„Jestem Niepokalane Poczęcie…”

Ale dlaczego Bernadeta nie została uzdrowiona? Z chudej, zabiedzonej, niskiej z powodu niedożywienia dziewczynki nie wyrosła na dorodną pannę o rumianych policzkach. Była zawsze wręcz karykaturalnie niska, jej schorowane ciało ciążyło jej przez całe życie. Jako siostra zakonna w klasztorze w Nevers nieustannie chorowała. Wcześnie też, zaledwie wieku 36 lat umarła.

A przecież ta, która rozmawiała z Niepokalaną jako młodziutka dziewczyna, dziecko prawie, mogła otrzymać od niej dar kwitnącego zdrowia i dostojnej postury!

Dziwne też może wydawać się, że na fotografiach, które jej robiono już po uznaniu objawień w Lourdes, nigdy się nie uśmiecha. Ma w dłoniach różaniec, a jej twarz pozostaje poważna. Dziecięca i poważna. Dlaczego Bernadeta nie skacze i nie klaszcze w dłonie? Gdzież jest, chciałoby się zapytać, to „radosne chrześcijaństwo”, które reklamują dziś prawie wszystkie katolickie rozgłośnie, rozhukane Światowe Dni Młodzieży i wiele innych wesołych jarmarków. Tak bardzo, że pozwalają sobie zamiast muzyki włączać głośne ryki, walenie w bębny i propagować dzikie podskoki oraz pretensjonalne pląsy zwane „tańcem liturgicznym”? Wszystko rzekomo z powodu „radości, która nas rozpiera”.

Czego brakowało Bernadecie, że po kilkunastu spotkaniach z Matką Boską nad rzeką Gave, przez całe życie pozostała tym, kim była: surową w swej prostocie wieśniaczką, stroniącą od popularności, skupioną, milczącą, zawsze znajdującą pretekst, by oddalić się na modlitwę?

 

Św. Bernardeta Soubirous

 

Tylko jej ciało po śmierci „mówiło” – i mówi nadal. Oznajmia bezgłośnie, że jej istnienie na ziemi przecięło się z istnieniem Kogoś, kto przyszedł stamtąd, spoza świata materialnego, i kto przemówił do tej nędzarki w łachmanach i analfabetki nieziemskimi słowami: „Czy będziecie mogli wyświadczyć mi ten zaszczyt i przychodzić tutaj codziennie?…”.

Drobne ciało, które się nie rozpada, nie niszczeje aż do dziś zaświadcza, że to niesłychane pytanie zadane czternastolatce i późniejsze słowa: „Jestem Niepokalane Poczęcie”  były słowami nie z tego świata; Osoba, która je wyrzekła przyszła z Nieba.

Pytanie: dlaczego?, w jakim celu?, nie należy do często dziś zadawanych. Ogłoszenie dnia 11 lutego „dniem chorego” jest brutalnym zapieczętowaniem niezrozumianej i odrzuconej tajemnicy, jest powiedzeniem wprost i bez ogródek: „Przestańcie zaprzątać sobie głowy jakimiś objawieniami, żyjcie tu i teraz, troszczcie się o siebie nawzajem środkami ludzkimi, pielęgnujcie chorych, walczcie z chorobami, to wasze »prawo chorych«, prawo pacjenta”.

Wszyscy mają dziś na ustach dzieła humanitarnej pomocy. O nie zabiegają, reklamują je, rozprawiają o nich. (Wielu uważa też, że Pan Bóg zaplanował dla nas świat bez cierpienia i o jego zaprowadzenie trzeba się postarać, eliminując cierpienie nawet łącznie z cierpiącym człowiekiem). O Niepokalanie Poczętej, która zaświadczyła o Bogu, odkryła swoją tajemnicę i przypomniała, że każdemu jest gotowa przynosić nadprzyrodzoną pomoc, gdy do Niej się zwróci, nie mówi się prawie nic lub rzeczy banalne, płaskie.

A to nie woda uzdrawia! Nie woda, której cudowne właściwości usiłuje się dziś ująć nie tylko w symbole pierwiastków, ale konfiguracje wewnątrz atomów i ich jąder – naiwnie jak zawsze, próbuje się wydrzeć Bogu Jego tajemnice, szydząc z Niego. Uzdrawia nadprzyrodzone pośrednictwo Niepokalanie Poczętej. Uzdrawia wiara w łaski, które rozdaje. W Jej władzę królewską nad światem.

 

Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej w Lourdes

 

Uzdrawia pokora. To, co należni jesteśmy oddać Bogu. Uznanie transcendentnej natury Boga i drugorzędnej roli człowieka. Było to tak ważne już w połowie XIX w., gdy europejskie społeczeństwa ogarniała coraz bardziej rozzuchwalona pycha…

Jak dalece można przekształcić katolickie pojmowanie religii i – co za tym idzie – swojego życia i świata – na modłę protestancką! Aż wykroczą one poza ramy protestantyzmu i staną się humanizmem. Z tym mamy dzisiaj do czynienia. Z humanizmu, z drążenia spraw człowieka i społeczeństwa ludzkimi metodami, czyni się nową religię.

Humanizm czyni człowieka „jedyną miarą wszechrzeczy i arbitrem we wszystkich możliwych kwestiach” (Michael Davies).

W dzisiejszym świecie – przed czym przestrzegała Matka Boża – „człowiek nie uznaje w istocie żadnego Boga – poza sobą samym. Prawa człowieka, o których zakresie decyduje on sam, to jedyne kryteria, jakimi kieruje się współczesne społeczeństwo. Prawa Boga, postrzegane dotąd jako posiadające bezwzględny priorytet w stosunku do wszystkiego co człowiek mógłby uznać za pożądane i właściwe, nie mają już żadnego znaczenia. (…) Najbardziej typową cechą współczesnego człowieka jest pragnienie, obsesja, by dostosować się do społeczeństwa, które nie ma już czasu na transcendencję”.

W nieunikniony sposób muszą iść za tym nowe utopie. Świat bez chorób, bez cierpienia, świat, w którym słowo „ofiara” traci jakikolwiek sens, jest jedną z nich. To dlatego tak łatwo przyjmuje się dziś, że „sercem Mszy nie jest składający się w Ofierze Syn Boży, ale zgromadzenie wiernych”. Tańce, podrygi, recytacje, aktorskie popisy zwane elementami liturgii są tylko wyrazem coraz większej bezradności i dezorientacji człowieka wobec Boga, którego przestaje znać i rozumieć.

„Bóg nie wymaga od nas wielomówstwa, jak sądzą poganie (Mt 6,7), ale pełnienia Jego woli, której najlepszym wyrazem jest przyjęcie z Jego rąk cierpienia w jakiejkolwiek formie będzie Mu się podobać nam je zesłać” (o. Jacek Woroniecki OP).

Przyjście Najświętszej Maryi Panny na ziemię – tak w Lourdes, jak i w kaplicy przy Rue du Bac, w La Salette, w Gietrzwałdzie, w Fatimie – miało nas przestrzec przed tą zabójczą dla duszy człowieka chorobą humanizmu i tworzenia utopijnych wizji raju na ziemi.

Marksizm głosił śmierć Boga a humanizm neochrześcijan – jego prorokiem był Teilhard de Chardin – głosi Jego narodziny.  Między jednym i drugim „istnieje jednak tylko różnica semantyczna… – ani jeden, ani drugi nie wierzy w nic, poza samym człowiekiem, który jutro stanie się panem wszechświata albo pod swym własnym imieniem, albo jako bóg” (M. Davies).

 

Grota Massabielle

 

Matka Boża w Lourdes prosiła nie tylko o różaniec. Także o wybudowanie kościoła na Jej cześć i o to, by kapłani przychodzili do Niej z procesją. Prosiła o kult należny Jej świętości. W czasie, gdy modernizm wlewał się już do Kościoła i usiłował odebrać Jej królewską godność – podważyć w sercach i umysłach ludzkich Jej pozycję, Niepokalanie Poczętej, Matki Boga, Współodkupicielki i Pośredniczki wszelkich łask – przybyła osobiście, by zapobiec jego skutkom, by powiedzieć Kim jest. Musiała to powiedzieć ze względu na chwałę Boga – i nasze dobro. Pragnęła bowiem i pragnie nadal nade wszystko naszego największego dobra. Tym dobrem jest nasze zbawienie. Taka jest tajemnica Lourdes. Taki jest sens tego objawienia.

Uroczyste nabożeństwa w Lourdes i procesje do groty Massabielle otwartej w pirenejskich skałach – jako wypełnienie Jej prośby – oznaczają także, że tylko w Kościele katolickim, tylko w naszej religii można osiągnąć zbawienie. Niepokalanie Poczęta jest Strażniczką czystości wiary, jest Pogromczynią wszystkich herezji.

Bóg jest tajemnicą, która zawsze znajduje się poza nami. Pierwszym obowiązkiem człowieka wiary jest ukorzyć swój rozum przed tą tajemnicą. Cuda dokonywane w Lourdes nie tylko uzdrawiają chore ciała – przede wszystkim pomagają wierzyć w Jego Bóstwo i wszechmoc.

11 lutego: „dzień chorego”? Nie, to dzień Niepokalanej. Pielęgnujmy więź z Najświętszą Maryją Panną, bo bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy Jej wstawiennictwa, opieki Matki i Królowej. Uzdrowienia przede wszystkim naszych dusz. To z powodu swojej heroicznej wiary, nigdy nie osłabionej nadziei, największej miłości, jaką tylko serce człowieka może darzyć Boga, jest Ona jedyną Osobą, do której możemy się uciekać – w zdrowiu i w chorobie, w zwątpieniu, udręce i zamęcie… Ona pozwoli nam przejść zwycięsko każdą próbę.

 

 

 

 

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.