Hierarchie są niebiańskie

Posted on 6 lipca 2021 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Współczesny świat zdaje się o tym zapominać, dając się pogrążać w ponurym morzu skutków rzuconych niegdyś haseł o „równości”, „braterstwie” i „demokracji”, jakże zręcznie maskujących ukryty poza ich fasadą mechanizm coraz bardziej globalnej władzy. 

Jak lekko i spokojnie oddychamy, gdy nasze oczy mogą spoglądać ku górze i widzieć tam tego, kogo uznajemy za „wyższego” od siebie. Kto faktycznie nam przewodzi. Wiadomo bowiem, że nie na nim kończy się hierarchia. Raczej się zaczyna – bo ona sięga nieba. Radość ludzi wierzących wszystkich pokoleń w naszej historii w zetknięciu się z Namiestnikiem Chrystusa – radość, którą trudno powstrzymać, która jest równie naturalna, jak płacz przy bólu, odczuwanie zimna, ciepła, głodu lub sytości – wiele mówi o tym, że człowiek z racji swego wewnętrznego ukonstytuowania, pragnie – a wręcz musi – odwoływać się do autorytetu i rzeczywistego przywództwa. A zwłaszcza, gdy jest on depozytariuszem prawdy objawionej przez Boga – w Rzeczpospolitej za kogoś takiego zawsze uważano Następcę św. Piotra. Jest to – a raczej było – źródłem spokoju i siły.

Także, gdy możemy odczuwać dumę z posunięć przywódców państwa na arenie międzynarodowej, gdy słyszymy pełne powagi „Tak mi dopomóż Bóg” podczas przysięgi prezydenta czy parlamentarzystów, gdy wiemy, że to co nazywa się „reprezentowaniem naszych interesów” jest w istocie służbą większej sprawie, służy celowi nie tylko doczesnemu człowieka, który jest Polakiem (czymś takim jest choćby konstytucyjny zakaz dokonywania aborcji czy deklarowana ostatnio przez ministra oświaty ochrona dzieci i młodzieży przed deprawacją w szkołach).

Prof. Adrien Loubier, socjolog z Belgii, w książce Grupy redukcyjne przypomina, że „uznawanie rzeczywistości powinno prowadzić do uznania nierówności: raz, że one istnieją naprawdę, po wtóre, że są one prawdziwym dobrodziejstwem”. Realizm w spojrzeniu na własne życie, pracę, jakikolwiek rodzaj służby, a także na sprawowaną władzę, jest fundamentem wszelkiego życia społecznego – brak realizmu owocuje martwotą i rozpadem. Filozofia św. Tomasza, która  zajmuje się bytem, czyli   t y m,  c o   j e s t   oraz przyczynami tego, co jest, ze szczególnym odniesieniem się do praprzyczyny wszystkich bytów, Pana Boga, nazwana została właśnie filozofią realistyczną. Gdy uzna się te fakty (w życiu politycznym, rodzinnym, zawodowym, oświatowym etc.), a nade wszystko, gdy uzna się fakt objawienia przez Boga prawdy, także tej o naturze władzy – zarówno religijnej jak i politycznej – będzie mogła ukształtować się hierarchia. Władza bowiem od Boga pochodzi – a to dlatego, że to Bóg zechciał, by człowiek żył w społeczności, nie sam, nie osobno, izolując się od innych, na własny tylko rachunek; każda zaś społeczność, by przetrwać, musi mieć przywódcę. Wówczas też ”uzna się i uszanuje kompetencje każdego, określi się role, zadania, zakres odpowiedzialności” (A. Loubier). Różny, w zróżnicowanej ludzkiej społeczności.

 

Jan III Sobieski z rodziną – mal. Henri Gascar

 

Hierarchia, czyli porządek oparty na prawdzie jest warunkiem wszelkiego faktycznego ładu w społecznościach ludzkich. Także politycznego i ekonomicznego. „Pod wyraźnie określonym kierownictwem”, przypomina belgijski socjolog, „każdy będzie mógł przekazywać innym to, co zna i potrafi najlepiej, a więc poszerzać ich znajomość rzeczywistości. Słowem, ludzie będą się czegoś uczyć zamiast zapominać to, co już umieli; będą się stopniowo wzbogacać prawdą zamiast ubożeć umysłowo i spadać na coraz niższy poziom; wreszcie będą mogli budować zamiast rozwalać”.

Dziś mamy w naszym kraju istny festiwal rozwalania – poprzez oskarżanie władzy państwowej o najgorsze i najdziwaczniej wymyślone uchybienia, zaniedbania, a wręcz przestępstwa. Nie tylko przypisuje się jej wszelkie możliwe błędy, ale przede wszystkich odbiera się jej dobre imię, podważa się publicznie jej intencje wobec obywateli i własnego państwa. Wyśmiewa się ją, szydzi się z niej. Słowem dokonuje się jawnego oszczerstwa i obmowy, cynicznie powołując się na „wolność słowa”, niszcząc zarazem wspólnotę Polaków.

Jeśli chcesz uczynić z ludzi niewolników, wmów im, że ich prywatne sprawy są sprawami społecznymi” (Nicolás Gómez Dávila). Ta maksyma nie została jak dotąd uwzględniona przez ogromną większość krytyków władzy. A przecież do każdego, kto stoi o szczebel wyżej w hierarchii społecznej można się przyczepić. Z dowolnego powodu. Nie tylko dlatego, że krzywo na mnie spojrzał i nie dał podwyżki, ale, że jest „typem aspołecznym”, zimnym tyranem i uzurpatorem, bo nie zauważa moich osobistych potrzeb. I w ten sposób głęboko mnie rani i znieważa.

Sądzenie czyichś intencji jest nie tylko czynem niepoważnym, ale wyjątkowo karkołomnym moralnie, całkowicie nieuprawnionym. Jest to wyjątkowo jaskrawy przykład braku kultury. Szczególnie rażące jest, gdy tego rodzaju ocen dokonują ludzie powołujący się na swój katolicyzm. Czynią  to otwarcie i wprost, ale częściej metodą insynuacji i aż nadto czytelnych aluzji, przy każdej okazji, co jest chyba jeszcze gorsze (w czym niestety celują niektóre skądinąd zasłużone media katolickie i cała grupa krewkich prawicowych felietonistów, „do bólu szczerych”). Naprawdę nie są w stanie dostrzec, że odbiera im to wiarygodność i pozostawia jedynie niesmak? Zamiast zachęcać do modlitwy za rządzących, za tych, co za nas nadstawiają głowy, trwa podszyta drobnomieszczańskimi pretensjami („władza za mało daje”) i kompleksami obmowa. Zaiste, wytrzebienie szlachty i ziemiaństwa, zdeprawowanie opiniotwórczej inteligencji przez komunistów przynosi dziś skutki w postaci dominacji sfery opinii przez żywioł roszczeniowo-plotkarski, roznamiętniający się natychmiast, gdy może „dołożyć” rządzącym. Podważanie zaufania do rządzących, traktowanie ich jak wrogów, jako ludzi zaprzedanych lub niespełna rozumu, spiskujących, knujących przeciw własnym rodakom, to niegodziwość. To sprzyjanie anarchii, z której korzyść odnoszą zawsze nieprzyjaciele naszego państwa.

 

Jan Van Eyck – Madonna tronująca

 

Kardynał Ratzinger trafnie rozpoznawał przyczyny kryzysu, jaki ogarnął świat Zachodu, gdy rozpoczynał się ostatni Sobór. Nie pozostawały one bez znaczącego wpływu na Sobór, pogłębiając kryzys katolicyzmu i samego Kościoła. Był to, jak mówił przyszły papież, „wpływ rewolucji kulturalnej na Zachodzie: zdobycia przewagi przez średnie mieszczaństwo, nową «trzeciorzędną burżuazję» ze swoją liberalno-radykalną ideologią typu indywidualistycznego, racjonalistycznego i hedonistycznego” (Entretien sur la foi, Paryż 1985). Abp Marcel Lefebvre w swojej książce „Oni jego zdetronizowali” potwierdza powszechne pojawienie się tej nowej liberalnej mentalności, „ukierunkowanej na szukanie przyjemności, która szerzy się w społeczeństwie, nawet chrześcijańskim”  i podziela zasadność ukazania jej jako zewnętrznej przyczyny kryzysu Kościoła. Ubolewa jednak, że Sobór nie czyniąc nic, by się temu przeciwstawić, de facto poparł tę tendencję.

Dzisiejsze zabiegi niektórych ludzi Kościoła, by wylansować „drogę synodalną”, prymat władzy papieskiej sprowadzić do czysto dekoracyjnego aspektu, oddać władzę należną biskupom w ręce komisji i Konferencji Episkopatu, władzę proboszczów w ręce rad parafialnych, są ewidentnym tego rezultatem. „Średnie mieszczaństwo”, „trzeciorzędna burżuazja” – a tak naprawdę ludzie o mentalności drobnomieszczan – roszczeniowe, pełne pychy, zadufane, zainteresowane tylko swoimi aktualnymi korzyściami i wygodami, jest skłonne, by wyeliminować wszelką hierarchię, bo nie rozumie jej roli i znaczenia. Miękko przejmuje i wchłania marksistowskie postulaty podrzucane jej przez zręcznych agitatorów ukrywających swoją ideową tożsamość. Podtytuł cytowanej wyżej książki abp Marcela Lefebvre brzmi: „Od liberalizmu do apostazji”.

Arcybiskup podawał jako jeden z przykładów odejścia od prawdy, wyzwolenia podmiotu w stosunku do przedmiotu (do tego co jest) odrzucenie wszelkich pośredników między człowiekiem a Bogiem dokonane przez Lutra oraz kartezjańską i kantowską systematyzację subiektywizmu. A w następstwie tezę Rousseau: „wyzwolony z przedmiotu, utraciwszy zdrowy rozsądek, podmiot staje się bezbronny w obliczu opinii publicznej. Myśl traci swoją tożsamość wobec opinii publicznej, przez którą rozumie się poglądy wszystkich lub większości. Opinia ta jest kształtowana za pomocą technik dynamiki grupy, będących dziełem mediów, które znajdują się w rękach finansjery, polityków itd. Po odrzuceniu przedmiotu doświadczamy zaniku podmiotu, który staje się wystarczająco dojrzały, aby być poddany wszelkim formom niewolnictwa. Subiektywizm, głosząc pochwałę wolności, faktycznie miażdży ją”.

Czy nie obserwujemy skutków tego procesu patrząc na coraz liczniejsze grupy Polaków, także tych, którzy uważają się za obrońców Tradycji, którzy są całkowicie bezbronni wobec podrzucanych im teorii spiskowych, rezonują znalezionymi w Internecie rewelacjami dotyczącymi rzekomego spisku rządzących przeciw własnym rodakom w kwestii np ostatniej epidemii?

 

Anthony Van Dyck – Portret rodzinny

 

Arcybiskup podaje także jako jeden z owoców intelektualnego liberalizmu (w zasadzie modernizmu) pułapkę „niezależności jednostki w stosunku do całości społeczeństwa„, „…wszelkiej władzy naturalnej i hierarchii: niezależność dzieci od rodziców, kobiet od mężów (wyzwolenie kobiet), pracownika wobec pracodawcy, klasy pracującej wobec klasy posiadającej (walka klas)”. W tej wizji „podstawową komórką liberalizmu jest jednostka. Jednostka uważa się za absolutny podmiot prawa («prawa człowieka»), której nie zadaje się pytań o obowiązki wobec Stwórcy, zwierzchnika czy innych stworzeń lub, ponad wszystko, wobec praw Bożych.

Liberalizm sprawia, ze wszystkie naturalne hierarchie zanikają. Czyniąc to jednostka staje się ostatecznie samotna i bezbronna wobec tłumu, którego jest tylko wymiennym elementem, a który ją całkowicie wchłonął”. Liberalizm zawsze prowadzi do rewolucji. Społeczność chrześcijańska, wspólnota, naród zamieniony w tłum jest jego owocem.

Równość jest mitem. Wychwalanie równości jest sposobem rewolucji na zburzenie całego porządku naturalnego. Revolvere znaczy odwracać. Odwracać co? Właśnie hierarchię. Stawiać na głowie cały ludzki porządek. W rodzinie, w państwie, w Kościele. I zmuszać ludzki umysł, z natury rzeczy nastawiony na przyjmowanie prawdy, do akceptowania absurdalnych założeń, jak postulat „równości”, urągających zdolności ludzkiego rozumu do rozpoznawania prawdy i praw naturalnych.

„Równość jest głównie pojęciem matematycznym”, przypomina prof. Loubier, „które może być stosowane tylko do mierzenia ilości. Posługiwać się nią, gdy mówi się o osobach, to zupełny absurd na poziomie samych słów”. Tłumy gromadzące się w Polsce podczas wystąpień Prymasa Wyszyńskiego czy podróży apostolskich Jana Pawła II  – niezależnie od popełnianych przez tego papieża późniejszych błędów w sprawowaniu władzy w Kościele – ujawniały w czasach PRL-u jak silna i naturalna zarazem jest u człowieka potrzeba hierarchii.

 

Gustave Dore – Ilustracja do „Boskiej komedii” Dantego

 

Droga synodalna? Demokracja i „kolegializm” w Kościele? Papież jako jeden z przywódców religijnych? Rezygnacja z prymatu?

Te próby wyeliminowania władzy hierarchicznej w Kościele katolickim są równocześnie próbą rozmycia prawdy w Kościele. Hierarcha nie zawsze jest osobiście nieomylny, przeciwnie, jak każdy człowiek może popełniać błędy, jednak oparcie w nieomylnej prawdzie Kościoła zawartej w tradycji dogmatycznej daje mu gwarancję, że w swojej nauce nie pobłądzi. Pójście na kompromis z półprawdami, zwłaszcza w Kościele, zawsze prowadzi do katastrofy.

Uznanie prawdziwej hierarchii napełnia człowieka duchowym pokojem. Skąd radość i wzruszenie, gdy mamy do czynienia z manifestacją hierarchii? Nicolás Gómez Dávila, kolumbijski pisarz podpowiada: „Hierarchie są niebiańskie, w piekle wszyscy są równi”.

_____

Cytaty abp Marcela Lefebvre za: Oni jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa, Warszawa 2002

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.