, kataklizmami czy złem wojny. Tak myśleli starotestamentalni Żydzi, takie rozumowanie pojawia się u protestantów. Jednak bez wątpienia w planie generalnym, jaki Pan Bóg ma dla świata „zapłatą za grzech jest śmierć” – Stipendia peccati mors. Bez grzechu człowieka by jej nie było. Nie byłoby też cierpienia.

I choć cierpienie ma też wymiar zbawczy ten pierwszy grzech człowieka był potężnym cieniem, jaki położył się na całej ludzkiej naturze i pełza wciąż zuchwale po całej doczesności. Uczynił naturę ludzką śmiertelną i skłonną do zła, do upadku. Poniekąd grzech pierworodny tłumaczy cierpienia świata i usprawiedliwia Bożą Opatrzność. Gdyby pierwszy człowiek słuchał Boga, nie buntował się w Raju, nie czynił tego, co chciał, bylibyśmy szczęśliwi bez wyjątków. Gdy czynimy to, co chcemy, nie zważając na Boże zakazy, sprowadzamy sobie na głowę nieszczęścia. Zależność: Bóg – człowiek przypomina zależność: rodzic – dziecko (bardzo małe i jeszcze nierozumne).

Gdy zrozumie się, Kim jest Bóg, pojmie się także wielkość i grozę upadku pierwszego człowieka – bunt wobec Boga. Dlatego wiele klęsk, wojen i nieszczęść ludzie wierzący traktowali zawsze – aż do czasów modernizmu religijnego – jako karę za lekceważenie Boga. Za bałwochwalstwo, za niewierność Bogu.

Bez precedensu

Zaledwie niecałe pół roku temu, 4 października 2019 r., tuż przed Synodem dla Amazonii, w Rzymie, w obecności papieża Franciszka oraz niektórych biskupów i kardynałów, miała miejsce ceremonia religijna z udziałem szamanów. Wybrano dla niej miejsce w Ogrodach Watykańskich. Pojawiły się przedmioty związane z pogańskim kultem. Zebrani nie mieli wątpliwości, czym była drewniana figurka ciężarnej nagiej kobiety. Była to figurka bożka plemion amazońskich, Pachamamy, wykorzystywana w kulcie Matki Ziemi. „W kolejnych dniach drewniane, nagie figurki kobiece czczone były również w Bazylice św. Piotra, przed grobem świętego Piotra. Papież Franciszek powitał również dwóch biskupów niosących na ramionach figurę Pachamamy i udających się z procesją do Sali Synodalnej, gdzie owa figura została ustawiona na honorowym miejscu. Figurki Pachamamy zostały również wystawione na widok publiczny w kościele Santa Maria in Traspontina”, przypomniał gorzką prawdę o tych rzymskich ceremoniach jeden z biskupów.

Dziś patrzymy z przerażeniem na Franciszka samotnie przechadzającego się po ulicach całkowicie opustoszałego Wiecznego Miasta. I jak będzie wyglądała tegoroczna Droga Krzyżowa ulicami Rzymu prowadzona przez papieża?

A zarazem jako katolicy wiemy, że istota władzy Kościoła wymyka się wszelkim porównaniom i prawidłowościom. Kościół jest jedyną społecznością, której władza istniała, zanim pojawiła się społeczność. We wszystkich ludzkich społecznościach jest odwrotnie. Kościół bowiem nie był nigdy samoistnym bytem, jak przypomina Romano Amerio, „i nie powołał sobie władzy, lecz obie te rzeczy zostały mu dane przez Chrystusa. Przeto zwierzchnik Kościoła – jego Głowa – istniał pierwej niż powstał Kościół, który tej głowy jest jakby przedłużeniem. (…) w Kościele Katolickim postrzeganie władzy jako punktu odniesienia jest czymś głęboko wpisanym w jego istotę: jest to warunek jego jedności…”

Tym większą udręką dla wierzącego jest świadomość, co dzieje się w papieskim Rzymie.

Kara doczesna ma zawsze charakter wychowawczy. Ma skłonić do opamiętania. Przez cierpienia, perspektywę śmierci ma skłonić do powrotu do Boga.

Myśl ludzi wierzących nie koncentruje się jednak tylko na dniu dzisiejszym. Nie jesteśmy zniewoleni przez wizję strasznego końca. Mamy nadzieję. Widzimy w cierpieniach szansę odpokutowania za grzechy – własne i bliźnich.

 

 

Szaleństwo Laudato si

Zdaniem autora encykliki Laudato si musimy mieć, jako ludzie wierzący i jako cały rodzaj ludzki, szacunek wobec ziemi, wobec całej przyrody, bo Chrystus wcielając się zjednoczył się z całą przyrodą. Prawda naszej wiary jest inna. Chrystus zjednoczył się z indywidualną naturą ludzka, przez swoją Matkę, Niepokalanie Poczętą. Nie zjednoczył się ani z całą ludzkością, ani z całą ziemią.

„Kiedy byliśmy chrzczeni prosiliśmy Kościół o wiarę. Wszyscy wierni Kościoła mają prawo prosić Kościół o przepowiadanie wiary. Ale nie o wodę pitną! Kościół, który chce się rzucić w świecie w inną misję popada w śmieszność. Zaczyna zajmować się tym, co jest zadaniem burmistrzów, samorządów. … W seminariach mają być wprowadzane nowe przedmioty: ekologia integralna, teologia ekologiczna, teologia indiańska, duchowość ekologiczna. I jeszcze dodatkowo ryt amazoński Mszy św.  Za tym wszystkim stoi encyklika Laudato si. Kościół potrzebuje kogoś, kto by powiedział: ten synod jest szaleństwem, Laudato si jest szaleństwem”, to słowa jednego z księży katolickich, Włocha.

Na naszych oczach te słowa się potwierdzają w sposób budzący grozę i zarazem największy respekt wobec tradycyjnej nauki katolickiej.

Chrześcijaństwo jest wspaniale „nielogiczne”

Skoro Chrystus przyjął na siebie niesłychany ciężar cierpień, na jakie zasłużył człowiek z powodu swoich grzechów, to znaczy, że Bóg, druga Osoba Trójcy Świętej, zdecydował się ponieść karę za ludzkość. To wydaje się nieprawdopodobne, ale taka jest podstawowa prawda naszej wiary. Na tym polega absolutna unikalność chrześcijaństwa. Wobec tej prawdy grzech bałwochwalstwa staje się jeszcze bardziej odrażający – i niewyobrażalnie wielki. Nie można bardziej obrazić Boga. „Nawet w Chrystusie cierpienie jest karą za grzech – nie zmienia wcale swojego znaczenia”. Czy więc możemy mówić o nieszczęściu jakie spada na niewinnego jako o niesprawiedliwości Boga?

Czy możemy zatem głośno lamentować z powodu porozrzucanych „naszych klocków”, gdy wiemy, że Chrystus umiera w straszliwych męczarniach, by nas uwolnić od winy? Logika Boga nie ma nic wspólnego z naszą logiką. Chrześcijaństwo jest wspaniale „nielogiczne”. Nadzieja chrześcijańska jest nieporównywalna z niczym.

 

Hans Memling – Pieta

 

„Pomimo rozmaitych znaczeń, jakie można podkładać pod starotestamentalne pojęcie Boga – mściciela, kara zsyłana przez chrześcijańskiego Boga, należy do dzieł Jego Sprawiedliwości i Miłosierdzia. Ma ona wybitnie moralny charakter: pozwala człowiekowi uświadomić sobie, że życie jest darem od Boga, oraz skłania do tego, by wykorzystywać ów dar do działań, dzięki którym realizowany jest moralny cel żywota”. Kara powoduje, że jesteśmy bardziej skłonni do pomocy innym, że czujemy się odpowiedzialni za drugiego człowieka, że rozumiemy sens pokuty. Dzieci, które za swe przewinienia są przez rodziców karane uczą się szybciej, co jest dobre, co złe. Ich rozum pracuje, rzec by można, lepiej, sprawniej. Logiczne myślenie staje się wcześniej ich zdobyczą.

Niesłychane jest doświadczenie pandemii dla nas, ludzi młodych i starszych, wychowanych jednak w atmosferze chrześcijańskiej, którzy odkrywamy – także w zgrzebnej codzienności – rzeczy zostawione niegdyś i porzucone, których wartości nie docenialiśmy, jako wielkie skarby.

I choć daje w kość ten nowy zupełnie czas, ale ile zupełnie niemal zapomnianych, albo uznanych za „nieaktualne” praw, reguł i zasad, ile prawideł myślenia według nauki „nie z tego świata”, ale imponującej moralnie i niosącej prawdziwą nadzieję wydobywa on zarazem na światło dzienne. I okazuje się, że człowiek rozumny nawet w obliczu szalejącej zarazy może być szczęśliwy. Jak dziecko. Dziecko, któremu zaaplikowano naukę chodzenia.

 

________

Atlas chmur

 

Pierwszy krok w chmurach jeszcze niepewny
Ulubiony garnitur zbyt ciemny w tych stronach
I jak atlas chmur, z minionych lat modlitewnik
Co wiódł tak, aby wieczność nie była zgubiona

Smutek lub żal i padół łez zostały gdzieś nisko
Z czoła pot i mitręga, grzechu spalona pozłota
Nawet wiara zbędna, tu przenika się wszystko
I żył powróz oplata skronie jak korona żywota

Mocniej jeszcze wyostrzona tu jest tęsknota
Własne dzieciństwo miesza się z troską o syna
Łączy te światy Matka księżyc zdobi jej stopa
Dla Niej, z obłoków się zsuwa stopni drabina

 

Wojciech Miotke (marzec 2020)

 

 

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.