O człowieku, który nie znosił kłamców

Posted on 22 lutego 2019 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Jak pożegnaliśmy Pana Premiera Jana Olszewskiego? Wielu Polaków z modlitwą, z wdzięcznością Panu Bogu za naszego rodaka, z dumą, że żył pośród nas człowiek tak wielkiej odwagi, mocnego charakteru, niezłomnej postawy moralnej i rozległych horyzontów. Z prawdziwym żalem, że odszedł.

Inni – mam nadzieję, że znikoma garstka – nie mogąc sobie odmówić rzucenia na pożegnanie nikczemnego słowa, które zasiać ma w umysłach tych, którzy go opłakują niepokój, czy rzeczywiście zasłużył sobie na dobrą pamięć, na wdzięczność Polaków.

„Wiedzący lepiej” kim był śp. Jan Olszewski, powołujący się na dostępną im jedynie wiedzę tajemną,  próbują udowodnić, że niczym są dokonania jego życia, niczym praca dla Polski, niczym świadomość, z jak wielkim niebezpieczeństwem zmagała się ta wolna wewnętrznie część społeczeństwa, jego patriotyczne elity, i w latach 60., 70. i u progu „transformacji”. Polityk ten bowiem był, jak insynuują, „masonem”.

 

Józef Mehoffer – Pokój bilardowy

 

Oczywiście, ile razy słyszą zaprzeczenie – choćby to, które padło z ust samego Pana Premiera (np. zawarte w mojej książce – wywiadzie-rzece pt. Prosto w oczy z roku 1997, w obszernym rozdziale pt. Klub Krzywego Koła), czy publiczne świadectwo w tej sprawie, jakie dał ks. biskup Antoni Pacyfik Dydycz podczas pogrzebu 17 lutego br., tym bardziej wywracają oczy i wykrzywiają usta w grymasie pełnego wyższości politowania. Cóż sam zainteresowany może nam ciekawego na ten temat powiedzieć? Cóż zwykły biskup Kościoła katolickiego? Wiemy lepiej. Korzystamy z niepodważalnych źródeł prawdy. Umiemy odczytywać znaki na niebie i na ziemi. Póki co, zatrzymujemy wiedzę o źródle naszej wszechwiedzy dla siebie, ale gdzieś, kiedyś, komuś… ujawnimy księgę ciemnych czynów owego człowieka, zedrzemy maskę…*)

Rzecz jasna, wszystko to z powodu naszego umiłowania prawdy! A że służy ona także tym, którzy pracują – aż furkocze i dymi – by zniszczyć szacunek Polaków do samych siebie, podważając ich zaufanie do ich przedstawicieli w najwyższych władzach państwa, w elitach politycznych, to zupełny, trywialny i banalny zarazem przypadek.

A jednak są ludzie, którzy te rewelacje garściami kupują!

Osobiście wdzięczna jestem ks. biskupowi Dydyczowi, że zdecydował się (będąc skądinąd doktorem historii) podczas pogrzebu Jana Olszewskiego, na godne, pełne spokojnej powagi wypowiedzenie paru ważnych informacji dotyczących biografii Pana premiera, z gatunku tych kontrowersyjnych (późno zawarte małżeństwo w Kościele, przynależność do „loży”, która była w istocie grupą konspirujących przeciw ustrojowi przyjaciół), by przeciąć nikczemne spekulacje na temat Zmarłego. Ksiądz biskup wie, jaka jest waga prawdy historycznej wobec faktu, że próbuje się odebrać człowiekowi wielkich zasług dla Polski jego dobre imię. I wie, jakie znaczenie ma fakt, że publicznie, wobec setek tysięcy słuchających, broni prawdy hierarcha Kościoła. Wie też, że śp. Jan Olszewski był człowiekiem, który w najwyższym stopniu brzydził się kłamstwem. Także tym ukrytym pod osłoną półprawdy, niedomówienia, subtelnego przeinaczenia, aluzji, dwuznaczności, sugestii… I nie znosił kłamców, wszelkiego autoramentu krętaczy, mącicieli, złotoustych manipulatorów, poprawiaczy rzeczywistości (by wyglądała bardziej niewinnie lub bardziej groźnie) oraz mizdrzących się i ścielących do nóg donosicieli.

Niestety, nie brakowało ich nigdy w jego otoczeniu.

 

 

Ludzie tego pokroju są zawsze siewcami strachu. Strachu prymitywnego, przez rzekomą „innością”, „obcością” bliźnich. Wykorzystują naturalistyczne odruchy lęku i infantylną skłonność do wierzenia w opowieści o istnieniu pośród nas fantastycznych stworów o dwóch głowach i sześciu ogonach, wobec których nastawia się ucha, by skonstatować z ulgą, że „my to jesteśmy normalni”. Nigdy te rewelacje nie miały nic wspólnego z katolicyzmem ani z patriotyzmem. Były ich jaskrawym zaprzeczeniem. Łowienie żydów i masonów to rodzaj „nowej religii”, z tych, które mnożą się w czasach kryzysów wiary i kryzysów politycznych.**) Zawsze z entuzjazmem witanej i hołubionej troskliwie przez Rosjan w czasie zaborów i przez komunistów w PRL-u.

To nie przypadek, że patriotyzm jest traktowany jak płomienna wizja, wznioślejsza i lepsza od samego patrioty, w krajach o tradycji katolickiej, takich jak Francja, Polska czy Irlandia – przypominał G. K. Chesterton – podczas gdy w miejscach bardzo od tej tradycji odległych, takich jak Berlin czy Belfast, wyrodził się w pospolite heretyckie uwielbienie dla własnej krwi i kości, dla własnego modelu kultury, z patriotą w roli elementu składowego”.

Tego ostatniego gatunku „patrioci” potrafią czasem zawracać głowę ludziom prostodusznym, naiwnym i spragnionym sensacji, którzy są notorycznymi niedowiarkami, kiedy słyszą dziś cokolwiek dobrego o Polsce i Polakach „z kanałów oficjalnych”. Uważają, że prawda zawsze spływa tylko i wyłącznie do kanalików podziemnych, cienko szumiących, ukrytych głęboko i pilnie strzeżonych przez szwadrony ludzi znających się na rzeczy. „Patrioci”, których główne zajęcie polega na tropieniu żydów i masonów (tak było w czasach PRL i tak już zostało), mają nadzieję, że swoją niezmordowaną działalnością na rzecz „prawdy” unicestwią w końcu wszelką prawdę i wszelki patriotyzm. I to jest ich główna misja.

Na szczęście wolna opinia publiczna odradza się dziś w Polsce – nie bez potknięć i prawdziwej nieraz męki – i zawsze może liczyć na tych, którzy nad pytanie: „I jak się dziś czujesz?” stawiają: „I co myślisz?”

 

 

Forumowiczom z forum „Krzyż” dziękuję za celne riposty, prostowanie plotek i pomówień, ociekających oślizgłymi wodorostami i cuchnącym szlamem, na temat Pana Premiera Jana Olszewskiego i jego biografii, którymi uraczono nas w dniach żałoby, i które rozsiewane są nadal.

Widać jak wykształca się w takich internetowych dyskusjach nowa elita intelektualna, potrafiąca w sposób dowcipny przekuć wielkiego balona pychy, który nadymają osobniki posiadające rzekomo wszechwiedzę o ludzkich upadkach – zwłaszcza upadkach znaczących osobistości polskiego życia politycznego. W starciu z wolną opinią pyszałek zawsze, wcześniej czy później, okaże się zwykłym nudziarzem i oklapnie jak zmięty kapelusz jakiegoś trzeciorzędnego podgrzybka.

Jak przepowiadał trafnie Chesterton: „Filozofia pychy załamuje się nie w teorii, lecz w praktyce. Gdziekolwiek zgromadzi się dwóch lub trzech, włącza się moralny instynkt, zaś wystarczającą odpowiedź na tę nowoczesną herezję stanowi po prostu nowoczesne ludzkie doświadczenie”.

Sączenie podejrzliwości, rozsiewanie pomówień, jadów fałszywych oskarżeń to specjalność ludzi, którzy są na bakier z prawdą o sobie samych. Polacy, im dłużej żyją w wolnym kraju, tym rzadziej są skłonni dawać się nabrać na to wdychanie ekstraktów czyjejś pychy. Pycha jest podstawowym źródłem nie tylko egzystencjalnej męki jednostek, ale i idiotycznych konfliktów i kompletnie nieprzydatnych sporów. Na przykładzie walki, jaką ludzie nią owładnięci wydali dobremu imieniu Pana Premiera Jana Olszewskiego widać jaką pułapką jest dla nich samych.

_______

*) Jako autorytet jawi się w tych kręgach Ludwik Hass, trockista, agent SB, cieszący się zaufaniem władz PRL i przychylnością komunistycznej cenzury.
**) O „nowych religiach” przenikliwie wypowiadał się G. K. Chesterton, ukazując ich groteskowość. Autor Kuli i krzyża dowodzi jak brutalnie zawsze dzieliła – i dzieli – ludzi mentalność protestancka, jak zawęża horyzonty umysłowe. I jak bliźniaczo podobna jest do niej ta deklaratywnie ultrakatolicka, która główną swoją powinność widzi w obmowie i oczernianiu bliźniego. To najgorszy rodzaj faryzeizmu. Na przykładzie angielskich socjalistów – zarazem wyznawców anglikanizmu – Chesterton pokazuje, iż odkrycie, że ludzie, którzy nie są Anglikami i protestantami, a są „zupełnie taki samymi ludźmi jak my” bywa dla ludzi tej mentalności szokiem. „Teza, że trzeba kochać cudzoziemców zdawała im się paradoksem tak niesamowitym, że aż przenikającym dreszczem; zawierała bowiem w sobie Boski paradoks, że trzeba miłować nieprzyjaciół”. Gdy ludzie tego pokroju wyjadą z własnego kraju „z niegasnącym zdumieniem wciąż na nowo odkrywają, że dłonie i serca cudzoziemców nie różnią się szczególnie od ich własnych….. »Patrzcie! Francuzi też chodzą na dwóch nogach! Spójrzcie tylko! Niemcy mają nosy w tym samym miejscu co my!«. Katolik, zwłaszcza urodzony i wychowany w wierze katolickiej, nigdy nie zrozumie takich olśnień, bo jego religia od zarania jest mocno przeświadczona o jedności wszystkich potomków Adama – jedynego narodu wybranego. Katolik żywi dla swojego kraju lojalność, niemal wręcz żarliwą, bo taki właśnie patriotyzm i przywiązanie do konkretnych miejsc stanowi przyrodzoną część jego życia religijnego, znającego ideę lokalnych sanktuariów i lokalnych relikwii… Katolik powie: »oczywiście, że musimy kochać wszystkich ludzi, ale co kochają wszyscy ludzie? Kochają swoją ziemię, swoje prawowite granice, pamięć o swoich przodkach. Dlatego są patriotami – to normalne«”.  (Internacjonalizm, z tomu: Obrona wiary, przekład Jaga Rydzewska, Warszawa 2016)

 

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.