Zwycięstwo, jeśli przyjdzie…
W czasach najtrudniejszych dla Polski, gdy wyczerpani wojną i okupacją niemiecką musieliśmy stawić czoła drugiemu z totalitarnych potworów, kardynał August Hlond, prymas Polski – ten, którego nagłą śmierć w 1948 roku wciąż spowija mrok tajemnicy – wygłosił zagadkowe słowa: Zwycięstwo, jeśli przyjdzie, przyjdzie przez Maryję.
Co to proroctwo znaczy dla nas dziś? Nieczęsto się je wspomina. W dobie optymistycznego złudzenia, że ludzie „tymi rękami”, załatwią wszystkie najpilniejsze potrzeby, rozwiążą każdy problem takie słowa nie są potrzebne. Bo przecież ludzkość maszeruje pod sztandarem postępu – mimo różnych wyskoków jej przedstawicieli – i staje się coraz mądrzejsza, lepsza i bardziej samowystarczalna.
Przyjęcie zapowiedzi kard. Hlonda zaprzeczałoby także dzisiejszej wizji polityki jako narzędzia, które w sprawnych rękach przywódców państwowych czy partyjnych – tych najlepszej woli, nieskorumpowanych i nieoddanych na służbę silniejszym od nich – jest niezawodne. Wcześniej czy później zawróci niekorzystny dla państwa i narodu bieg spraw i znów znajdziemy się w krainie mlekiem i miodem płynącej. Uczciwość, solidność, zdrowy rozsądek zaowocują bogactwem, spokojem i rozwojem (cokolwiek by to słowo znaczyło).
Taką wizją cieszyliśmy się od czasu zwycięstwa Solidarności, gdy wielu Polaków uwierzyło, że czerwony smok został pokonany, zostały tylko jakieś niegroźne choć brzydko pachnące resztki, które jednym kopniakiem można rozwalić. To złudzenie dziś pryska. Trzeba to przyznać, nie bez pewnej konsternacji. Najlepiej zorganizowana partia, najsprawniejszy aparat państwowy znajdujące oparcie o najbardziej patriotyczną część społeczeństwa, nie były w stanie skutecznie stawić czoła temu, co tymczasem krzepło i zbierało siły. Być może zabrakło świadomości, z jaką potęgą tak naprawdę przyszło nam się zmagać w XX wieku. Czy tylko ludzką, materialną?
Francja u progu rozpadu
Sześćset lat temu, na przełomie XIV i XV wieku Francja wydawała się być ostatecznie zgubiona. Wszystkie stany ogarnął kryzys nie mający odpowiednika w jej historii. Gospodarka była w ruinie, ludność zdziesiątkowana po długotrwałej epidemii “czarnej śmierci”. Wojskowi i cywilni przywódcy Francji – zniechęceni i skompromitowani. Sąsiedzi skrzętnie wykorzystali okazję, ogromna połać kraju była okupowana przez wojsko angielsko-burgundzkie. Anglia była przekonana, że należy jej się francuski tron. Bezwład ogarnął kręgi najbliższe monarsze, słabemu i już układającemu się po cichu z wrogiem Karolowi VII, który nie miał nawet siły, by się koronować.
Cóż można było zrobić? Ratunek przyszedł od najmniej spodziewanej strony, z marginesu, który przecież nie mógł „liczyć się w grze”. Coś takiego może wydarzać się tylko w bajkach. Tylko kraj w ostatecznej desperacji zaufałby analfabetce z niewielkiej wsi twierdzącej, że głos Boga nakazuje jej przejąć dowództwo nad wojskiem i poprowadzić je do upragnionego zwycięstwa nad wrogiem (Stephen W. Richey). Szesnastoletnia dziewczyna z lotaryńskiej wioski, Joanna D`Arc, w 1429 roku staje na czele armii. Odziana w zbroję, z mieczem w ręku jako wódz Francuzów odnosi w kolejnych bitwach zwycięstwo za zwycięstwem. Nie posiadając żadnego doświadczenia wojskowego, wyrwana od krów, pokonuje intruzów, przegania z kraju okupantów. Rycerstwo francuskie bez szemrania uznaje ją za swojego przywódcę. Nie tylko słucha jej rozkazów bojowych, ale podporządkowuje się jej żądaniom przestrzegania religijnych i moralnych zasad w obozach i w marszu. Na pierwszym miejscu modlitwa, przystępowanie do sakramentów, żadnych rozbojów, rabunków, rozpusty. Uczciwość i bogobojność w szeregach wojska utrwaliły wszystkie historyczne przekazy.
Po sukcesach armii Francuzi niespodziewanie odzyskują wiarę w wielkość kraju. Joanna d’Arc obróciła to, co było suchą dynastyczną pyskówką, pozostawiającą obojętnie zwykłych ludzi ich własnym cierpieniom, w pasjonującą wojnę o wyzwolenie narodowe (Stephem W. Richey).

John Everett Millais, Joanna D`Arc
Cóż można powiedzieć o tym fenomenie? Najbardziej zuchwała wyobraźnia pisarza fantasty okazałaby się zawodna, nikt nie wymyśliłby podobnego scenariusza. Francja zostaje wyzwolona, stopniowo odradza się jej potęga.
„Dziewica Orleańska” zaś, na skutek intrygi politycznej, u udziałem ludzi Kościoła, została oskarżona o zdradę wiary i spalona na stosie żywcem w 1431 roku w Rouen. Niebawem Kościół zdjął z niej wszelkie oskarżenia, jednak dopiero po 500 latach została kanonizowana*) i ogłoszona Patronką Francji.
Wszystko według sześciu zasad
Gdy w połowie XIX wieku przypominał te zdarzenia francuski biskup Louis-Édouard Pie z Poitiers (to do tego miasta 11 marca 1429 roku Joanna D`Arc zostaje eskortowana na przesłuchanie przez duchownych i doktorów teologii z Uniwersytetu Paryskiego), nakreślił zarazem w oparciu o nie tzw. sześć zasad antykryzysowych, które stały się rodzajem instrukcji, jak katolicki kraj wybrnąć ma z polityczno-moralnej zapaści, w jakiej się znalazł.
Pierwsza – sytuacja społeczeństwa czy instytucji państwa, także Kościoła w tym państwie, w największym stopniu zależy od tego, jaki jest poziom moralny i duchowy ludzi tworzących to społeczeństwo, naród, instytucje. Upadek moralny i duchowy owocuje upadkiem ogólnym kraju. I odwrotnie – wzrost duchowy i moralny przynosi pomyślność, sukces polityczny.
Druga – zła sytuacja takiego państwa, społeczności etc. nie oznacza, że Bóg się od niej odwrócił. Jest akurat odwrotnie. Zawsze można i należy liczyć na pomoc Boga, zwłaszcza zaś w kryzysie.
Trzecia – wiara katolicka jest podstawowym dobrem danej społeczności. Nie decyduje indywidualna czy zbiorowa mądrość polityczna, wykształcenie, zręczność, okoliczności. Zbudować pomyślność narodu i bezpieczeństwo państwa można tylko na fundamencie prawdy objawionej.
Czwarta – gdy Opatrzność zsyła pomoc, nie odbywa się to bezpośrednio i wprost. Narzędziem staje się ktoś pojedynczy lub grupa ludzi. W oczach ludzkich to narzędzie jest słabe i często nieodpowiednie, ale w rękach Opatrzności staje się ono, ku zdziwieniu świata, silne i skuteczne, napisano w jednym z komentarzy. **) Przez to Opatrzność Boża pokazuje wszystkim, że to nie narzędzie, lecz sam Bóg kieruje biegiem wydarzeń. Tajemnica Joanny D`Arc zostaje wyjaśniona.
Piąta – narzędzie to przejawia zawsze podobne cechy. Nie czyni nic z własnej woli. Jest całkowicie poddane Bożym natchnieniom. Może być zupełnie osamotnione w swojej misji, ale jeśli się nie podda, nie załamie, osiągnie cel. Charakterystyczne jest dopełnianie się w nim nawzajem cech, które sprawiają wrażenie przeciwieństw, tak jak u św. Joanny: delikatności, łagodności towarzyszy zdecydowanie, siła, bezkompromisowość.
Szósta – musi ono wytrwale przyjmować trudy i uciążliwości swej misji, a także upokorzenia i prześladowania jej towarzyszące. To znak, że idzie drogą wytyczoną przez Chrystusa. Gdy Joanna D`Arc w więzieniu czekała na proces zaznała tam niewyobrażalnych cierpień. Nie zrezygnowała i nie poddała się. Przez cały czas pełnienia swej misji ufała, jakby wszystko zależało od Boga, pracowała tak, jakby wszystko zależało od niej. Wiedziała, że jej kraj przetrwa, gdy ocaleje jego wiara. W czasie procesu w Poitiers pytano ją: Jeśli twierdzisz, że Bóg jest z tobą, dlaczego zabierałaś tylu żołnierzy na wojnę? Odpowiedziała: Żołnierze muszą walczyć, ale to Bóg daje zwycięstwo.

Fragment fresku z paryskiego Panteonu pt. “Życie Joanny D`Arc”.
W świecie, gdzie centralnym dążeniem jest światowy pokój i dobrobyt obywateli zatraca się poczucie sensu życia. Wiara sprowadzona zostaje do tradycji i rytuału. Tam, gdzie trwa wojna lepiej rozumie się czym jest życie i jaki jest jego cel. Nie marnuje się czasu na głupstwa, nie zawraca się sobie głowy „realizacją marzeń”. Walka nie oznacza tylko pogoni za doraźnym sukcesem. Udział w niej dowodzi, że zna się wartość doczesności w zestawieniu z wiecznością. Tylko ludzie przekonani o tym, że istnieje nieskończone szczęście – nie na ziemi – potrafią uczynić tę ziemię znośną dla siebie i bliźnich. Mimo, że wciąż idą pod wiatr. Prawdziwe pocieszenie nie pochodzi ze świata, lecz od Tego, Który zwyciężył świat. Trudna nauka, pełna przeciwieństw droga.
Ale tylko wtedy, gdy zajrzymy do wnętrza oświetlonej wątłym światłem palestyńskiej groty, zwanej też stajenką i zobaczymy trzy postacie, ojca, matkę i dziecko i niewypowiedziane szczęście malujące się na ich twarzach, zrozumiemy ten paradoks wiary, miłości i nadziei.
Gdy nas zawodzą najwięksi przyjaciele warto powrócić tam i dostrzec ów punkt zwrotny w dziejach ludzkości. „Nie przypadkiem Bóg na ziemi zechciał narodzić się w rodzinie. Każda ludzka rodzina odzwierciedla porządek hierarchiczny, który nie pochodzi od żadnego człowieka, żadnego myśliciela, czy ideologa. Jest ona sama bowiem „nie z tego świata”, choć zarazem dla tego świata pozostaje źródłem ładu i błogosławieństwem – jej zagłada oznaczałaby zagładę świata. (…) Nic nie zniszczy świętego trójkąta rodziny, a nawet wiara chrześcijańska, najbardziej zdumiewająca rewolucja, jaka kiedykolwiek wydarzyła się w umyśle, w pewnym sensie jedynie odwróciła ten trójkąt do góry nogami. W jej mistycznym lustrze kolejność została odwrócona, a do ludzkiej rodziny ojca, matki i dziecka została dodana Święta Rodzina Dziecka, Matki i Ojca (G. K. Chesterton).
A dzieje się tak dlatego, że inna młoda dziewczyna, urodzona w Palestynie tysiąc pięćset lat wcześniej, imieniem Maryja, gdy nadeszła decydująca chwila, powiedziała Bogu: „Tak” – i przyszło na świat Jej dziecię. Podobnie uczyniła Pasterka z Domrémy, Joanna D`Arc.
Dlatego możemy dziś walczyć – nie sami, i nie zwykłym orężem tylko (choć znaczyć ono może zarówno uprawianie polityki, jak niezgodę na nienawiść, przemoc i kłamstwo). Mamy prawo do nadziei. Gdy żołnierze w Jego imię idą walczyć, Bóg daje zwycięstwo.
____________________
*) Inicjatorem procesu beatyfikacyjnego Joanny D`Arc był biskup Orleanu Feliks Dupanloup (1802-1849), beatyfikował ją Pius X w 1909 roku. Kanonizacji dokonał Benedykt XV w 1920; od 1922 r. Joanna D`Arc jest Patronką Francji.
**) Ks. Karol Stehlin Sześć zasad antykryzysowych, “Zawsze wierni”, styczeń 2010 r.





