Czego chcą od nas biedni Niemcy? (dokończenie)

Posted on 19 kwietnia 2013 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

„W Niemczech funkcjonuje stereotyp Polaka antysemity”, obwieszcza w jednym z tygodników opinii wydawanych w Polsce prof. Hans Henning Hahn, historyk z uniwersytetu w Oldenburgu. „Nie dotyczy on wyłącznie polskiego ruchu oporu, tylko wszystkich Polaków i jest popularny również w innych krajach”.

Profesor Hahn dodaje, że jest on „oczywiście nieprawdziwy”. Ale zaraz dodaje: „dość silnie ugruntowany”.

Dalszy wywód rozmówcy tygodnika upewnia, że źródła i dzieje tego stereotypu są czymś na kształt niezbadanego żywiołu, który po prostu rodzi się i trwa. Nie ma na niego rady. Nauka jest wobec niego bezsilna, bowiem „stereotypy są nieracjonalne”, jak podkreśla.

Jeden ze słuchaczy Radia Maryja nazywa celnie tego rodzaju zjawiska, popularne zarówno w świecie  naukowym jak i medialnym, Einhammerung  – tak jak określają to sami Niemcy – czyli „młotkowanie” fałszu i nieprawdy.

Przyznając, że stereotyp Polaka antysemity jest fałszem, niemiecki historyk zauważa, iż w związku z tym, że przed wojną właśnie w Polsce mieszkało najwięcej Żydów – spośród krajów europejskich – „różne środowiska żydowskie zapamiętały raczej negatywne doświadczenia związane z życiem w Polsce. Zbiorowa pamięć żydowskiego społeczeństwa jest pamięcią ofiar, a ofiary rzadko zapamiętują, że spotkało je coś pozytywnego”.

Istotnie, jak dyskutować z czyjąś pamięcią, która z natury jest czymś subiektywnym. Ale to nie wszystko. Przyciskany przez swego rozmówcę prof. Hahn stwierdza, że istnieje również i inne pochodzenie tego stereotypu: niemieckie powieści pisane pod koniec XIX  wieku.

Przypomnijmy, były to czasy kanclerza Otto von Bismarcka i jego polityki napastliwie wrogiej wobec Kościoła katolickiego, szczególnie zaś wobec polskości i katolicyzmu, polityki zwanej (dla zakumulowania rzeczywistych intencji) Kulturkampf. Kolejnym okresem, w którym ponownie ten fałszywy stereotyp „odrodził się na dobre” w Niemczech był, zdaniem niemieckiego naukowca, przełom lat 80. i 90. XX wieku. Rozkwit marksizmu kulturowego.

Zagadka funkcjonowania opinii o innym narodzie – jednoznacznie krzywdzących i w sposób oczywisty (dla ludzi nauki, ale i dla wszystkich uczciwych i uważnych uczestników i świadków historii) nieprawdziwych, a zarazem zaskakująco trwałych w świadomości społecznej – daje się rozwikłać, gdy przypatrzymy się dwóm okresom historycznym, o jakich wspomniał niemiecki uczony.

Nazizm hitlerowski w Niemczech nie zrodził się nagle, nie przyszedł nie wiadomo skąd, był od kilku wieków przygotowywany. Teza ta, starannie umotywowana, została przedstawiona w wydanej ostatnio książce ks. prof. Tadeusza Guza („Rozmowy niedokończone…z lat 2006-2007”, wyd. SS Loretanki, 2012). Nazizm nie jest w historii duchowej kraju naszych zachodnich sąsiadów jakimś wyłomem, przypadkiem (co nie oznacza, że odpowiada za niego wyłącznie ciąg wcześniejszych wydarzeń historycznych; osobista odpowiedzialność Hitlera i jego współpracowników nie podlega kwestii). Poprzedziły ją wieki niszczenia duszy niemieckiej przez protestantyzm.

Dokonując po II wojnie denazyfikacji przemycono w Niemczech ideologię Nowej Lewicy i zgodnie z nią zaczęto rozliczać ludzi z tradycyjnych postaw. Z przywiązania i miłości Ojczyzny, z utożsamiania się z własnym narodem, z rodzinności. Te postawy zaczęły być piętnowane (nierzadko publicznie) jako naganne. Zaczęto rozbudzać strach u tych, którzy byli im wierni, sugerując, że w tej sposób nawiązują do skompromitowanej hitlerowskiej przeszłości. Autor książki, który kilkanaście lat spędził w Niemczech, pracując naukowo na uczelni katolickiej, stwierdza, że „jednym z filarów nazizmu hitlerowskiego jest teoria ewolucji Darwina. Innymi są systemy filozoficzne Hegla, Marksa, Engelsa, Nietzschego, materializm”. Te wszystkie ideologie, które mają wspólny korzeń, znalazły w Niemczech wdzięczną glebę umysłową i rozpleniły się bez przeszkód w wieku XIX  i u progu XX wieku. Ksiądz Profesor akcentuje szczególnie teorię Darwina – dziś przeżywającą wręcz triumfalny come back w podręcznikach szkolnych i w publikacjach naukowych wydawanych w Niemczech, w całej Europie i m.in. w naszym kraju. Na tym ideologicznym podglebiu w latach 60. ub. wieku bez większych trudów zainstalowała się w Niemczech Federalnych kultura Nowej Lewicy ( kontrkultura). Jej owocem jest nowa niemiecka mentalność. Prominentni przedstawiciele Nowej Lewicy w myśli społecznej i kulturze to – oprócz wspominanego już w poprzednich odcinkach cyklu Teodora Adorno – Max Horkheimer Jürgen Habermas, Ludwig i Herbert Marcuse, Erich Frommm, Bertold Brecht. W sztuce także Derrida, Rorty i Lyotard. Wszyscy odrzucili kryterium prawdy i wybrali bunt.

Ideologia ta uruchomiła nieprawdopodobny chaos w umysłach, który w życiu społecznym Republiki Federalnej Niemiec symbolizuje brutalna i krwawa rewolta studentów 1968 roku. Eksplozja uczuć nienawiści, wściekłości, totalnej negacji państwa i jego struktur, ludzi, którzy je symbolizują, była nie do uniknięcia. Było to nic innego jak zradykalizowanie stanowiska i metod dawnej marksistowskiej lewicy, podkreśla ks. prof. T. Guz.

Autor książki wskazuje, że proces denazyfikacji Niemiec w praktyce  przebiegał analogicznie do procesu dekomunizacji Polski. Dekomunizacja była fikcją.

Ideologia jest maską 

Dlaczego w niektórych rejonach świata łatwiej niż gdzie indziej udaje się sprzedawać zatrute idee jako dobro i ludzie przyjmują je bez protestu?

Jacek Malczewski - Kusząca melodia

Jacek Malczewski – Kusząca melodia

Cechą trucicieli umysłów jest przywdziewanie masek, zaznacza ks. Profesor. Nie mając nic wartościowego do zaoferowania doprowadzili do swoistego mistrzostwa sprawianie wrażenia, że są właśnie kimś opatrznościowym dla pogubionych moralnie społeczeństw, mają właściwe lekarstwo na nędzę i upadek, choroby, frustrację i głód wyższych wartości oraz totalne zwątpienie. A takie potrzeby tkwią w każdym społeczeństwie – i w każdym człowieku. Wyrażają one w gruncie rzeczy ukrytą, czasem głęboko, tęsknotę za Bogiem.

Maski dobroczyńców ludzkości przylepiają się łatwo tam, gdzie stosowany jest pewien chwyt – lansowanie własnych produktów przebiega równolegle z hałaśliwym piętnowaniem konkurentów i tych, którzy mogliby ukazać właściwy wymiar mistyfikacji. W świecie ideologii jest tak jak na bazarze: sprzedawcy podejrzanego towaru wiedzą, że zawsze sowicie im się opłaci zachwalać głośno własne produkty – choćby były zepsute i cuchnące – a zarazem bezczelne opluwać uczciwego handlarza i niszczyć jego dobre imię. Ten chwyt jest zawsze skuteczny. Wypromować siebie kosztem zniszczenia innych, jakie to proste.

W wydaniu Nowej Lewicy zasada ta została podniesiona do rangi odkrycia naukowego i zyskała nazwę teorii krytycznej. Krytykować wszystko i wszystkich – a zwłaszcza tych, którzy mogą nas zdemaskować – możliwie rozgłośnie i bez żadnych hamulców, wykorzystując ufność, łatwowierność, prostolinijność, szlachetność i dobrą wolę ludzi niezorientowanych w podstępie. Szczególnie opłaca się wykorzystywać naturalny dla ludzi szlachetnych szacunek do autorytetów – dziś wyłącznie niemal kreowanych przez media i środowiskową opinię.

Analogiczna jest postawa tej grupy Niemców, którzy autoryzują dzieła takie jak serial „Matki i ojcowie”. Dzieła, które nie mówią prawdy o przyczynach ostatniej wojny i nie pokazują rzetelnie jej przebiegu. Przeciwnie, ukazują jej znikształcony tendencyjnie obraz, silnie oddziałujący na emocję i zasiedlający na trwałe wyobraźnię ludzi, którzy wcześniej utracili pamięć o prawdziwych wydarzeniach tej wojny. Na prawdę o wojnie i jej źródłach duchowych czeka od ponad siedemdziesięciu lat biedny niemiecki naród.

Zamiast niej w bardzo sugestywny sposób wskazuje się współwinnego, a w istocie prawdziwie winnego niezliczonych wojennych zbrodni i nieopisanych tragedii ludzkich: mają nim być Polacy.

Ta metoda ma pewną zasadniczą cechę: nie może być na dłuższą metę do niczego przydatna.

Bo prawdy nie da się zabić (ani zneutralizować, ani przykryć choćby najbardziej atrakcyjnie spreparowanymi obrazami filmowymi i publikacjami prasowymi). Wypłynie jak oliwa, jak mówi się kolokwialnie w Polsce, czyli ukaże się w pełnym blasku. Wcześniej czy później. Oby nie było wtedy za późno dla naszych zachodnich sąsiadów.

O tym zjawisku mówi również prof. Hahn z uniwersytetu w Oldenburgu, zauważając:

„…zbyt często rozróżnia się u nas Niemców i nazistów….choć nie każdy Niemiec był nazistą, Niemcy jako społeczeństwo ponoszą odpowiedzialność za nazizm (…) Holokaust został przeprowadzony w imieniu państwa niemieckiego i nie zmienia tego fakt, że rządzili nim wówczas zbrodniarze. Natomiast antysemici w innych krajach, którzy Niemcom pomagali, działali we własnym imieniu, a nie w imieniu swoich narodów czy państw”.

Okupacja, której „nie było” 

Ciekawe, że w refleksji nad ostatnią wojną całkowicie umyka dziś wielu Niemcom – także autorowi cytowanych powyżej opinii – że niemiecka zbrodnia Holokaustu nie była jedyną zbrodnią wojenną państwa naszych sąsiadów. Była nią również chronologicznie wcześniejsza zbrodnia napaści Niemiec na Polskę i okupowania jej, wraz z niezliczonymi przypadkami bestialstwa wobec polskiej ludności cywilnej, zaplanowanego wyniszczania elity polskiego narodu – poddania eksterminacji zarówno duchowieństwa jak przedstawicieli świata nauki. Zabijanie księży, więzienie biskupów. Czy choćby uwięzienie przez SS 6 listopada 1939 roku stu kilkudziesięciu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych uczelni polskich i wysłanie ich do obozów w Sachsenhausen, potem Dachau, znane pod nazwą Sonderaktion Krakau. Tak wielu polskich uczonych nie przeżyło tych męczarni.

Niemcy okupujący Polskę i instalujący się w miejscach symbolizujących niegdysiejszą potegę państwa polskiego –  np. w Krakowie na Wawelu – zamierzali zniszczyć  chrześcijaństwo w tej części Europy, z jej najwspanialszym wykwitem, katolickim życiem społecznym, katolicką kulturą, która porzetrwała w Polsce.

To nie była zwykła grabież polskiej ziemi i polskiego majątku i ustanowienie obcej administracji pod strażą karabinów maszynowych, czołgów i bombowców, to była wojna totalna z narodem polskim, w której zmuszeni byli brać również udział niemieccy katolicy. Wymazanie tego ze świadomości tak wielu współczesnych Niemców jest niebezpiecznym zabiegiem psychologicznym, który posiada aspekt duchowy, trudny do przecenienia. Jest tworzeniem fałszywego obrazu historii i uniemożliwia dokonanie moralnego oczyszczenia.

Prof. Robert Traba z Instytutu Studiów Politycznych PAN, pracujący również w Berlinie (w polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej) zauważa w jednym z wywiadów, zamieszczonych w polskiej prasie przy okazji omawiania sprawy niemieckiego serialu, niezaprzeczalny fakt, że „w całym procesie przepracowania niemieckiej przeszłości związanej z nazizmem i Holocaustem brakuje kategorii, której nie przepracowano w pamięci społecznej. Chodzi mianowicie o >Besatzung<, czyli okupację”.

Prof. Traba próbuje to wyjaśnić:

„…[okupacja Polski] nie funkcjonuje w pamięci społeczeństwa niemieckiego, ponieważ w dacie 1 września 1939 roku nie kumulują się emocje, poczucie tragedii i ofiary >własnego narodu<. Polska jest [dla Niemców] bliskim geograficznie, ale dalekim emocjonalnie, trochę niezrozumiałym sąsiadem. (…) Niemcy nie mają świadomości, że każdy dzień życia był dla Polaków realną groźbą biologicznego unicestwienia. I nie chodziło tylko o działania gestapo czy SS, ale także niemieckiej administracji bądź żandarmerii, która podejmowała nieraz akcje pacyfikacyjne nie mniej okrutne aniżeli działania Einsatzgruppen na Wschodzie. Jeśli ta refleksja nie trafi do pamięci społecznej i nie zostanie przepracowana, to obawiam się, że ciągle będziemy zderzać się z murem niezrozumienia i obojętności”.

W ten właśnie sposób niedawna historia, najstraszliwsze wydarzenie XX wieku, historia, której uczestnicy jeszcze żyją, staje się „narracją”, czyli „hagadą”, niezobowiązującą opowieścią. Historia, dokładnie tak jak chcieli marksiści, jest do niczego nie potrzebna. Fakty historyczne można zacierać i dowolnie nimi manipulować.

Co możemy jako katolicy uczynić dla naszych niemieckich braci, by ta refleksja nad własną przeszłością przestała być uporczywie odrzucana i wypierana z ich zbiorowej pamięci? By Niemcy zrozumieli, że obok nich, tuż za wschodnią granicą, żyją wciąż ofiary ich niedawnej agresji? By nie ulegali łatwemu mechanizmowi wypierania, w którym sami siebie są skłonni postrzegać jako faktyczne „ofiary” (także ofiary wojny ze Związkiem Sowieckim, potem ofiary wysiedleń z Ziem Zachodnich, które w wyniku przegranej przez nich wojny znalazły się w obrębie polskiego państwa). W tej wizji Polski i Polaków po prostu nie ma.

Można też zapytać inaczej: Dlaczego na współczesnym targowisku idei – dotyczy to także tych idei, które odciskają swój kształt na interpretacji najnowszej historii – tak łatwo zwycięża fałsz? Warto przypomnieć w tym miejscu, ile atramentu wylano, także w Polsce, by zainplantować w umysłach i wyobraźni przeświadczenia typu: „Bóg  umarł w Oświęcimiu”, „wiara po Oświęcimiu nie ma podstaw” etc., próbując zaszantażować adresatów tych pozbawionych sensu, pseudofilozoficznych haseł, że są naiwni i prymitywni, o ile trzymają się jeszcze nauki Kościoła.

Ks. prof. Tadeusz Guz dostrzega zjawisko owej odwiecznej pretensji w dziejach ludzkości –  jest to postawa ludzi, którzy nie są w stanie pogodzić się z istnieniem zła, cierpienia i bólu ludzkiego.

W zakres tego cierpienia mogą wchodzić także ustawiczne wyrzuty sumienia. Stąd wciąż ponawiane próby, by tego ciężaru się pozbyć w sposób definitywny. Ksiądz Profesor nie nazywa wprawdzie tej pretensji pokusą, odrzuceniem Krzyża, ale pokazuje jak sprytnie, jak zręcznie wykorzystują to nastawienie profesjonalni sprzedawcy podrobionego towaru. „…historia jest pełna skarg współczesnej i minionej ludzkości – i dlatego też w obliczu tego dramatu i cierpienia człowieka praktycznie wiara w Boga nie ma racji istnienia”, jak podpowiadają liderzy Nowej Lewicy, Horkheimer i Adorno. W obliczu tak wielu nieszczęść, które przyniosła ostatnia wojna, „zaufanie w to, co wieczne, musi się rozpaść”.

Ks. prof. Tadeusz Guz zaznacza, że każda ideologia jest maską, którą się nakłada, by zdeformować rzeczywistość, by przedstawić ją jako karykaturę, a w rezultacie – zanegować ją.  „Krytyka to jest najprecyzyjniejsze narzędzie, jakim posługuje się nowa lewica. I jest ona…skutecznym zniewalaniem współczesnego człowieka”.  Wynalazkiem Nowej Lewicy jest krytyka jako światopogląd i jako sposób życia. ” …krytyka dla Hegla ma swoje granice, krytyka w systemie Marksa i Engelsa ma swoje granice, nawet krytyka u Edmunda Husserla też ma swoje granice. (…) [W przypadku nowej lewicy] nie możemy zerwać z krytyką… Adorno, Habermas, Horkheimer krytykują Marksa i Engelsa. I powiadają tak: >Marks! Ty do pewnego etapu dopuszczałeś rewolucję, a jeśli społeczeństwo osiągnie ten poziom komunizmu, to wtedy zrywamy z rewolucją! …nowa lewica powiada tak: Trzeba zrewolucjonizować codzienność! To znaczy, jeśli rewolucja nie będzie permanentna i codzienna, to wtedy jest to koniec ideologii nowej lewicy. To wtedy przegrywamy”.

Pierwszy był Luter

Ksiądz Profesor zauważa, że zgodnie z własną definicją „nowa lewica traktuje oświecenie francusko –  niemieckie jako zsekularyzowaną formę monoteizmu judaistycznego”.

Jacek Malczewski - Krajobraz z Tobiaszem

Jacek Malczewski – Krajobraz z Tobiaszem

Oświecenie podążyło szlakiem myślowym wytyczonym przez reformację i Marcina Lutra (skądinąd bardzo zajadłego antysemitę; swoiście zagadkowy był także antysemityzm Voltaire`a oraz Hitlera, co interesująco naświetla V. Messori), który jako pierwszy zinterpretował w swojej teologii byt – Boga, jako sprzeczność. Zdaniem Księdza Profesora największy dramat protestantyzmu polega właśnie na tym, że zasadami dobra i zła Luter obciążył samego Boga, twierdząc:

„śmierć i zło istnieją w samym Bogu Objawienia…”.

Według Lutra człowiek nie jest istotą wolną, wolny jest tylko Bóg.

Kościół „nieprzypadkowo sklasyfikował protestantyzm jako herezję”, podkreśla ks. Profesor. W samym łonie tego bardzo konsekwentnego systemu myślowego, jakim jest protestantyzm, systemu „istotowo różnego od nauki Kościoła” powstał liberalizm (jako reakcja). Później także rozwinął się tu kapitalizm, socjalizm i komunizm. Wszystkie te systemy ideologiczne „mają swoje główne źródło w reformacji Marcina Lutra”.

Na płaszczyźnie prawdy o Bogu, o Chrystusie, o Kościele, o nauce Kościoła, o treści wiary, między Kościołem a protestantyzmem „istnieją nie tylko jakieś przeciwieństwa, jakieś różnice zdań – istnieją sprzeczności”, podkreśla autor cytowanej książki.

W ślad za Lutrem podążyła cała plejada nowożytnych myślicieli, którzy określili życie jako sprzeczność. Właśnie dlatego, że tak pojęli Boga. Są to Zygmunt Freud, Charles Darwin, Karol Marks, Georg Hegel, Johann G. Fichte, Friedrich W. Schelling, Friedrich Nietzsche, Søren Kierkegaard, Martin Heidegger, Edmund Husserl. Wielu z nich utorowało drogę Hitlerowi, Marksowi, Engelsowi, Leninowi. I w ich wizji „społeczeństwo czy historia, czy przyroda zostały pojęte jako sprzeczność.(…)… u  Charlesa Darwina wymiar biologiczny życia został pojęty jako walka. Ale to nie jest obiektywna i sprawiedliwa interpretacja życia…” (ks. prof. T. Guz)

Dla neomarksistów z Nowej Lewicy, którzy idą w tym samym kierunku jeszcze dalej, „ścieżki zbawienia, które są przez Chrystusa zagwarantowane, są niczym wysublimowane praktyki magiczne… Oni powiadają, że to jest po prostu mitologia, którą uprawia Kościół rzymskokatolicki”, wyjaśnia ks. prof. T. Guz.

Odrzucają definitywnie Mesjasza, prawdziwego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

Odrzucają także wyobrażenie mesjasza, czyli państwo ateistyczne, materialistycznie pojęte państwo demokratyczne –  jakie lansowała tradycyjna lewica marksistowska, wciągając zarazem ludzkość na ścieżki gnozy.

Największy dramat ludzkiego rozumu

Fakt zajęcia przez myśl nowożytną – począwszy od reformacji – negatywnego stanowiska wobec Osoby Jezusa z Nazaretu jako Mesjasza ks. prof. T. Guz określa jako

„największy dramat, także dla ludzkiego rozumu. Proszę zobaczyć, jak ten rozum w nowożytności się miota. On staje się zlepkiem wrażeń w empiryzmie brytyjskim, on jest jakąś ideą abstrakcyjną w idealizmie niemieckim, on w oświeceniu – tym materialistycznym, francuskim – staje się tylko jakimś ubocznym produktem materii. On jest skasowany, po prostu, w materializmie Marksa czy Feuerbacha, i jeśli, to jest …epifenomenem, czyli jakimś rodzajem materii…(…). Co się dzieje z rozumem w teorii ewolucji Darwina czy Ernsta Haeckla? Czy z rozumem fenomenologicznym u Husserla czy Heideggera…w jakie sprzeczności jest uwikłany. To jest ogromne cierpienie rozumu! I przecież te dwie wojny światowe w dwudziestym stuleciu to jest nic innego jak rozum w sprzeczności, który nie może sobie poradzić”.

Jednym z dzisiejszych wykwitów myślenia opartego na sprzecznościach i odrzuceniu Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, Mesjasza, jest wymysł, że Polacy, naród, który w czasie ostatniej wojny uratował od zagłady największą ilość Żydów, jest narodem antysemickim. Taką wizję Polaków lansuje wiele produktów światowej kultury – okrzyczanych jako arcydzieła, wydarzenia – kultury wyrosłej na ideologii, która zrodziła się ze sprzeczności.

Taką tezę stawia dziś serial wyprodukowany w Niemczech, „Matki i ojcowie”. Tu nie ma mowy o racjonalnej i uczciwej postawie wobec prawdy. O żadnym obiektywizmie. To nie jest wizja, ktorą dałoby się obronić na gruncie faktów historycznych. Widać tu nieszczęsne uwikłanie rozumu, niemożliwość rozeznania rzeczywistości.

Zgodnie z ideologią, jaka wyłania się z tej produkcji, nawet gdyby Polacy uratowali wszystkich Żydów, i sami, jako naród, ponieśliby z tego powodu z rąk Niemców śmierć, także byliby antysemitami. Byliby winni. Dlaczego?  

Oszukać Boga

Czym była postawa ratowanie Żydów w czasie ostatniej wojny przez Polaków? Czy tylko aktem desperackiej odwagi, przekory wobec najeźdźców z Zachodu, pokazania im, że nie są panami sytuacji?

Kluczem do zrozumienia postawy Polaków w czasie ostatniej wojny jest zasada, iż jeśli ufa się Bogu i odnosi się wszystko do Niego, tak w sprawach doczesnych, jak i w sprawach zbawienia, wtedy  przywiązanie do własnego życia nie przeszkadza w oddaniu Bogu tego, co należy mu ofiarować. Miłości ponad wszystko. Miłość własna ustępuje miłości Boga. Wówczas można zdobyć się na ofiarę z samego siebie. Wtedy właśnie staje się możliwa postawa niewyobrażalna wcześniej dla nikogo z ludzi odpowiedzialnych za rozpętanie wojny. Postawa jaka była udziałem tysięcy Polaków (wciąż nie znamy wszystkich ich nazwisk), którzy ratowali w czasie wojny Żydów: przechowywali ich we własnych domach i budynkach gospodarczych, karmili, chronili, zapewniali im pracę, wyrabiali fałszywe dokumenty, znajdowali miejsca w klasztorach, które przygarniały tak wiele dzieci żydowskich, przerzucali przez mury getta żywność, broń i leki. Wyprowadzali stamtąd dzieci i całe rodziny. Leczyli ich i ubierali. Wiedzieli aż nazbyt dobrze, że za to przysługuje im od okupantów niemieckich kara śmierci. Kara wykonywana z reguły natychmiast. Polacy wiedzieli, bo nie tylko odczytywali komunikaty rozlepiane na murach miast i wiosek, ale niemal codziennie widzieli na własne oczy egzekucje lub odbierali od naocznych świadków informacje o mordowaniu rodaków z powodu obrony Żydów.

A jednak Polacy czynili to. Które ze współczesnych pragmatycznych społeczeństw to zrozumie?

Komu dziś pomieści się to w głowie… Bóg umarł w Oświęcimiu?

Taka postawa może być porównana tylko z postawą męczenników za wiarę. Bo ona także wynika z radykalnego wyboru Boga. Św. Szczepan przy swojej męczeńskiej śmierci mówił z wielką radością i zachwytem: „Widzę niebiosa otwarte…”. Męczennicy za wiarę oraz ci, którzy ratowali Żydów mają wiele wspólnego.

Maksymilian Gierymski - Trumna chłopska

Maksymilian Gierymski – Trumna chłopska

Miłość własna ustępuje miejsca miłości Boga, gdy człowiek przejdzie przez wiele doświadczeń bardzo trudnych, dozna wielu upokorzeń. Naród – jego reprezentatywna część – podobnie. To nie jest proste, to wymaga całkowitego zaparcia się siebie. Lata zaborów zaprawiły tę najszlachetniejszą część narodu polskiego do znoszenia cierpień wprost niewyobrażalnych, i do wielkiego męstwa. I pomimo okrutnych prześladowań duchowieństwa katolickiego, któremu także na tysiące sposobów uniemożliwiano jego posługę, w wielu Polakach umocniły wiarę. Z jaką wiarą przyjmował Romuald Traugutt zakladaną mu na oczy opaskę i pętlę na szyję i całował krzyż podawany mu przez spowiednika, ojca kapucyna…

„Z im większą gotowością przyjmiesz te doświadczenia i upokorzenia, tym silniej Bóg będzie cię wspierał”, przypomina o. Nicolas Grou TJ („Przewodnik życia duchowego”).

„Powoli będziesz nabierał coraz większego męstwa i mocy; w miarę tego, jak przestaniesz liczyć na własne siły, nabędziesz mocy Bożej, a z nią będziesz w stanie wszystkiego dokonać, wszystko potrafisz zwyciężyć. Doskonała miłość, mówi Święty Jan, oddala bojaźń. Wszelką bojaźń – oprócz bojaźni Boga i sprzeciwiania się Jego woli”.

Bawarska wieśniaczka, Teresa Neumann, która była mistyczką obdarzoną stygmatami i która nie bała się mówić – w epoce Hitlera! – jakie zagrożenie dla duszy każdego Niemca niesie nazizm hitlerowski, przewidywała również kary, jakie spadną na jej naród w wyniku przyjęcia tej ideologii.

„Sprawiedliwość Boga jest straszna”, przypomina mistrz życia duchowego , o. Nicolas Grou, „I trzeba się jej zawsze bać… Ale dla kogo jest ona straszna? Czy dla tych, którzy jak dobre dzieci czczą Go, kochają i służą Mu jak Ojcu? Którzy niczego Mu nie chcą odmówić i we wszystkim pragną Mu się podobać?… Jeżeli oni kochają Boga, Bóg kocha ich jeszcze bardziej. On (…) przebacza im, gdy tylko zwrócą się do Niego z miłością i żalem, a jeżeli chce ich ukarać, karze ich jeszcze w tym życiu, w sposób pożyteczny dla ich zbawienia. (…) Sprawiedliwość Boga jest straszna tylko dla tych, którzy albo przez zarozumiałość, albo przez rozpacz nie uciekają się do Jego miłosierdzia; dla tych, którzy kochają grzech i nie chcą go porzucić; którzy nie mają dobrej woli i chcieliby, gdyby to było możliwe, oszukać Boga”.

Takie pragnienie, chęć oszukania Boga, może wzbudzić też ogromny lęk. Lęk przed uznaniem rozmiaru swoich nieprawości.

Wybór Boga sprawą rozumu

Jeżeli Polacy – tak bardzo reprezentatywna część ich narodu, tak liczna jak w żadnym innym kraju na świecie – ratowali Żydów podczas ostatniej wojny, w strefie okupacyjnej, tuż pod okiem Niemców, którzy karali za to śmiercią ich i ich rodziny – także maleńkie dzieci, nawet niemowlęta – to czynili to nie dlatego, że jakoś szczególnie, wyjątkowo lubili Żydów. Lubienie czy nie lubienie nie miało tu nic do rzeczy

Ferdynand Ruszczyc - Krzyż w śniegu

Tu chodziło o Jezusa Chrystusa.

„Miłość, która się z Bogiem rozlicza, szuka własnej korzyści, wyznacza sobie granice, nie jest miłością doskonalą; aby miłość była godna Boga, trzeba, by była bez miary, by nie zważała na żadne ludzkie względy, na ludzką roztropność, by doszła do szaleństwa Krzyża.

Będziesz miłował Boga – miłością rozumną, przekładając Go nad wszystko, miłością wyższą nad wszystko, co jest godne miłości.

Będziesz miłował Boga – nie przez jakiś czas, ale zawsze, w każdej chwili; od dojścia do rozumu, aż do ostatniego tchu życia”. (o. Nicolas Grou)

Polacy ratowali Żydów z miłości do Boga. Miłości do Boga bowiem nie da się pogodzić z biernością i obojętnością wobec losu człowieka skazanego przez nienawiść na śmierć, na nieistnienie. Nienawiść, która tak łatwo przekształca się w czasach współczesnych – tak jak stało się to w czasie niemieckiej okupacji – w zimne, wykalkulowane, zaplanowane w szczegółach systemowe działanie: w antysemicką, antypolską (czy wrogą wobec jakiegokolwiek narodu lub grupy społecznej) propagandę, potem zaś w metodyczne wręcz przemysłowe – jak działo się to w obozach koncentracyjnych – zabijanie. Powtórzmy: z powodu religii, narodowości, rasy czy przekonań.

Relacja wobec Boga decyduje o wszystkim!

Moja ś. p. Mama opowiadała mi o wstrząsie, jakim był dla niej, uczestniczki przedwojennej Pielgrzymki Akademickiej na Jasną Górę, napis na wagonie pociągu z Warszawy, który zobaczyła dopiero wysiadając w Częstochowie: „Precz z Żydami!” To było coś najohydniejszego, co mogło się podczas tej pielgrzymki przytrafić. Manifestacja religijności zaprawiona nienawiścią! To było dzieło prawdziwie szatańskie – i tak też odebrane zostało przez ogromną większość studentów pielgrzymujących do Królowej Poilski, którzy natychmiast zaczęli likwidować napis.

Katolicy nigdy nie przyjmą antysemityzmu (o ile pozostaną wierni Kościołowi i Tradycji, i nie dadzą sobie swojego katolicyzmu całkowicie zniekształcić). Polacy są narodem katolickim i próby przypisywania nam antysemityzmu są zawsze działaniem „z zewnątrz”, działaniem wyjątkowo perfidnym, obliczonym przede wszystkim na urobienie międzynarodowej opinii o nas. Jeżeli działania te napotykają na podatny grunt, to tylko u ludzi o zmanipulowanej psychice, którzy poszukują uproszczonej wizji świata i łatwego alibi dla swoich własnych słabości – w takiej sytuacji dobrze jest mieć kogoś, kogo można oskarżyć o „całe zło” i poprawić sobie samopoczucie. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który przed wojną w swoich wydawnictwach bynajmniej Żydów nie głaskał po główkach, tylko twardo mówił im prawdę w oczy, w czasie wojny otwierał dla nich drzwi swojego klasztoru, gdy trzeba było ich ratować przed fizycznym unicestwieniem. Mówienie o jego „antysemityzmie” jest całkowitą pomyłką. W Oświęcimiu poszedł na śmierć do bunkra głodowego także nie z powodu specjalnego afektu wobec człowieka, którego przecież prawie nie znał. Powodem była miłość do Boga. I wielkie pragnienie Boga. Wcale nie pragnienie cierpienia, które musiało na tej drodze stanąć.

„Jest rzeczą pewną, że im zupełniej ktoś przez cierpienie i pokorę umrze samemu sobie, tym obfitsze życie ma w Bogu, im bardziej ktoś wyzuwa się z samego siebie, tym głębiej zatapia się w Boga”. (o. N. Grou)

Jakie jest zatem faktyczne podłoże antysemityzmu? Antysemityzm oznacza zawsze antychrześcijaństwo. Luter – antysemita fałszował chrześcijaństwo i zaprzeczał mu. Podobnie jak Voltaire. ”Z pozycji chrześcijaństwa katolickiego nie można być antysemitą. Tak jak nie można być anty – Niemcem. Czy też anty – Rosjaninem, czy anty – Polakiem”. Ta postawa jest sprzeczna z uznaniem bytowości człowieka i każdego Narodu, podkreśla ks. prof. T. Guz. Sprzeciwia się temu metafizyka.

Antysemityzm ma zawsze podłoże ideologiczne. Lansowanie  i praktykowanie antysemityzmu oznacza także antypolonizm. Niech nie łudzą się wydawcy antysemickich druków. To co ma ostrze antychrześcijańskie jest zawsze antypolskie.

Maryja upomina się o Prawdę

Jacek Malczewski - Anioł i pastuszek

Jacek Malczewski – Anioł i pastuszek

Nurt lucyferyczny w kulturze lansuje zasadę, że trzeba mieć stale przeciwnika.

„Nawet jak nie ma żadnego, to się wynajduje na przykład coś takiego jak feminizm”, zauważył jeden z rozmówców ks. prof. T. Guza. Nienawiść do jakiegokolwiek narodu, grupy społecznej, religijnej, jest zdradą Boga. Podobnie jak bierność wobec błędów – np. nie prostowanie kłamstw, nie przeciwstawianie się fałszywym ideologiom, czy istotnemu wpływowi na Kościół fałszywych religii. Bo to wszystko toruje drogę nienawiści.

Nienawiści do kogokolwiek z ludzi nie wolno mieszać z wiarą w Chrystusa. Jak również zgody rozumu na fałsz, czyli świadomy błąd. To największa nieprawość. To coś, co całkowicie separuje człowieka od Boga.

Przeciwko temu występuje zawsze sama Matka Boża.

To Maryja w 1877 roku, w czasie największego nasilenia bismarckowskich represji wobec Polaków w zaborze pruskim, i walki z polskością, głosiła w Gietrzwałdzie swoje orędzie w języku polskim. Ukazując się jako Królowa, w otoczeniu rzesz Aniołów, ogłosiła wówczas  – dwadzieścia lat po objawieniach w Lourdes – że jest Najświętszą Maryją Panną Niepokalanie Poczętą.

Tytuł ten zawiera zarazem najgłębszą prawdę o Jej Synu, Bogu i Człowieku – kwestionowaną w dobie modernizmu –  już wówczas nabierającego rumieńców i coraz silniej oddziaływającego na ludzi Kościoła. Stanowczo wskazywała na Różaniec jako środek skutecznej obrony przed duchowym złem. Odpowiedź na to orędzie Królowej Polski była imponująca. Gietrzwałd stał się miejscem pielgrzymek setek tysięcy Polaków ze wszystkich zaborów. Pielgrzymowali także Niemcy. Było bardzo wiele uzdrowień, udokumentowanych i opisanych. W czterdzieści lat później odzyskaliśmy niepodległość.  Potem jednak o objawieniach – łącznie było ich 160! – dziwnie szybko zapomniano. Spisał je dla potomnych – w języku polskim i niemieckim – z największą starannością, kapłan katolicki, ks. Augustyn Weichsel, Niemiec, proboszcz parafii w Gietrzwałdzie. Człowiek ten był przez władze pruskie prześladowany, a nawet więziony, właśnie z powodu swojej niezmiernie pozytywnej, a zarazem pełnej statecznej powagi i mądrości (Kościół nazywa tę cechę roztropnością)  postawy wobec objawień – od początku ich trwania – i wszelkich towarzyszących im okoliczności .

Kondycję wewnętrzną usposabiająca do przyjmowania ideologii nienawiści i nieustannego szukania wrogów ma dziś coraz większa liczba ludzi, również z powodu błędów, które wdarły się do wewnatrz Kościoła – Kościoła, który ma obowiązek wobec Boga głosić prawdziwą naukę Ewangelii, nieskażone Magisterium. Maryja o tym nieustannie przypomina. Jej osobiste ukazanie się i słowa wypowiedziane przez Nią w Gietrzwałdzie są wielkim wezwaniem dla Polski. O modlitwę i wierność Prawdzie.

Odpowiedzialność za niestosowanie się do tego wezwania i lekceważenie misji Kościoła jest ogromna.

Nowa Lewica w drugiej połowie lat 80. i w latach 90. zyskała reprezentację polityczną niemal w całym tzw. Starym Świecie; w Stanach doszli wtedy do władzy neokonserwatyści. To wówczas neoliberalizm i globalizm stał się główną ideą polityczną i główną siłą napędowa polityki światowej. I wtedy to właśnie, jak przypomina prof. Hahn, Niemcy po raz kolejny (po epoce bismarckowskiej) zaczęli postrzegać Polaków jako antysemitów. Dziś zapomina się już w kraju naszych zachodnich sąsiadów o stereotypie „polnische Wirtschaft”, na rzecz „polskiego antysemity”. Gdy jednak dociekliwy rozmówca prof. Hahna próbuje ustalić, czy Niemcy, którzy po ten stereotyp sięgają, mieli możliwość zapoznania się z uwagami wszystkich stron dyskusji np. wokół książek J.T. Grossa, autora „Sąsiadów” i „Złotych żniw”, dowiaduje się, że takiej szansy nie było:

„…do świadomości niemieckich czytelników dotarła wyłącznie książka Grossa lub jej recenzje prasowe. Wszystkie publikacje polemiczne oraz te, w których wytykano Grossowi nierzetelność czy weryfikowano przebieg wydarzeń i liczbę ofiar, odczytano u nas jako próby wybielania historii lub w ogóle ich nie zauważono”.

Czy to zatem stereotypy są nieracjonalne, czy raczej mieliśmy do czynienia z typowym – rozłożonym w czasie – przypadkiem Einhammerung, którego dzisiejszym triumfalnym podsumowaniem jest film „Nasze matki, nasi ojcowie”, największa produkcja niemieckiej telewizji publicznej ZDF?

„Dusza odłączona od Boga jest umarła jak ciało odłączone od duszy. Śmierć duszy nie pozbawia jej istnienia, ale dusza traci przez nią poznanie i miłość Boga. Ta śmierć przejawia się i w tym, że dusza traci spokój i szczęście, jest w ciągłej trwodze i zamieszaniu; pragnie poznać i kochać najwyższe dobro, a zaspokoić tego pragnienia nie może…” (o. Nicolas Grou).

Dla bezbożnych pokoju nie ma… (Iz 48,22).


Możliwość komentowania jest wyłączona.